18.12.14

MACADEMIAN GIRL COLUMNS:
'MAKE UP OR NO MAKE UP?'

6 comments:
 FOR ENGLISH VERSION PRESS 'READ MORE'
-----------------------------------------------------
 MAKE UP OR NO MAKE UP?

Jak wyglądałby świat bez makijażu? Zapewne jego prawdziwa twarz okazałaby się zdecydowanie mniej powabna.Trudno się o tym przekonać, bo zaczynając od prymitywnego, wojennego kamuflażu, przez wirtuozerię starożytnych Egipcjan, makijaż towarzyszył człowiekowi niemal od zawsze. Mimo wszystko jeszcze na początku XX wieku, kiedy moda rozwijała się w najlepsze, umalowane usta wciąż uważane były za wulgarne. Uznawano je za objaw próżności, a paniom doradzano pielęgnację urody szarym mydłem.

Makijaż był akceptowalny jedynie u prostytutek i... aktorek. Szokujące, prawda? Dopiero siła kina sprawiła, że zaczęły się pojawiać takie niepokorne femme fatale jak Greta Garbo czy Marlena Dietrich. Te trudne do zignorowania ikony były podziwiane na ekranie i poza nim. W efekcie wyzwoliły w kobietach potrzebę otwartego mówienia o sposobach na podrasowanie urody. Potencjał tych przemian wyczuli założyciele współczesnych ogólnoświatowych koncernów kosmetycznych, jak chociażby Polka z pochodzenia - Helena Rubinstein. Już wtedy, gdy chałupniczo testowała swoje pierwsze kremy, wiedziała że pielęgnacja urody to żyła złota. Wszak piękno jest wartością ponadczasową. Nie pomyliła się, a zdobywając rzesze wyznawczyń i klientek, zbudowała imperium, które działa z sukcesem do dziś.

Na przestrzeni ostatnich stu lat podejście do makijażu zmieniło się o 180 stopni. Kiedyś od kosmetyków oczekiwano podkreślenia naturalnego piękna i wyeksponowania jego atutów. Obecnie magia programów graficznych i operacji plastycznych wpędziła kobiety w niemal obsesyjne dążenie do perfekcji. Coraz mniej ma to zresztą wspólnego z wydobywaniem wrodzonego potencjału. Marki kosmetyczne napędzają sprzedaż, angażując do swoich kampanii reklamowych coraz bardziej wyretuszowane gwiazdy. Sztuczne nosy, usta, makijaż permanentny to codzienny repertuar gwiazd z pierwszych stron gazet. Poprawia się wszystko - od asymetrii twarzy po kolor skóry.Czasem nawet tam, gdzie nie ma już czego poprawić. Zdezorientowane młode dziewczyny z marnym skutkiem próbują naśladować wygląd ukochanych idolek. Z góry skazane na niepowodzenie, po drodze wpędzają się w kompleksy. Nierzadko robią sobie krzywdę, zapominając o tym, że cały ten celebrycki glamour jest często tak samo sztuczny jak talia osy wyszczuplona w Photoshopie.

W głośnym filmie "Sierpień w Hrabstwie Osage" genialna Meryl Streep mówi do swojej nieumalowanej córki: "Jedyną kobietą, która nie potrzebowała makijażu, była Elizabeth Taylor. A ona nosiła go tonę!". I to zdanie przypomina nam prawdę, o której często zapominamy: nawet najpiękniejsze gwiazdy to zwykli ludzie. Tak jak inni potrzebują dbać o siebie, by dobrze wyglądać. Zdezorientowanym kobietom postanowił o tym niedawno przypomnieć magazyn "Vanity Fair", publikując zdjęcia gwiazd w wersji sauté. Wyzwanie podjęły m.in. Kate Winslet i Scarlett Johansson. Zgodnie z założeniem, okazało się, że bez całego entourage bardziej przypominają śmiertelniczki niż greckie boginie. Wygląda na to, że świat potrzebuje powrotu równowagi i tęskni za naturalnym wdziękiem.

