15.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #2 - HONG KONG | UNDER THE DRAGON

11 comments:
Little Dragon - Ritual Union

Do you know anyone who never dreamt of seeing a real dragon? As I’ve always been fond of mystical creatures, I decided to treat my floating restaurant trip as a special mission. Macademian Girl on the go- Mission Not So Impossible ;D Imagine, that the gates and the inside are guarded by… two golden dragons! You really need some initiative to get inside this magical place. First you have to cross the Bay with a fairy, and then- get the winged guides’ approval ;) I was prepared for that, of course! As I had come across Tolkien’s and Sapkowski’s books earlier, I knew that there is one thing I have in common with these fairytale reptiles. Trinkets, of course ^^ Where a dragon is, there must be a treasure as well- a little bribery always works! ;) So I started the fun with precious accessories: a golden snake around my wrist, bracelets lavishly decorated with beads, and a shining necklace made out of miniature slippers have sanctioned my high status of a foreign comer. The effect is completed by metallic stilettos and a blouse, which kaleidoscope pattern is delicately shining with sparkles of reflected light. This emerald shade perfectly matches the violets. Reaching for plump satin shorts has also given me some pleasure. As there’s dignity already, grace is all that’s needed! This wound with a veil toque is my treasure from Paris. It gave the shining orient a scent of French elegance. I have to reveal that even though the gold got me the dragons’ respect, my purse has made the biggest impression on them. They just wouldn’t let it out of their claws, but have a closer look- doesn’t this material look like… dragon skin to you? ;)

Znacie kogoś, kto chociaż raz w życiu nie marzył o tym by zobaczyć prawdziwego smoka? Ja od dziecka przepadam za mistycznymi stworami, dlatego wyprawę do pływającej na wodzie restauracji Jumbo potraktowałam jak misję specjalną. Macademian Girl w terenie - Mission Not So Impossible ;D  Wyobraźcie sobie, że bram i wnętrza strzegą tam... dwa złote smoki! Aby dostać się do tego magicznego miejsca trzeba jednak wykazać się pewną inicjatywą. Najpierw przeprawić się przez zatokę promem, a potem - uzyskać akceptację skrzydlatych strażników ;) Oczywiście byłam na to przygotowana! Przeczytawszy wcześniej powieści Sapkowskiego i Tolkiena, wiedziałam, że jest jedna rzecz, która łączy mnie z tymi baśniowymi gadami. To oczywiście błyskotki ^^ Tam gdzie jest smok, musi być też skarb - małe przekupstwo zawsze daje działa! ;) Zabawę rozpoczęłam zatem od drogocennych dodatków: złoty wąż owinięty wokół nadgarstka, bogato zdobiona koralikami bransoleta i połyskująca kolia złożona z miniaturowych pantofelków usankcjonowały mój wysoki status jako zagranicznego przybysza. Efekt uzupełniły metaliczne szpilki i bluzka, której kalejdoskopowy wzór delikatnie mienił się odbitym światłem. Szmaragdowy odcień pięknie połączył się z fioletami. Z przyjemnością sięgnęłam także po satynowe szorty w kolorze śliwkowym. Dostojność już jest, teraz pora na grację! Opleciony woalką toczek to przywieziony z Paryża skarb. Dzięki niemu błyszczący orient zyskał nutkę francuskiej elegancji. Muszę Wam zdradzić, że chociaż złota oprawa zdobyła smocze względy, to jednak największe wrażenie zrobiła na nich torebka. Wręcz nie chciały wypuścić jej ze szponów, no ale przyjrzyjcie się dokładnie - czy ten materiał nie przypomina... smoczej skóry? ;)))





12.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #2 - HONG KONG | COVERED IN DAISIES

