Każda kolejna edycja Fashion Weeku w Łodzi owocuje nowymi spostrzeżeniami. Zawsze
wolę jednak chwilę ochłonąć zanim zacznę relację, bo chcę pewne rzeczy przemyśleć. Cieszy
mnie, że ta inicjatywa się rozwija i każdego sezonu widzę więcej i więcej odwiedzających
żywo zainteresowanych polską modą. To prawda, że wciąż zostało wiele do
zrobienia, ale z sezonu na sezon jest coraz lepiej. Poprawił się wygląd z zewnątrz
i w końcu w tej industrialnej przestrzeni trochę się zazieleniło! Offy
przeniesiono w piękne, niemal paryskie wnętrza, a w hali głównej
pojawiło się nawet jakieś zaplecze gastronomiczne.
Nadal smucą jeszcze takie techniczne sprawy, jak chociażby brak dbałości o potrzeby wolontariuszy. Nie potrafię pojąć, dlaczego ludzie na których de
facto opiera się cała impreza, nie mają zapewnionego ani noclegu, ani wyżywienia,
ani nawet zwrotu kosztów dojazdu do miasta. I nie oszukujmy się – toster postawiony na backstage’u to
nie to samo co ciepły posiłek, na który zasługują w trakcie 12 h pracy. Czas to
zmienić, bo patrząc na zaangażowanie ekipy wolontariatu oraz ich ciężką pracę
włożoną w k a ż d y FW, wiem, że zasługują na znacznie więcej! Solą w oku
jest dla mnie też fakt, że w dalszym ciągu nie ma wody czy kawy w Press-romie, który dla
znakomitej większości z nas jest miejscem odpoczynku i pracy. Nie oszukujmy się
– wino (nawet najlepsze) nie jest napojem, który należy oferować blogerom i
dziennikarzom będącym niejako ‘na służbie’. Jest to oczywiście miły, jakże kurtuazyjny
akcent, ale chciałabym żeby po VIII edycji, w końcu pojawiła się jakaś alternatywa
;)
Przejdźmy jednak do meritum rzeczy, bo pomimo wszystko patrząc w przyszłość jestem pełna optymizmu :) Galeria Offów ewidentnie rośnie w siłę, a kolekcje są co spójniejsze i lepiej dopracowane.
Moje TOP 5 looków z każdego dnia publikowałam
Wam na bieżąco (TUTAJ dni 1, 2, 3, i 4), teraz przyszedł czas na recenzje. Chociaż w tej edycji widziałam wszystkie pokazy (no bez
jednego ;)
postanowiłam opisać tylko wybrane z obu alei. Ponieważ opisywanie wszystkich, przy moich ‘statystykach’ obecności jest awykonalne (próbowałam i poległam w zeszłym sezonie), zamierzam tak od tej pory robić za każdym
razem.
Będzie to zatem z mojej strony tym
bardziej wyrażenie uznania w kierunku projektantów, którzy mnie czymś w swoich propozycjach zachwycili. W modzie szukam pewnej innowacyjności, ale też
świeżego, nieszablonowego podejścia w interpretacji nawet znanych nam już tematów. Pamiętajcie
też, że wiele z rzeczy o których będzie mowa, można dostrzec niestety tylko na żywo. Z
doświadczenia wiem, że ekran nie oddaje takich detali jak jakość czy
dokładność wykonania, wciąż można jednak zobaczyć sam zamysł. Wobec tego bez dalszego
przedłużania:
oto moja ‘Złota Szóstka’ VIII EDYCJI ‘Out of Schedule’ ;)
P.S.
Wielkie podziękowania też dla Rafaela Poshmanna z POSH
oraz Marka Makowskiego, którzy udostępnili mi zdjęcia. Szczególnie Rafael był
moim wiernym fashion-weekowym towarzyszem (albo w sumie odwrotnie – ja jego
towarzyszką, heh ;***) i robił też na bieżąco zdjęcia moich zestawów (zobaczycie je w kolejnych postach). To
dzięki tym dwóm dżentelmenom, możecie zobaczyć to o czym piszę :)
OUT OF SCHEDLUE
18.04 (czwartek)
HANGER – 'Cukierkowy futuryzm'
Kiedy myślę o ostrych, futurystycznych kształtach, często kojarzą mi się one z chłodnymi neutralnymi barwami. Nie dlatego, że brak mi wyobraźni, ale po prostu tak jest w wielu przypadkach. Przyzwyczaiłam się, że projektanci bardzo często stosują się tej niepisanej, acz ogólnoprzyjętej konwencji. Tym bardzie cenię fakt, kiedy ktoś tak jak trio Hanger odważnie wychodzi poza nawias. Ich nowa kolekcja to nowoczesność z przytupem. Postawili na kontrastowe, czyste kolory i wyraźne cięcia. Jednocześnie, kubistyczne kształty sylwetek zostały zmiękczone pastelowymi barwami. Ubrania mają lekko sportowe zabarwienie, ale ich natura jest na tyle niedopowiedziana, że daje wiele możliwości interpretacji. Wystarczy odpowiednie zestawienie by z powodzeniem przekształciły się w eleganckie, jednak wciąż wygodne i casualowe propozycje. Wszechobecne kontrasty dominują zarówno w sferze kolorystycznej, jak i materiałowej. Jak magnes przyciąga mnogość zastosowanych tkanin, które na zasadzie się układanki wzajemnie się uzupełniają. Pomimo, że nie ma tu dosłownego nawiązania do kimona, to jest w tych krojach coś wojowniczego, rodem ze postawy japońskiego samuraja. Charakterystyczne opaski na głowach modelek dodatkowo potęgują to uczucie. Uwielbiam takie smaczki!

