21.9.14

MACADEMIAN GIRL COLUMNS:
'MINIMALIZM CZY PÓJŚCIE NA ŁATWIZNĘ?'

6 comments:
 FOR ENGLISH VERSION PRESS 'READ MORE'
-----------------------------------------------------

 MINIMALIZM CZY PÓJŚCIE NA ŁATWIZNĘ? 

Świadomość mody nie rodzi się na kamieniu – to powolny proces. Wiedzą o tym w takich zagłębiach designu jak Francja, Włochy czy Anglia. Kultura rodzi kulturę, a w tę należy nieustannie inwestować. To z kolei wymaga lat pracy w pocie czoła. Nic więc dziwnego, że kiedy w Polsce nastaje boom na minimalizm, jedynie garstka potrafi oddzielić zwyczajne lenistwo od prawdziwej sztuki prostoty. Media podłapują gorące tematy wprost z facebookowej ściany niczym sroki błyszczące pozłotka. Najczęściej to marki, które już w internecie zyskały masową popularność. Często z dnia na dzień, dlatego nie mają odpowiedniego zaplecza produkcyjnego czy krawieckiego. W efekcie otrzymujemy dobry pomysł, poparty jednak poślednią jakością. Drobny niuans, który jednak przestaje bawić, kiedy wymarzona bluzka puszcza w szwie, a spodnie rozpadają się po pierwszym praniu. Sprzedaje się to co proste: hasła ma t-shircie, nadruki w hamburgera czy przeróbki projektów znanych marek (np. ‘Kendzo' czy 'Homies'). Modnie jest nie martwić się o ‘ciuchy’, założyć po prostu dowcipny napis i być tzw. ‘minimalistą’. W teorii, bo w praktyce tak naprawdę pod tym hasłem ostatnio kryje się raczej: minimum środków, minimum wyrazu i minimum wykonania. Niestety.

Wbrew pozorom pierwotna idea prawdziwego minimalizmu jest szczytna. W latach 60 zakładano zmniejszenie ilość środków wyrazu, by uzyskać jak najbardziej czytelny przekaz. Miało być zwięźle i na temat, a przedmioty pozbawione ozdobników wystarczały na lata. Trwałość stanowiła gwarancję, że wizja nie zgubi się między wierszami. Nic dziwnego, że sztuka wręcz wchłonęła ten nowy trend na oszczędność, a następnie rozszerzyła go o styl życia. Jak w takim razie świat przeszedł od nowatorskiej idei do lubowania się w bylejakości? Otóż reklama dźwignią handlu. Nie jest tajemnicą, że kupujemy co raz więcej. Nieustannie zapominając o tym, że przecież przed chwilą kupiliśmy już coś niemal identycznego. Ten sam krój ale inny nadruk, inny kolor, metka itd. Lista jest długa. Jako, że trwałość oferowanych ubrań spada, kupowanie wyparło nieopłacalne naprawianie.

Jak z każdym nałogiem – nowa potrzeba rodzi kolejną. Bywa, że bardziej fikcyjną niż poprzednia. Przykładem tego nowego zjawiska, stała się chociażby głośna linia 'projektów' rapera Kanye Westa dla francuskiej marki A.P.C. Sztandarowym elementem kolekcji był między innymi zwykły, biały t-shirt za, bagatela, 420 zł. Chyba nie muszę dodawać że wyprzedał się z miejsca? Podobnie jak reszta (nie mniej nowatorskiej) kolekcji będącej efektem tej współpracy. Ta sytuacja pokazuje, że nie tylko w naszym kraju promuje się minimalizm, rozumiany w bardzo opaczny sposób. Nie ma nic minimalistycznego, w kosmicznie drogim przedmiocie, zazwyczaj o żywotności zazwyczaj nieadekwatnej do ceny. To powszechna bolączka, tym dotkliwsza, że prowadzi do powolnego upadku indywidualizmu i kreatywności, które są głównym motorem napędowym mody.

Nawet ascetyczny design może być odzwierciedleniem osobowości i sztuką wyrazu. Dzięki odrzuceniu tego co zbędne, ma w codziennym życiu wysoce oczyszczający charakter. Sprawia, że liczy się trwałość i stabilizacja. W gnającym na oślep świecie, wymusza wędrówkę w głąb siebie i odnalezienie charakterystycznego ‘ja’. Paradoksalnie, w świecie panoszącego się jak marketingowa zaraza ‘kopiuj-wklej’, to właśnie indywidualizm zyskuje największą wartość.




