24.4.14

MG BOOK CORNER
'Helena Rubinstein:
The Woman Who Invented Beauty'

by Michele Fitoussi

No comments:
                                              -----------------------------------------------------
ENGLISH VERSION BELOW


HELENA RUBINSTEIN – KOBIETA, KTÓRA WYMYŚLIŁA PIĘKNO

Jeżeli pozorami naprawdę można mylić, to Helena Rubinstein opanowała tę sztukę do perfekcji. Niewysoka, ciemnowłosa i o alabastrowej cerze – ot kolejna porcelanowa laleczka z Polski, która postanowiła spróbować swoich sił w wielkim świecie. Nazwisko wskazujące żydowskie pochodzenie i jej obsesja na punkcie pielęgnacji urody tylko potęgowały reakcje pt. 'Co taka jak ona może wiedzieć o prawdziwym życiu?' Paradoksalnie wszystko. Jeśli rozpoczynając tę książkę spodziewacie się kolorowej historii  o dziewczynie, której w głowie pomadki i fatałaszki, to lepiej zapnijcie pasy, bo dawno nie spotkało Was większe zaskoczenie. Helena Rubstein była raczej tytanem niż kryształową ikoną. Bezwzględnym, choć nie pozbawionym uroku i klasy, autorytarnym zarządcą stworzonej przez siebie firmy. Była też wizjonerką, bo w świecie męskich interesów postawiła na kobiety. A kiedy już to zrobiła, krok po kroku zbudowała swoje imperium.

Zaczęło się od pojedynczego słoiczka. Rubinstein pochodziła z krakowskiego Kazimierza, ale doskonale zdawała sobie sprawę, że poza powieleniem schematu ‘żona i pani domu wychowująca piątkę dzieci’, niewielka przyszłość ją tam czeka. W wieku dwudziestu kilku lat wsiadła zatem na statek do Australii, licząc na to że łatwiej będzie zacząć życie u boku wujów gdzieś daleko od Polski. W niewielkim Coleraine czekała ją jednak niewiele lepsza rzeczywistość: od świtu do zmierzchu, prowadziła sklep, robiąc za pięć osób i głodowe wynagrodzenie poparte zerową wdzięcznością. Wtedy zdecydowała, że musi coś zmienić, a z pomocą przyszła jej receptura kremu wytwarzanego chałupniczo przez matkę i przesyłanego w prezencie.

Pierwsze kremy wytwarzała po omacku w kuchni. Kiedy już nabrała wprawy, jej kosmetyki działały cuda, bo jako pierwsza wykorzystała na szeroką skalę naukę w służbie pielęgnacji urody. Zawsze lubiła podkreślać ścisły związek tych dwóch dziedzin. Wiedziała jak dotrzeć do kobiet i przez wiele lat była swoim najlepszym marketingowcem. Świadomość, że w czasach, w których żyła młodość i uroda są  najlepszą (a często jedyną) kartą przetargową Helena wyniosła z domu. Jednocześnie zrozumiała, że bogate damy są w stanie ponieść nawet największe koszty z tym związane. Potrafiła nawet podnosić ceny swoich kremów, nie ze względu na koszty produkcji, ale dlatego, że jak tłumaczyła ‘kobiety nie uwierzą, że coś zdziała cuda, o ile za to słono nie zapłacą’. Tak powstawały historie o dalekich krainach skąd sprowadzane są składniki jej receptur, nawet wtedy gdy maści wytwarzano z ziół zebranych za oknem. 

Ta biografia nie jest lekką lekturą. Pomijając fabułę, męczy fakt, że pisana jest nieco pretensjonalnie w czasie teraźniejszym. Obfituje za to w ogromną ilość faktów z życia Rubinstein i z nawiązką odpowiada na pytanie jaka właściwie była ta słynna Helena - ‘kobieta która wymyśliła piękno’? Nie będę ukrywać, że trudno ją polubić, choć nie umniejsza to mojego podziwu dla tej postaci. Nie pomagają trudny charakter bohaterki i  życiorys pełen sprzecznych faktów: zaczynając od daty urodzenia, na wykształceniu kończąc. Przez całe życie Rubinstein z sobie właściwą konsekwencją mniej lub bardziej zgodnie z prawdą kreowała swój PR. Robiła to na długo zanim to pojęcie w ogóle weszło do użytku. A że po drodze do zbudowania tego wyidealizowanego wizerunku zdarzyło jej się ‘kilka’ razy minąć z prawdą? Cóż, na szczęście wtedy jeszcze nie istniało Google, a prawda była bardziej niż kiedykolwiek pojęciem względnym. Na jej temat krążą legendy i jak się okazał, głównie dlatego… że sama je o sobie rozpuszczała.

