24.8.14

TROPICAL PIN UP

40 comments:
Calvin Harris - Summer

Summer is inevitably coming to an end but I have some good news for everyone concerned about the leaves becoming yellow. The hottest season of the year is like an endless story for Macademian- it lasts an eternity! ;D Regardless of how fast the temperature drops, I never stop surrounding myself with an exotic aura. You’d better reach for a sunscream- I’m taking you straight to the seaside! ;) An expressive necklace in the color of a blue lagoon has prompted me to have this exotic trip. It bears some African ethnic, which, at the very beginning, shaped the character. After my last American Pin-up girls inspiration, I decided to smuggle some typical for them feature in a completely different edition into my today’s outfit as well. The violet neckerchief done up in a bow brings not only coquettish Americans but also exotic beauty of dark skinned women to mind. So it’s time for some real tropical heat! The rambling flowers pattern of the short trouser skirt warms the outfit up. Its floristic ornaments become delicate embroideries on the blouse. In the stimulating your senses ethno mix, juicy colors are the first in line! The candy-pink bra contrasts with the lemon yellow of the blouse; the hot color volcano is additionally enforced by colorful bracelets. The observant ones should spot that there are real sea horses… hanging from my ears ;) Although I’m currently not planning taking a siren plunge into the sea, thanks to this unusual jewelry my tropical scenery is finally completed! Welcome to the tropical Macademian island- aloha! :D

Lato nieuchronnie dobiega końca, ale dla wszystkich zaniepokojonych widokiem żółknących liści mam dobrą wiadomość. U Macademian najgorętsza pora roku jest jak niekończąca się opowieść - trwa wiecznie! ;D Niezależnie od tego jak szybko spadają kreski na termometrze, nigdy nie przestaję otaczać się egzotyczną aurą. Lepiej sięgnijcie po krem z filtrem, bo zabieram Was nad sam ocean! ;) Bezpośrednim impulsem do wycieczki w ciepłe kraje okazał się wyrazisty naszyjnik w kolorze błękitnej laguny. Ma w sobie afrykańską etniczność, która już na wstępie zarysowała charakter stylizacji. Po ostatnich inspiracjach amerykańskimi Pin Up Girls postanowiłam przemycić typowy dla nich akcent w zupełnie nowej odsłonie. Fioletowa chusta przewiązana na kokardę kojarzy się nie tylko z kokieteryjnymi Amerykankami, ale również z egzotycznym pięknem ciemnoskórych kobiet. Właśnie dlatego nadeszła pora na prawdziwy żar tropików! Krótkie spódnico-spodnie w całości ozdobione motywem pnących się kwiatów rozgrzewają już samym wzorem. Florystyczne ornamenty przechodzą dalej w delikatne hafty na bluzce. W pobudzającej zmysły etno-mieszance obowiązkowo prym wiodą soczyste barwy. Cukierkowo-różowy biustonosz kontrastuje z cytronową żółcią bluzki, a gorący wulkan kolorów dodatkowo podsycają wielobarwne bransoletki. Ci bardziej spostrzegawczy zauważą, że na moich uszach zawisły... najprawdziwsze koniki morskie ;) Chociaż w najbliższym czasie nie planuję syreniego skoku w morską toń, to dzięki tak niecodziennej biżuterii mój tropikalny krajobraz nareszcie jest kompletny! Witajcie na macademiowej tropikalnej wyspie - aloha! :D

P.S. Jeśli lubicie kolorowe świecidełka to nhasło 'MACADEMIAN GIRL' -50% rabatu w sklepie www.Coccola.pl na wszystkie bransoletki! :)





21.8.14

PINK FLAMINGO

38 comments:
Christina Aguilera - Candyman

The beginnings of rock’n’roll, pink Cadillacs racing through the city and ubiquitous cult of Coca Cola. Ladies curling their hair, men putting brilliantine on their, evening drive-in theater meetings… Who wouldn’t want to go back in time to America from the 50s even for once? ^^ I have to admit that, from time to time, I would eagerly jump into that decade myself! Of course, having swapped closets with Betty Draper first ;D This time I didn’t need a time machine as, during my walk in the Szczęśliwicki Park, I managed to get to –completely without a visa- an American diner! If Elvis is alive somewhere, you will surely find a piece of his soul in Pink Flamingo. Red sofas, jukebox, sipping milkshakes at the bar- the owners fascinated with earlier America have decided to pattern themselves upon its climate in the smallest details. Planning my look I immediately pictured the famous Pin Up girls. Always coquettishly smiling, exposing their charms in short, fitted outfits. I couldn’t let my look be less effective! ;) I started my transformation into one of these poster girls from picking a flowery hairband and making my lips up with a cult, red lipstick. In those days, the deeply regretted coquette, Marilyn Monroe used to sing that ‘diamonds are a girl’s best friend.’ Inspired by her, I decided to give myself some shining, putting pearl mass earrings on. Why not? Maybe I can’t afford real diamonds yet, but it doesn’t mean that I have to jealously peek at their shine until they’re in my reach.  As the classic goes: ‘You can't always get what you want. But if you try sometimes well you might find. You get what you need'! Where do I know that from, ha-ha? Despite all the circumstances, the item that shines the most today is the newest star in my closet- a navy spotted dress. Ultra-feminine, made out of delicate satin, sensually exposes the neckline, coquettishly hiding everything else, including the knees ;) Its pencil cut outlines the owner’s shapes and bears so much grace in itself that I felt completely like a Hollywood film star on the red carpet! The effect is enforced by high stilettos, finished with golden chains. A handful of bright accessories perfectly matches the dark color of the dress. Wide bracelets and juicy yellow clutch have blown a bit of Californian sunny energy into the whole. Now all that’s left to do is go to the boulevard and make my ‘American Dream’ come true! ;)))