Jedna z najlepszych kolekcji nie tylko na offowym wybiegu, ale także w ramach całej edycji. Tym bardziej zaskakujące, że
jest to debiut projektanta na Fashion Week w Łodzi. Prawdę zatem mówi stare
porzekadło, że ‘nie ilość się liczy a jakość’. A ta jest i to jaka! Męska,
rewelacyjne odszyta kolekcja, z dbałością o każdy najmniejszy szczegół.
Tkaniny, które aż proszą by wyciągnąć do nich rękę. Wielkie wyróżnienie dla Kamila Sobczyka za warstwowe naszywanie materiałów, a dzięki temu stworzenie
autorskich wzorów. Choć z pewnością czasochłonne, jest to świetne i dające
ogromne możliwości kreacji rozwiązanie. Szczególnie w kraju, gdzie każdy
projektant wie jak wielki problem jest z dostępnością tkanin. Ciężko jest zdobyć te podstawowe, nie mówiąc już o bardziej wymyślnych! Sylwetki inspirowane są militarnymi krojami, dlatego cała kolekcja utrzymana jest w barwach ziemi. Zachwyciły
mnie butelkowe zielenie i czernie, uzupełniane skórzanymi wstawkami oraz
dosmakowane gdzieniegdzie szczyptą neonowego pomarańczu. Czapki z głów, bo modnie
ubrani faceci już dawno nie wyglądali tak ‘męsko’.

19.04 (piątek)
Serce się raduje kiedy patrzę, nie tylko na rosnącą pomysłowość
i kunszt, ale także odwagę młodych projektantów. Rozwój talentu, który wcześniej
był jedynie obiecującym potencjałem, wyraźnie widać chociażby u Maćka Banasiaka. Jego zakorzeniona
w estetyce s&m marka, doskonale lawiruje pomiędzy różnymi stylami. Brak potrzeby decydowania się na jeden konkretny i mnogość ich połączeń sprawia,
że Thunder Blond coraz wyraźniej wypracowuje proporcję pomiędzy inspiracją a
własną wizją. Modernistyczne rozwiązania takie jak zaakcentowane zamki, ostre krawędzi
czy lejące się wydłużone sylwetki, stopniowo budują surowy charakter kolekcji. Jednocześnie
odważne kroje i mnogość zastosowanych tkanin nie odwraca uwagi od jej wyraźnej,
na wskroś egzotycznej natury. Użyte skóry, nieco mroczna kolorystyka
czy pojawiające się nakrycia głowy (w tym turbany, a nawet ‘czador’ z zamków
błyskawicznych!), sprawiają, że w ‘75000 ADINKRA’ drzemie pewna tajemnicza,
rytualna nuta. Zero dosłowności, za to 100% poezji!