Dlatego warto sobie zdać sprawę, że istotą makijażu nie jest przecież tylko próżność. Ale również umiejętność i prawo do podkreślenia tego, co w nas najlepsze. Kiedy z jednej strony rośnie grupa absolutnych przeciwniczek stosowania jakiegokolwiek makijażu, a z drugiej kolorowe magazyny doradzają "jak się poprawić tak, żeby wyglądać o 20 lat młodziej", jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. Fakt, że tak powszechnie możemy czerpać ze zdobyczy kosmetyki stanowi przywilej, ale należy z niego korzystać z głową. Babcia mojej przyjaciółki nawet na spacer szła umalowana czerwoną pomadką. Uważała, że dbanie o urodę, tak samo jak o elegancki wygląd, zobowiązuje nawet kiedy nikt nie patrzy. Jest taką rzeczą, którą każda z nas powinna robić dla siebie.




17.12.14

ICE QUEEN
FASHION WEEK POLAND DAY#3

17 comments:
Disney's Frozen - "Let It Go"

We still haven't lived to a beautiful white winter this year, so I thought that maybe I could try to use my outfit to make it finally come to us? During the third day of the Fashion Week in Lodz, my inspirations went a bit ahead of the autumn times, leading me through the Narnia wardrobe straight to the Ice Land meanderings. Maybe it's due to my admiration of her chic? Yet not of her ice cold heart, as she wasn't considered to be an exceptionally nice character ;) Nevertheless, she can't be denied being the glamour essence. I don't like being literal, so instead of a white coat I chose an oversize steel blue coat. Its shining fabric was additionally woven in a pattern that reminds cracked ice. I've decided to stress this sparkle with jewelry and stilettos in the color of old gold. A pearled ring and earrings decorated with white stones have perfectly satisfied my gems appetite. Despite everything, the sequin dress remains the brightest star of the outfit. I haven't seen that many decorations on a one piece of fabric in a long time! Geometric patterns, stones, beads, sequins... feathers! Such a soft final touch gives delicacy, melting the frosty character of the outfit a little bit. Sometimes fashion tastes better when it's served cold, but a bit of warm fluff can melt even the coolest heart! ;)

Wciąż nie doczekaliśmy się pięknej białej zimy, więc pomyślałam, że może warto spróbować przywołać ją stylizacją? Podczas trzeciego dnia łódzkiego Tygodnia Mody moje inspiracje wyprzedziły panującą wówczas jesień, prowadząc mnie  przez szafę do Narni i prosto w meandry krainy lodu. Może to zasługa Królowej Śniegu, której szyk zawsze budził mój podziw? W przeciwieństwie do jej lodowatego serca, wszak nie uchodziła za wyjątkowo sympatyczną postać ;) Fakt faktem jednak, bycia esencją glamour nie można jej odmówić. Nie lubię dosłowności, dlatego zamiast białego futra wybrałam oversizowy płaszcz utrzymany w kolorystyce błękitu i stali. Połyskujący materiał został dodatkowo utkany we wzór przywodzący na myśl popękany lód. Jego błysk postanowiłam podkreślić biżuterią i szpilkami w kolorze starego złota. Pierścionek z perełkami oraz kolczyki ozdobione białymi kamieniami całkowicie zaspokoiły mój apetyt na klejnoty. Mimo wszystko najjaśniejszą gwiazdą całego zestawu pozostaje cekinowa sukienka. Tylu ozdób na jednym kawałku materiału dawno nie widziałam! Geometryczne wzory, kamyki, koraliki, cekiny... pióra! Takie miękkie wykończenie dodaje delikatności, odrobinę roztapiając mroźny charakter stylizacji. Czasami moda najlepiej smakuje na zimo, ale trochę ciepłego puchu roztopi nawet najchłodniejsze serce! ;)




16.12.14

MACADEMIAN GIRL DESIGNER AWARD

8 comments:




Nagrodę Macademian Girl Designer Award otrzymali:

I Duet Odio & Pieczarkowski w ramach Designer Avenue  

 II Kas Kryst w ramach Out Of Schedule

Kolekcje projektantów można kupić m.in TUTAJ.