18.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #3 - SHENZHEN | NEON IN THE CITY JUNGLE

28 comments:
Janelle Monáe - Electric Lady

Nín hăo! ;D Welcome to Shenzen- the city of the future! This is where the newest technologies are created and the streets literally electrify with blue skyscrapers. In this cybernetic, shining with thousands of neons jungle it’s really hard to draw people’s attention by your outfit. But well, you know me… I had to accept the challenge! :D Inspired by the city, which, though constantly on the go, is still deeply ingrained in tradition, I prepared a special look. Something between futurism and Orient, yet still 100% Macademian! A contrasting combination of Chinese national flag colors has turned out to hit the jackpot in this cool surroundings. A stunning jumpsuit, which can do as a short dress as well, is the main ingredient of this explosive mixture! Look how its sunny shade perfectly matches the man on a bike ;) A delicate lace at the neckline, which line directly refers to traditional silk Chinese dresses, reminds local ornaments. The bottom, on the other hand, quite the opposite. Its asymmetrical cut, tuck and horizontal zipper are a perfect metaphor of the town’s modernity. Just as the tooled transparent bag. All such an expressive outfit needed were red accessories; they liven the atmosphere up like a fiery dragon’s breath. ^^ I reached for metallic sunglasses, a ruby lipstick and tied a band with Chinese signs around my bun. During my trip I found out that what’s written on this mysterious piece of material is a blessing. And how not to agree that travel broadens the mind? ;)

Nín hăo! ;D Witajcie w Shenzen - mieście przyszłości! To tutaj powstają najnowsze technologie, a uliczny krajobraz wręcz elektryzuje błękitem szklanych drapaczy chmur. W tej cybernetycznej dżungli, jarzącej się na każdym kroku tysiącami neonów, niełatwo zwrócić uwagę strojem. No ale znacie mnie... musiałam podjąć wyzwanie! :D Zainspirowana miastem, które choć nieustannie gna przed siebie to wciąż jest głęboko zakorzenione w tradycji, przygotowałam szczególną stylizację. Coś na pograniczu futuryzmu i orientu, niezmiennie pozostając jednak 100% w stylu Macademian Girl! W scenerii gdzie niemal wszystkie barwy są chłodne, kontrastowe połączenie odcieni rodem z chińskiej flagi okazało się strzałem w dziesiątkę! Głównym składnikiem tej wybuchowej mieszanki został przepiękny kombinezon, który spokojnie może uchodzić za krótką sukienkę. Spójrzcie jak jego słoneczny odcień malowniczo skomponował się z panem jadącym na rowerze ;) Delikatna koronka przy dekolcie przypomina tutejsze ornamenty, a sama jego linia nawiązuje bezpośrednio do tradycyjnych, chińskich sukienek z jedwabiu. Dół natomiast zupełnie odwrotnie! Asymetryczny krój, zakładki i poziomo wszyty zamek są doskonałą metaforą i parafrazą nowoczesności miasta. Podobnie z resztą jak tłoczona transparentna torebka. Do tak wyrazistego zestawu, niezbędne stały się czerwone dodatki, podkręcają atmosferę niczym ognisty oddech smoka ^^ Sięgnęłam po metaliczne okulary i rubinową szminkę, a wokół koczka przewiązałam szarfę ozdobioną chińskimi napisami. Podczas wycieczki dowiedziałam się, że na tym tajemniczym pasku rozpisane jest błogosławieństwo. I jak tu nie zgodzić się z tym, że podróże kształcą? ;)






16.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA
vol. 1/4: HONG KONG

15 comments:

Kto czyta mojego bloga ten wie, że orient i cała kultura Dalekiego Wschodu wyjątkowo mnie pociągają. Z resztą nie trzeba nawet czytać - błyszczący przepych orientu i kolory niczym egzotyczne zachody słońca wyłaniają się niemal na każdej stronie ;) Chiny, Japonia i Indie odkąd pamiętam zajmowały pierwsze pozycje na liście podróży moich marzeń. Kto by pomyślał, że pierwsze z nich spełnię tak szybko! Wszystko urzeczywistniło się dzięki Waszym głosom w konkursie Huawei, gdzie nagrodą była wycieczka do trzech chińskich miast. Futurystyczny Hongkong, Shenzen będący kolebką nowoczesnych technologii i zarazem kultury Chin Ludowych oraz najbardziej książkowy, słynący ze starożytnych zabytków Pekin. Na podziękowania za odwiedzenie ich chyba nie starczyłoby mi życia, więc pozwólcie, że teraz to ja zabiorę Was do Państwa Środka. To jak, jesteście gotowi na podróż do krainy smoków? ;)

Who reads my blog knows that I find the Orient and Far Eastern culture especially tempting. Well, you don’t even have to read the blog, as the sparkling splendor of Orient and exotic sunsets colors appear almost on every page of it ;) Ever since I can remember, China, Japan and India have had the first place on my dream travels list. Who would have thought that I would make the first one come true that quickly! It all came true thanks to your votes in the Huawei contest, in which a trip to 3 Chinese cities was the prize. Futuristic Hong Kong, Shenzen- the cradle of modern technologies and the Folk China culture, and, finally, the most bookish, known for its ancient monuments- Beijing. I think that I don’t have enough of life left to say thank you for letting me see it all, so let me take you to the Middle Kingdom. So what, are you ready for a trip to the land of dragons? ;)



NA KOŃCU ŚWIATA 

Warszawa, godzina 12:00. Mając w perspektywie kilkunastogodzinną podróż z przesiadką w Moskwie zabieram ze sobą zagłówek i maskę na oczy, wierząc że uda mi się złapać drzemkę. Nic bardziej mylnego! Szalejące endorfiny skutecznie udaremniają zaśnięcie, nawet gdy krajobraz za oknem zaczyna sennie spowijać mgła. Być może to właśnie dzięki tym energetyzującym hormonom szczęścia udaje mi się uniknąć męczącego jet lagu, gdy o 9:00 rano lądujemy w Hongkongu ;D Gdybyście i Wy planowali zawitać do Pachnącego Portu pamiętajcie, że będziecie potrzebowali wizy. Druga sprawa to zupełnie inna waluta niż w pozostałych regionach Chin - w Hongkongu obowiązuje bowiem dolar hongkoński (2 zł to ok 5 dolarów). Jeśli chodzi o internet, warto kupić kartę 3 G. Zasięg jest dosłownie wszędzie - nawet w metrze!

Pierwsze, co uderza po wyjściu z lotniska to klimat. Subtropikalny i wilgotny, tuż przed nadciągającą porą monsunową przybyszom z północy daje się odczuć jeszcze intensywniej. Pod zwrotnikiem Raka zima właściwie nie istnieje, a śnieg tutejsi mieszkańcy kojarzą chyba tylko z reklam Coca  Coli ;) W grudniu temperatura spada do ok. 20 stopni (na plusie!), co dla Hongkończyków oznacza... wyciągnięcie kurtek. Co ciekawe, nawet w najbardziej luksusowych mieszkaniach nie ma śladu kaloryfera, a zamiast tego rolę ogrzewacza przejmuje sprzedawana na ulicy zupa z węża. Szkoda, ze nie miałam okazji jej próbować! To, czego jednak najbardziej chciałam zasmakować to tutejsza, kompletnie odmienna niż w pozostałych częściach Chin, kultura.

AT THE AND OF THE WORLD

Warsaw, 12 o’clock. Having a dozen hour trip with a transfer in Moscow looming ahead of me I take my bolster and eyes band with me, believing that I would be able to dose off for a while. I couldn’t have been more wrong! The endorphins, reveling in my head effectively prevent me from falling asleep even when the scenery behind the window gets dipped in fog. Maybe it’s thanks to these energy happiness hormones that when we land in Hong Kong at 9 AM I manage to avoid jet lag ;D If you are planning to visit the Scented Harbor as well, remember that a visa is required. In Hong Kong there is a completely different currency than in the other parts of China, namely, we have to pay with Hong Kong Dollars (1 USD is about 8 HGD). When it comes to the Internet, buying a 3G card pays off. You have signal literally everywhere- even in the tube!