28 comments:
Lily Allen - Chinese

If a year ago someone told me that I would be posing with the flaring up with color streets of Hong Kong in the background, I wouldn’t believe them for sure! Yes, I am an optimist, yet I try to assess the future with a certain dose of realism; even my optimism has its boarders, ha-ha ;) And yet dreams come true- not just in fairytales! When we moved from the foggy Tsim Sha Tsui promenade to the lively heart of the city, I was still rubbing my eyes with amazement, asking for a pinch to check if it was all real. Unstoppable energy and colorful lights, shining from every nook just totally devoured me! Me and my outfit, which, like an enchanted element of a puzzle perfectly matched this colorful whole. But one after the other. Hong Kong is a city that combines contrasts, so completing my look I’ve also decided to combine some opposites. As it turned out, loose streetwear and ‘macademian glamour’ are a very tight pair in this city. Imitating a jumpsuit from afar this patterned set did a perfect base for the outfit. Look how clever I am! Its comfortable cut is a perfect match with urban nonchalance and its flowery print… I’m saying thank you with a bunch of daisies ^^ When I think of liveliness and energy, orange is the first color that comes to my mind, therefore almost all today’s accessories are dipped in its shades. Squint your eyes then: thanks to setting them with a matching ethnic necklace, the earrings look as if they had no end! The dialogue between modernity and tradition is continued by geometric stilettos. Their extravagant appearance contrasts with the wound with a hat-band, lively bowler hat in Anna Piaggi’s style (what a wonderful woman she was!). As I love flowery themes not only in spring, I added my beloved Prada sunglasses for the end. Remember, that a ‘label’ has a meaning only when the designer item bears some extraordinary features! It’s a real crown jewel in my closet, although in these circumstances I should rather say… an Orient Pearl! ;D

Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę pozować na tle buchających kolorem ulic Hongkongu, na pewno bym w to nie uwierzyła! Fakt, z natury jestem optymistką, ale jednak w przyszłość staram się patrzyć z dużą dozą zdrowego realizmu - trzeba w życiu patrzeć w gwiazdy i mierzyć siły na zamiary, hah ;) A jednak marzenia się spełniają - nie tylko w bajkach! Kiedy z mglistej promenady Tsim Sha Tsui przenieśliśmy się do tętniącego życiem serca miasta nadal przecierałam oczy ze zdumienia, prosząc by ktoś uszczypnął mnie ramię. Niepohamowana energia i pobłyskujące z każdego zakamarka kolorowe światła po prostu mnie pochłonęły! Mnie i moją stylizację, która niczym zaczarowany puzzel idealnie wpasowała się w tę magiczną układankę. Ale po kolei! Hongkong to miasto łączące kontrasty, zatem kompletując look również postanowiłam zestawić skrajności. Jak się okazało tutaj luźny streetwear i 'macademian glamour' są bardzo zgodną parą. Podstawa mojego zestawu to wzorzysty komplet, który z daleka sprytnie imituje kombinezon. Taka jestem sprytna! ;) Wygodny krój idealnie wpasował się w miejską nonszalancję, a kwiatowy nadruk zdawał się wyrażać moją... 'stokrotną' wdzięczność ^^ Pomarańcz jest kolorem, który jako pierwszy kojarzy mi się z żywotnością i energią, dlatego to właśnie w jego odcieniach skąpane są niemal wszystkie dodatki. Zmrużcie zresztą oczy: dzięki zestawieniu ich z pasującym etnicznym naszyjnikiem, biżuteryjne kolczyki wyglądają jakby nie miały końca! Dalszy dialog między nowoczesnością, a tradycją podejmują geometryczne szpilki. Ich ekstrawagancki wygląd kontrastuje z oplecionym wstążką, wesołym melonikiem w stylu Anny Piaggi (co to była za wspaniała kobieta!). Kwiatowe motywy kocham nie tylko wiosną, dlatego na zakończenie dorzuciłam moje ukochane zdobione okulary Prady. Pamiętajcie, że 'metka' ma znaczenie dopiero wtedy, kiedy markowy przedmiot niesie w sobie niezwykły design! To prawdziwa perła w mojej garderobie, chociaż w tych okolicznościach powinnam raczej powiedzieć... perła orientu! ;D






9.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #1 - HONG KONG | WATER BAY DREAM