NAGRODA ZOSTAŁA ZAPROJEKTOWANA PRZEZ BARTOSZA JAROSZKA.





14.12.14

FLY IF YOU CAN!
FASHION WEEK POLAND DAY#2

16 comments:
Monty Python - Always Look on the Bright Side of Life

From the 18th century France I'd like to move straight to the land of the rainbow and this means that... it's time for the paradise bird to return! ;D The temperature keeps dropping, which would normally suggest its departure for warmer countries. But you know me – I don't give up easily and take the easy way out ;) Polish streets need colorful energy especially now, and I'm planning to deliver it at once! A spectacularly flared skirt is a priceless support in my today's mission. It's a real miracle with a print reminding a dozen of rows of rose flower beds. The hippies used to say: “flower-power” and they were right – the colors of the flowers create a sparkling with juicy shades gradient – a blend that just strikes with optimism! Deep violet captivated me to that extent that I decided to make it the final touch of the outfit. Therefore I decided to reach for sandals made out of snake stripes and a toque with a bow looking like the one from the top of a present (just a little trial before Christmas ;) Yet the roses alone are not enough for an impressive bouquet and the knock-out of the fall low spirits – so I decided to add a sunny bag, decorated with a daisy. The sweet color palette is refreshed by the earrings, reminding green mint leaves. Not to weaken the firepower of the skirt, and to expose its virtues completely, I decided to combine it with a short, bandage-like bralette. But, wait... What would a paradise bird be without feathers? ;) Without giving it a lot of thought, I reached for one of the most spectacular jackets in my closet. Long, salmon-colored feathers beautifully sway in the wind, leaving the dullness of the street without any chance. Looks like the coat is a feather in my cap! ;)

Z XVIII-wiecznej Francji przenosimy się prosto do tęczowej krainy, a to oznacza... wielki powrót rajskiego ptaka! ;D Kreski na termometrze spadają, co sugerowałoby odlot do ciepłych krajów, ale znacie mnie - nie jestem z tych którzy łatwo się poddają i idą na łatwiznę ;) Polskie ulice zwłaszcza teraz potrzebują kolorowej energii, a ja niezwłocznie zamierzam ją dostarczyć! W dzisiejszej misji nieocenione wsparcie daje widowiskowo rozkloszowana spódnica. To prawdziwie cudo z nadrukiem przypominającym całe rzędy różanych rabatek. Hipisi mawiali "flower-power" i mieli rację - kolory kwiatów tworzą gradient mieniący się soczystymi odcieniami - miks, który wręcz poraża optymizmem! Głęboki fiolet zachwycił mnie na tyle, że postanowiłam 'zamknąć' nim całą stylizację. W tym celu sięgnęłam po sandały z wężowych pasków i toczek z kokardą wyglądającą jak wstążka na prezencie (mały trening przed świętami ;). Same róże to jednak trochę zbyt mało na okazały bukiet i nokaut jesiennej chandry, dlatego dorzuciłam jeszcze słoneczną torebkę ozdobioną stokrotką. Odrobinę orzeźwienia słodkiej palecie barw dodały kolczyki przypominające zielone listki mięty. Żeby nie osłabić siły rażenia spódnicy, a w pełni wyeksponować jej walory, zdecydowałam się na krótki bralet o bandażowym fasonie. Ale zaraz, zaraz... czym byłby rajski ptak bez piór? ;) Nie zastanawiając się długo, chwyciłam jedną z najbardziej spektakularnych kurtek w mojej szafie. Długie, łososiowe pióra pięknie falują na wietrze, pozostawiając uliczną szarość bez żadnych szans. Wygląda na to, że czasem warto obrosnąć w piórka! ;)