The first thing that strikes you after leaving the airport is the climate. Subtropical and humid, right before the monsoon time is even more unusual for the tourists. Next to the tropic of Cancer, winter almost doesn’t exist and the local people associate snow only with Coca Cola ads ;) In December, the temperature drops down to about 20 degrees (plus!), what, for the people of Hong Kong means… pulling their jackets out. What’s interesting, there’s no sign of a heater even in the most luxurious apartments and its role is taken by the sold in the streets, snake soup. It’s a pity I didn’t get a chance to try it! What I wanted to experience here most is the local culture, which is completely different than in the other parts of China.






15.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #2 - HONG KONG | UNDER THE DRAGON

28 comments:
Little Dragon - Ritual Union

Do you know anyone who never dreamt of seeing a real dragon? As I’ve always been fond of mystical creatures, I decided to treat my floating restaurant trip as a special mission. Macademian Girl on the go- Mission Not So Impossible ;D Imagine, that the gates and the inside are guarded by… two golden dragons! You really need some initiative to get inside this magical place. First you have to cross the Bay with a fairy, and then- get the winged guides’ approval ;) I was prepared for that, of course! As I had come across Tolkien’s and Sapkowski’s books earlier, I knew that there is one thing I have in common with these fairytale reptiles. Trinkets, of course ^^ Where a dragon is, there must be a treasure as well- a little bribery always works! ;) So I started the fun with precious accessories: a golden snake around my wrist, bracelets lavishly decorated with beads, and a shining necklace made out of miniature slippers have sanctioned my high status of a foreign comer. The effect is completed by metallic stilettos and a blouse, which kaleidoscope pattern is delicately shining with sparkles of reflected light. This emerald shade perfectly matches the violets. Reaching for plump satin shorts has also given me some pleasure. As there’s dignity already, grace is all that’s needed! This wound with a veil toque is my treasure from Paris. It gave the shining orient a scent of French elegance. I have to reveal that even though the gold got me the dragons’ respect, my purse has made the biggest impression on them. They just wouldn’t let it out of their claws, but have a closer look- doesn’t this material look like… dragon skin to you? ;)

Znacie kogoś, kto chociaż raz w życiu nie marzył o tym by zobaczyć prawdziwego smoka? Ja od dziecka przepadam za mistycznymi stworami, dlatego wyprawę do pływającej na wodzie restauracji Jumbo potraktowałam jak misję specjalną. Macademian Girl w terenie - Mission Not So Impossible ;D  Wyobraźcie sobie, że bram i wnętrza strzegą tam... dwa złote smoki! Aby dostać się do tego magicznego miejsca trzeba jednak wykazać się pewną inicjatywą. Najpierw przeprawić się przez zatokę promem, a potem - uzyskać akceptację skrzydlatych strażników ;) Oczywiście byłam na to przygotowana! Przeczytawszy wcześniej powieści Sapkowskiego i Tolkiena, wiedziałam, że jest jedna rzecz, która łączy mnie z tymi baśniowymi gadami. To oczywiście błyskotki ^^ Tam gdzie jest smok, musi być też skarb - małe przekupstwo zawsze daje działa! ;) Zabawę rozpoczęłam zatem od drogocennych dodatków: złoty wąż owinięty wokół nadgarstka, bogato zdobiona koralikami bransoleta i połyskująca kolia złożona z miniaturowych pantofelków usankcjonowały mój wysoki status jako zagranicznego przybysza. Efekt uzupełniły metaliczne szpilki i bluzka, której kalejdoskopowy wzór delikatnie mienił się odbitym światłem. Szmaragdowy odcień pięknie połączył się z fioletami. Z przyjemnością sięgnęłam także po satynowe szorty w kolorze śliwkowym. Dostojność już jest, teraz pora na grację! Opleciony woalką toczek to przywieziony z Paryża skarb. Dzięki niemu błyszczący orient zyskał nutkę francuskiej elegancji. Muszę Wam zdradzić, że chociaż złota oprawa zdobyła smocze względy, to jednak największe wrażenie zrobiła na nich torebka. Wręcz nie chciały wypuścić jej ze szponów, no ale przyjrzyjcie się dokładnie - czy ten materiał nie przypomina... smoczej skóry? ;)))