45 comments:
Coldplay - Princess Of China

So I can finally fully share my biggest adventure of the year with you…namely, my Huawei China trip!!! ;D First stop: Hong Kong and the picturesque Tsim Sha Tsui promenade. It’s one of these flag spots in the city, from which the breathtaking view over Victoria Bay spreads. There’s a reason for the meaning of the words ‘Hong Kong’ in Chinese- ‘fragrant harbor.’ Shows combining music and light take place here, making everything just teem with life and colors! And tourists, of course ;) I have to admit, that the view of skyscrapers shrouded with fog, surrounded by water from one side and a mountain range from the other just completely captivated me. Can you imagine a more beautiful place to take the pictures? ;) Without giving it much thought I decided to combine this incredible scenery with a diva like outfit from a seaside town. The color scheme of the whole set although in a sense monochromatic, in reality boils with different embodiments of pink and violet. It’s exactly these colors that bring beautiful fragrance to my mind ^^ The pencil skirt, delicately entwining the body with a sensual lace, has become the axis of the outfit. To fully emphasize its feminine character I combined it with a short top in the color of a pastel rose garden. A faraway land comer needs to have two characteristic features. A wide brimmed hat and mysterious, dark glasses. The first one is a really extraordinary accessory, as it really is a combination of a hat and a flowery garland. The romantic glamour echo is also visible in the necklace made out of swathed beads and lavender stilettos. Yet my favorite component of the outfit is the charming vintage clutch with a print, reminding nonchalant strokes of a brush. A perfect final touch to a scenery, which by itself looks already as if it was… painted ;)

W końcu nadeszła chwila, gdy mogę pełniej podzielić się z Wami moją największą przygodą tego roku... wyjazdem do Chin z marką HUAWEI!!! ;D Pierwszy przystanek: Hongkong, a przed Wami malownicza promenada Tsim Sha Tsui. To jedno z flagowych miejsc miasta, z którego rozciąga się zapierający dech w piersiach widok na Zatokę Wiktorii. Zresztą nie bez powodu 'Hongkong' oznacza po chińsku "pachnący port". Co wieczór odbywają się tutaj pokazy z pogranicza muzyki i światła, dzięki czemu wszystko aż tętni życiem i kolorem! No i turystami oczywiście ;) Muszę przyznać, że widok spowitych mgłą wieżowców, otoczonych z jednej strony wodą, a z drugiej łańcuchem gór po prostu mnie zachwycił. Czy można wyobrazić sobie piękniejsze miejsce do zdjęć? ;) Bez chwili namysłu postanowiłam połączyć ten niesamowity krajobraz ze stylizacją w stylu diwy w nadmorskim kurorcie. Kolorystyka całego zestawu chociaż w pewnym sensie monochromatyczna, to w rzeczywistości wręcz kipi różnymi wcieleniami różu i fioletu. To właśnie te barwy kojarzą mi się z pięknym zapachem ^^ Osią stylizacji została ołówkowa spódnica, delikatnie oplatająca ciało zmysłową koronką. By w pełni uwydatnić jej kobiecy charakter połączyłam ją z krótkim topem w kolorze pastelowego różanego ogrodu. Przybyszka z dalekiego kraju musi mieć dwa charakterystyczne atrybuty: kapelusz z szerokim rondem i tajemnicze, ciemne okulary. Ten pierwszy jest naprawdę wyjątkowym akcesorium, bo prawie stanowi  połączenie kapelusza i kwiatowego wianka. Echo romantycznego glamour odbija się także w kolii z owiniętych korali i lawendowych szpilkach. Moim ulubionym elementem stylizacji jest jednak urokliwa kopertówka vintage, o nadruku przypominającym nonszalanckie pociągnięcia impresjonistycznego pędzla. Idealne uzupełnienie scenerii, która sama z siebie również jest... jak malowana ;)




7.9.14

MACADEMIAN GIRL COLUMNS:
'MODA NA BEZSEZON'

16 comments:
 FOR ENGLISH VERSION PRESS 'READ MORE'
-----------------------------------------------------