Z jednej strony Rubinstein była damą, mecenasem sztuki - jej drugiej wielkiej pasji zaraz po pracy. W zbiorach jej obrazów i rzeźb znajdowały się dzieła największych artystów ostatnich dwustu lat. Z drugiej strony sprytna i nieco złośliwa, uwielbiała siać zamęt wśród rodziny i pracowników. Krążyło nawet powiedzenie, że ‘jeśli Helena lubiła cokolwiek bardziej niż pracę, to ludzi z problemami’. Współpracowników raz obdarzała względami i traktowała jak swoje dzieci, a innym razem nieustannie strofowała i sprawdzała. Jeżeli można okreslić ją jednym słowem to na pewno była postacią niejednoznaczną. Znana ze swojego naukowego podejścia stała się niekwestionowanym pionierem branży urodowej. Jak na pioniera przystało przed innymi odkryła i wykorzystała potencjał finansowy dbałości o piękno. Nawet jeśli codzienność jej nie rozpieszczała, a w miłości zabrakło jej szczęścia (pierwszy mąż okazał się playboyem), to ostatecznie choć poobijana, z życiowych zmagań wyszła obronną ręką. Jak to zrobiła? Żeby się tego dowiedzieć warto przeczytać tę książkę. 





22.4.14

SEQUINS & RUFFLES

38 comments:
Lorde - Royals

 It’s time for a big color splash! In the palace scenery that I found myself in, I just couldn’t resist wearing saturated, royal colors. No wonder amaranthine is the most important element of the outfit ^^ And well, I don’t have a crown yet, but what are toques for? xD The shining blouse suits the whole outfit perfectly not only due to its color, but to its sleeve’s cut as well. 3/4 length sleeves with frills at its hems were a hit in the eighteenth century (do you remember Maria Antonina’s outfits in the Coppola's movie?). As I wanted to add something modern to the outfit, instead of baroque jewelry I chose leather bracelets decorated with pins. Why the clutch with a barking dog printed on it? I decided that a bit of sense of humor is what the formal court etiquette needs ;) The turquoise skirt, shining like the scales of fish has made up for the matt jewelry. Its color together with the texture reflecting the light has given a great effect of a sequin sheet. I’ve prepared something really cool for the end. The crazy Julian Hakers high heels resemble more a bow tied around the foot than real shoes. But, as hard as it may seem, it’s possible to walk in them or even run to catch a tram. Only when the carriage fails, of course ;)))

Pora na mocne uderzenie koloru! Pałacowa sceneria, w której się znalazłam wprost prosiła się o zestaw w nasyconych, królewskich barwach. Nic zatem dziwnego, że tron objął amarant ^^ Korony jeszcze się nie dorobiłam, ale od czego są toczki? xD Lśniąca bluzka pasuje tutaj jak ulał nie tylko ze względu na kolor, ale i na krój rękawa. Długość 3/4 z falbaniastym wykończeniem była hitem XVIII-wiecznej mody (przypomnijcie sobie kreacje Marii Antoniny z filmu Coppoli!). Żeby nadać stylizacji rys nowoczesności, zamiast barokowej biżuterii wybrałam skórzane bransoletki ozdobione przypinkami. A kopertówka z nadrukiem szczekającego psa? Uznałam, że trochę poczucia humoru dobrze zrobi sztywnej, dworskiej etykiecie! ;) Matową biżuterię zrekompensowała turkusowa spódnica lśniąca niczym rybia łuska. Morski kolor i odbijająca światło faktura dały piękny efekt cekinowej tafli. Na koniec przygotowałam dla Was coś ekstra. Odjechane obcasy od Juliana Hakesa przypominają bardziej wstążkę owiniętą wokół stopy niż faktyczne buty. Zdradzę Wam jednak, że mimo kosmicznego wyglądu naprawdę da się w nich chodzić, a nawet podbiec do tramwaju. Oczywiście tylko wtedy gdy kareta nie przyjedzie na czas ;)))






19.4.14

HIDDEN BLUEPRINTS

41 comments:
Cat Power - The Greatest

How about a Cat Woman version of Macademian? Obviously with a bit of fluo! ;D Even though I have to admit, that it isn’t a literal interpretation, the fans of the last “Batman” adaptations will certainly spot the connection ;) Let’s start with my favorite part of the outfit, namely the futuristic United Nude shoes. The geometrical cuts on its surface resemble very precise lace, especially when it comes to heels. I have to admit, that the ability to walk with a cat’s grace turned out to be really useful xD As you know, I love unusual combinations, so although at the beginning the dress patterned with somewhat folk flourishes with its white collar and cuffs seemed totally suitable for a spring outfit, then the small amount of black that’s on it has inspired me to add something of rock style to the outfit. A great alibi for a superhero! ^^  The rock effect is intensified by the combed back hair tied in something between a  ponytail and a bun. With such an image I can easily start looking for jewels hidden in the safes :P The golden medallion end the bracelet encrusted with stones resemble ancestral jewelry, but don’t worry- (this time :D) it all has been legally purchased ;) To spice the outfit up a little bit, I’ve decided to liven it up with a neon pink clutch and sunglasses. Now it’s really predatory! :D