P.S. My travel in the search for inspiring, unconventional places in Warsaw is still in progress. If you have any ideas - write in the comments- you surely know some incredible places in the capital, which I still haven’t visited- I’m counting on you! ^^


Początki rock'n'rolla, różowe Cadillaki mknące przez miasto i wszechobecny kult Coca - Coli. Panie zakręcają loki, panowie wcierają brylantynę, a wieczorem wszyscy spotykają się w kinie samochodowym. Któż nie chciałby chociaż raz przenieść się do Ameryki lat 50-tych? ^^ Przyznam, że sama chętnie wskoczyłabym raz na jakiś czas w tę dekadę! Oczywiście wcześniej zamieniając szafą z Betty Draper ;D Tym razem jednak wehikuł czasu nie był potrzebny, bo spacerując po Parku Szczęśliwickim trafiłam - zupełnie bez wizy - do amerykańskiego dinnera! Jeśli Elvis gdzieś żyje, to na pewno w Pink Flamingo odnajdziecie cząstkę jego ducha. Czerwone kanapy, szafa grająca i milkshake sączony przy barze - właściciele zafascynowani oldskulową Ameryką postanowili odwzorować jej klimat w najdrobniejszym szczególe. Planując stylizację od razu stanęły mi przed oczami słynne Pin Up Girls. Zawsze zalotnie uśmiechnięte, eksponowały swoje wdzięki w kusych, dopasowanych strojach. Mój look nie mógł być mniej efektowny! ;) Przemianę w dziewczynę z plakatu zaczęłam wpinając we włosy kwiatową opaskę i malując usta pomadką w kolorze kultowej już, ognistej czerwieni. W tamtych dniach nieodżałowana kokietka Marilyn Monroe śpiewała, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Zainspirowana postanowiłam dodać sobie blasku biżuteryjnymi kolczykami z masą perłową, a co! Może na prawdziwe diamenty jeszcze mnie nie stać, ale to nie znaczy, że do tego czasu muszę zazdrośnie patrzeć w stronę ich błysku. Jak śpiewał klasyk: 'You can't always get what you want. But if you try sometimes well you might find. You get what you need!' Skąd ja to znam, hah. Mimo wszystko najmocniej w całej stylizacji lśni najnowsza gwiazda mojej garderoby - granatowa sukienka w grochy. Ultra-kobieca, wykonana z delikatnej satyny sensualnie eksponuje głęboką linię dekoltu, zalotnie zakrywając jednak wszystko pozostałe aż po same kolana ;) Jej ołówkowy fason obrysowuje figurę i ma w sobie tyle gracji, że poczułam się zupełnie jak filmowa gwiazda Hollywood na czerwonym dywanie! Efekt dodatkowo spotęgowały wysokie szpilki, wykończone złotymi łańcuszkami. Do ciemnego koloru sukienki, idealnie pasuje garść jaskrawych dodatków. Szerokie bransolety i soczyście żółta kopertówka wpuściły odrobinę kalifornijskiej, słonecznej energii. Teraz pozostało mi tylko wyjść na bulwar i zacząć spełniać swój 'Amercian Dream'! ;)))

P.S. Moja podróż w poszukiwaniu inspirujących, niecodziennych miejsc w Warszawie nadal trwa. Jeśli macie dla mnie jakieś pomysły wklejajcie w komentarzach - na pewno znacie jakieś niesamowite lokalizacje w stolicy w których jeszcze nie byłam - liczę, że pomożecie! ^^





18.8.14

MACADEMIAN GIRL IN PARIS vol. 3/3:
VINTAGE SHOPPING

24 comments:
Dexys Midnight Runners - Come On Eileen 
 
Paryż to magia nie tylko pięknych miejsc, ale i pięknych przedmiotów. Bogata historia mody pozostawiła po sobie spuściznę w postaci sklepów vintage, a lokalne pchle targi od lat przyciągają łowców antyków z całego świata. Czasami miałam wrażenie, że całe miasto to jedno wielkie muzeum z eksponatami! Warto odłożyć sobie trochę pieniędzy, by móc przynajmniej niektóre upatrzone perełki i tym samym nie wpędzić się na miejscu w depresję, heh ;) Być może nie uwierzycie, ale na co dzień stronię od rzucania się w wir zakupów. Oszczędzam swoje fundusze i gdy napotykam odpowiednią okazję kupuję coś naprawdę niezwykłego - jak chociażby cuda vintage. Kocham je za to, że mają w sobie duszę, stanowią namacalny zapisek naszej historii. Kiedy mam na sobie rzeczy pamiętające czasy sprzed moich urodzin, mam wrażenie, że jestem częścią jakieś większej opowieści… To niesamowite! Im dłużej zajmuję się modą, tym większym szacunkiem darzę relikty przeszłości. A więc przechodzimy do tematu na który wszyscy czekali: zakupy w Paryżu! ;D

Paris isn’t only about the magic of beautiful places but it’s about the magic of beautiful objects as well. The vivid history of fashion has left a lot of both vintage shops and local flea markets behind. They have been attracting antique collectors from all around the world for some time now. During my visit to Paris I sometimes had an impression that the city is just like a big museum! It’s worth to save some money for the trip, at least to be able to get some of the rummaged treasures and not to get depressed at the same time, ha-ha ;) You might not believe me, but on a daily basis, I rather avoid shopping sprees. I save my funds and when the time comes, I get something really incredible- like, for example, vintage miracles. I love them for having their own soul, being a substantial part of our history. When I’m wearing things remembering the times before I was born I have an impression to be a part of some bigger story… It’s amazing! The longer I devote myself to fashion, the more respect I have towards the objects of the past. So we move to the topic that everyone’s been waiting for: shopping in Paris! ;D