MODA NA BEZSEZON

Jak to jest, że co pół roku są nam objawiane nowe trendy, które przy odrobinie szczęścia pojawiły już przynajmniej raz kilka sezonów wcześniej? Teraz nieco odkurzone, w nowym opakowaniu i z nową metką, ponownie są prezentowane jako najświeższy ‘must have’. No właśnie, czy to jakaś zawoalowana kpina z rządnych nowości fashionistek czy po prostu ironia losu? Nasza pamięć nie jest przecież aż tak zawodna... Nic bardziej mylnego - ja nazywam to zjawisko ‘modą na bezsezon’!  Z  racji tego, że projektanci w poszukiwaniu inspiracji znacznie częściej patrzą obecnie wstecz niż w przyszłość, tendencje jeszcze bardziej się zapętlają. Wbrew pozorom nie ma w tym nic złego, a od dziś ‘bezsezon' będzie Waszym największym sprzymierzeńcem.  To właśnie on pozwoli utrzymać zarówno portfel jaki i garderobę w ryzach. Brzmi obiecująco?

Jak zatem wyłapywać takie ‘ponadczasowe’ współczesne trendy? Przygotowałam mały przewodnik po motywach i kolorach, które wracają jak bumerang raz na kilka miesięcy lub lat. Zaczynamy od K jak ‘kwiaty’. Wiosenny deseń, który u słynnej Mirandy Priestly z ‘Diabeł ubiera się u Prady’, wywoływał jedynie sarkastyczne wzruszenie brwiami. Notabene właśnie dlatego, że corocznie powraca. Dla innych do znudzenia a dla nas na szczęscie! Florale są jednak świetnie nie tylko kiedy robi się ciepło. Wzorem hipisowskich dzieci kwiatów uwielbiam kontrastowo zestawiać np. zwiewną sukienkę z botkami i grubym kożuchem. Nie bójcie się nieoczywistych połączeń. Niezależnie od pogody, raz sięgam po drobne wręcz tapetowe wzory, a innym razem po duże, geometryczne w stylu lat 60 i 70, i nigdy nie mam dość! Tak samo sprawa ma się z metalicznym błyskiem, który początkowo był trendem-akcentem letnim, ale obecnie z racji swojej ‘chłodnej’ natury pojawia się we wszystkich  sezonowych kolekcjach. Koncepcję ‘M’ jak ‘metallic’ w spektakularny sposób rozwinęło Burberry Prorsum swoimi propozycjami na wiosnę i lato 2013. Skończył się okres dwudzielnej dominacji złota i srebra, a kosmiczny błysk jest obecnie modny we wszystkich kolorach tęczy!

Mam też ulubione dwie pary kolorów, które kiedyś występowały zawsze w przeciwstawnych sezonach, a teraz występują częściej razem niż osobno. Pierwszą są pastele i neony. Przyjęło się, że jeśli ‘in’ będą rozbielone barwy, to w danym półroczu w odstawkę idą kolory fluo i odwrotnie. Do czasu. W zeszłym roku, projektanci znudzeni brakiem elementu zaskoczenia, postanowili trochę zamieszać w palecie proporcji. Zapomnijcie o sztywnych podziałach! Gwarantuję Wam, że w nadchodzące lato bez obaw możecie założyć lawendową spódnicę, a do tego jaskrawożóltą torebkę! Co więcej, także odcienie burgunda i szmaragdu na stałe wpisały się w modowy krajobraz. Pozornie, z racji swojego nieco mrocznego charakteru, nadają się bardziej na wieczorne wyjścia lub zimowe eskapady. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie by łamać stereotypy w zależności od indywidualnych upodobań. Najważniejsze, że są to kolory, które wyglądają świetnie samodzielnie, ale wcale nie gorzej noszone w duecie.

Przykłady można by mnożyć bez końca: transparentność, ćwieki, geometryczne nadruki itd. Takie powracające motywy są wyjątkowo charakterystycznym zjawiskiem dla współczesnej mody. Po raz kolejny potwierdza się fakt, że styl trzeba budować przede wszystkim w oparciu o własny charakter i upodobania. Nie popełnijcie błędu ślepo biegnąc za chwilowymi trendami - one są w większości jedynie drogowskazem, ułatwiającym znalezienie drogi do wyrażenia własnego ‘ja’.