W tegorocznej wiosennej edycji wyraźnie zaznaczył się trend
liturgiczny, a w wielu pokazach, pojawiły się propozycje
nawołujące do estetyki szat zakonnych. Nie każdy jednak wykorzystał ten motyw z
takim minimalistycznym smakiem jak Monika Gromadzińska. Jej monochromatyczna
kolekcja oscylowała w obrębie bieli i czerni, a pierwsze skrzypce grały
materiały. Połyskujące, pikowane, plisowane czy nawet jeansowe, fantastycznie
kontrastowały z prostymi geometrycznymi liniami sylwetek. Choć ubrania są na
wskroś współczesne, a nawet śmiałe, to
jednocześnie bardzo casualowe i niewymagające. Wręcz z gatunku tych ‘ready to wear’. Jednocześnie
charakterystyczne trójkątne wycięcia rękawów czy prostokątne ‘podcięcia’
spódnic, nadają im lekko futurystycznego szlifu. Dzięki temu projekty Gromadzińskiej doskonale sprawdzą się w szafie każdego odważnego minimalisty. Choć
to niemal oksymoron, warto pamiętać, że to przede wszystkim pewność siebie determinuje
nasze odzieżowe wybory, niezależna od stylu.

20.04 (sobota)
Jedni żyją dla szybkich samochodów, inni dla jedzenia, ja
żyję dla mody i tego co mnie w niej zaskakuje! Z niecierpliwością wyczekuję
niespodzianek, a kiedy już zdarzy się coś nieoczekiwanego wstrzymuję oddech.
Dokładnie tak się stało, kiedy na wybiegu pojawiła się kolekcja Ima Mad. Tak
niezwykła, barwna i pozytywnie odrealniona, że po prostu marzę by zajrzeć do wyobraźni
twórców! Nie bez powodu częścią ich nazwy jest angielskie ‘mad’ (m.in. tłumaczone
jako ‘szalony’). Pierwsze co przykuło moją uwagę to fantastyczna choreografia. Właśnie
za to kocham offy – za wysiłek, jaki wkładają młodzi projektanci we własne
pokazy. Kiedy na Głównej modelki się zazwyczaj po prostu przechadzają, przykład
Ima Mad pokazuje, że nawet z ciasnej przestrzeni można ‘wycisnąć’ dużo więcej. Wyraźna warstwowość, kolorowe
frędzle i opadające kapelusze z szerokim rondem przywodzą na myśl wietnamską
estetykę. Chociaż była to z pewnością jedynie nić w morzu inspiracji, to
doskonale współgrająca z pastelową gamą kolekcji. Nie było jednak zbyt słodko, o
nie! Wkradające się czarne akcenty oraz patchworkowe połączenia umiejętnie temu
zapobiegły. Ta kolekcja jest po prostu k o s m i c z n i e dobra!

Po prostu ‘malarskie’ – to chyba najlepsze określenie, dla propozycji
zaprezentowanych przez Paulinę Plizgę w ramach Offów. Tworząca w Paryżu projektantka ewidentnie zakorzeniona jest we francuskiej estetyce, dosmakowanej jednak nutą nostalgii
lat 20-tych i 60-tych. Eleganckie kroje, zestawione z monochromatycznymi
patchworkami, to praktycznie poruszające się obrazy. Mocną dominantą są tu
akcenty w postaci koloru różowego, czerwonego i niebieskiego, które w mniej lub bardziej wyraźny sposób przewijają się w całej kolekcji. Paradoksalnie, jej luźne kroje są jednocześnie na
wskroś szykowne. O tym, że propozycje Plizgi skierowane są głównie do kobiet ceniących klasę, świadczą chociażby takie detale jak rękawiczki czy ułożone
na gładko fryzury. Oczywiście pojawia się kilka świetnych męskich
propozycji, to jednak stanowią one mniejszość i są raczej w swoim wydźwięku
uniseksowe. To piękna, plastyczna, ale
też nieco ‘poszarpana’ kolekcja, będąca idealną odpowiedzią na hasło ‘miejski
szyk’.