Co powiecie na Macademian w wersji Cat Woman? Oczywiście z nutą fluo, bo jakżeby inaczej! ;D Wprawdzie nie jest to dosłowna interpretacja, ale fani ostatniej adaptacji "Batmana" z pewnością dopatrzą się nawiązań ;) Zacznijmy od mojej ulubionej części zestawu, czyli futurystycznych butów United Nude. Geometryczne wycięcia na całej powierzchni to prawdziwa koronkowa robota, zwłaszcza jeśli chodzi o obcasy. Muszę przyznać, że umiejętność poruszania się z kocią gracją okazuję się tutaj bardzo przydatna heh xD Sukienka w nieco folkowe esy-floresy początkowo pasowała mi do typowo wiosennego zestawu, a biały kołnierzyk i mankiety spotęgowały jej pensjonarski charakter. Jak jednak wiecie, uwielbiam niecodzienne połączenia dlatego występująca gdzieniegdzie na nadruku czerń sprawiła, że postanowiłam nadać jej zdecydowanie bardziej rockowy wydźwięk.  Doskonały kamuflaż dla superbohaterki i to jeszcze w jakim stylu! ^^ Efekt dodatkowo wzmocniły włosy, zaczesane gładko do tyłu w elegancki kucyk-kok. Z takim imidżem spokojnie mogę zacząć polowanie na ukryte w sejfach błyskotki :P Złoty medalion i wysadzana kamieniami bransoletka przypominają rodowe klejnoty, ale spokojnie - wszystko zostało legalnie kupione w sklepie... tym razem ;) Żeby nie było jednak aż tak grzecznie, ożywiłam zestaw kopertówą i okularami w kolorze neonowego różu. Teraz dopiero ma porządny pazur! :D




18.4.14

PRETTY IN PINK

11 comments:

 from the left:  duo color platforms - Guess & flower wedges - Eden & studded platforms - Latinas & snake skin heels - L.A.M.B. & heart heels - Minna Parikka & ribbon clutch - Menbur - Sarenza
               

17.4.14

YELLOW MIDI AND SPLASH OF FUCHSIA
MARIUSZ PRZYBYLSKI DESIGNS FOR TOSHIBA

42 comments:
Daft Punk - Technologic

Ever since I started blogging I’m constantly in motion! In my case, going out without a device with internet access is very stressful, as it can even turn into a small catastrophe (I’m not exaggerating!)  As they’re accessories to my outfits, all of this devices have to be stylish. I love it when I can combine fashion the applied side of design, and, what follows, with technology ^^ The today’s outfit is a great example that even an unobtrusive tablet case can greatly serve the function of a clutch. Well as it’s in magenta color and as it was designed for Toshiba by a Polish designer, Mariusz Przybylski, maybe it’s not so unobtrusive after all! I got so amazed by its elegant shape and the saturated pink that I could even wear it without a tablet inside, ha-ha xD To expose this beautiful color I’ve decided to wear a canary yellow skirt, whose cut resembles a blossomed flower. The grey, satin blouse’s subdued color perfectly balances the insensitivity of this contrast. But it’s not its only advantage! The collar and colorful printed designs bring a bit of retro elegance to the outfit. The soutache necklace, long earrings and rings, resembling a part of a medieval armor, have completed the look with a proper flourish. My favorite fuchsia color is the common denominator. For the case not to feel alone, I decided to wear shoes and lipstick in the same color. You see, it’s possible to be both preppy and glamour at the same time! ;D

Blogowanie sprawia, że jestem w ciągłym ruchu! Wyjście z domu bez urządzenia, które gwarantuje dostęp do internetu potrafi skończyć się małą katastrofą (nie przesadzam!) i zdecydowanie większą ilością nerwów ;) Wszelkie sprzęty i akcesoria muszą wyglądać stylowo, bo jakby nie patrzeć - są dodatkami do mojego stroju. Zresztą popieram sytuacje, w których moda łączy się z technologią i użytkową stroną designu ^^ Dzisiejszy zestaw jest świetnym przykładem, na to, że np. niepozorny pokrowiec na tablet, potrafi doskonale zagrać rolę kopertówki. No może nie taki niepozorny bo w kolorze magenty, a za jego projekt dla Toshiby odpowiedzialny był projektant Mariusz Przybylski! Tym fajniej, że kupując TUTAJ tablet otrzymujecie je gratis - wszyscy kochamy niespodzianki ;) Elegancka linia i głęboki odcień różu oczarowały mnie na tyle, że mogłabym nosić go ze sobą nawet bez elektorniki w środku heh xD Aby wyeksponować ten piękny kolor postawiłam na kanarkowożółtą spódnicę, której forma przypomina rozłożysty kwiat. Szara, satynowa bluzka wykończona falbaną, swoim zgaszonym odcieniem idealnie balansuje intensywność tego kontrastu. I to nie jedyna jej zaleta! Kołnierzyk i koronkowe aplikacje wprowadzają  pierwiastek retro elegancji. Biżuteryjna sutaszowa kolia, długie kolczyki i pierścionki przypominające element średniowiecznej zbroi dopełniły kompozycję z należnym rozmachem. Klamrą, którą spaja całość jest oczywiście moja ulubiona fuksja. Żeby pokrowiec nie czuł się samotny, dopasowałam do niego aksamitne buty i szminkę w tym samym odcieniu. Jednak można być preppy i glamour jednocześnie! ;D