12.9.14

MACADEMIAN GIRL GOES TO CHINA:
DAY #2 - HONG KONG | COVERED IN DAISIES

29 comments:
Lily Allen - Chinese

If a year ago someone told me that I would be posing with the flaring up with color streets of Hong Kong in the background, I wouldn’t believe them for sure! Yes, I am an optimist, yet I try to assess the future with a certain dose of realism; even my optimism has its boarders, ha-ha ;) And yet dreams come true- not just in fairytales! When we moved from the foggy Tsim Sha Tsui promenade to the lively heart of the city, I was still rubbing my eyes with amazement, asking for a pinch to check if it was all real. Unstoppable energy and colorful lights, shining from every nook just totally devoured me! Me and my outfit, which, like an enchanted element of a puzzle perfectly matched this colorful whole. But one after the other. Hong Kong is a city that combines contrasts, so completing my look I’ve also decided to combine some opposites. As it turned out, loose streetwear and ‘macademian glamour’ are a very tight pair in this city. Imitating a jumpsuit from afar this patterned set did a perfect base for the outfit. Look how clever I am! Its comfortable cut is a perfect match with urban nonchalance and its flowery print… I’m saying thank you with a bunch of daisies ^^ When I think of liveliness and energy, orange is the first color that comes to my mind, therefore almost all today’s accessories are dipped in its shades. Squint your eyes then: thanks to setting them with a matching ethnic necklace, the earrings look as if they had no end! The dialogue between modernity and tradition is continued by geometric stilettos. Their extravagant appearance contrasts with the wound with a hat-band, lively bowler hat in Anna Piaggi’s style (what a wonderful woman she was!). As I love flowery themes not only in spring, I added my beloved Prada sunglasses for the end. Remember, that a ‘label’ has a meaning only when the designer item bears some extraordinary features! It’s a real crown jewel in my closet, although in these circumstances I should rather say… an Orient Pearl! ;D

Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę pozować na tle buchających kolorem ulic Hongkongu, na pewno bym w to nie uwierzyła! Fakt, z natury jestem optymistką, ale jednak w przyszłość staram się patrzyć z dużą dozą zdrowego realizmu - trzeba w życiu patrzeć w gwiazdy i mierzyć siły na zamiary, hah ;) A jednak marzenia się spełniają - nie tylko w bajkach! Kiedy z mglistej promenady Tsim Sha Tsui przenieśliśmy się do tętniącego życiem serca miasta nadal przecierałam oczy ze zdumienia, prosząc by ktoś uszczypnął mnie ramię. Niepohamowana energia i pobłyskujące z każdego zakamarka kolorowe światła po prostu mnie pochłonęły! Mnie i moją stylizację, która niczym zaczarowany puzzel idealnie wpasowała się w tę magiczną układankę. Ale po kolei! Hongkong to miasto łączące kontrasty, zatem kompletując look również postanowiłam zestawić skrajności. Jak się okazało tutaj luźny streetwear i 'macademian glamour' są bardzo zgodną parą. Podstawa mojego zestawu to wzorzysty komplet, który z daleka sprytnie imituje kombinezon. Taka jestem sprytna! ;) Wygodny krój idealnie wpasował się w miejską nonszalancję, a kwiatowy nadruk zdawał się wyrażać moją... 'stokrotną' wdzięczność ^^ Pomarańcz jest kolorem, który jako pierwszy kojarzy mi się z żywotnością i energią, dlatego to właśnie w jego odcieniach skąpane są niemal wszystkie dodatki. Zmrużcie zresztą oczy: dzięki zestawieniu ich z pasującym etnicznym naszyjnikiem, biżuteryjne kolczyki wyglądają jakby nie miały końca! Dalszy dialog między nowoczesnością, a tradycją podejmują geometryczne szpilki. Ich ekstrawagancki wygląd kontrastuje z oplecionym wstążką, wesołym melonikiem w stylu Anny Piaggi (co to była za wspaniała kobieta!). Kwiatowe motywy kocham nie tylko wiosną, dlatego na zakończenie dorzuciłam moje ukochane zdobione okulary Prady. Pamiętajcie, że 'metka' ma znaczenie dopiero wtedy, kiedy markowy przedmiot niesie w sobie niezwykły design! To prawdziwa perła w mojej garderobie, chociaż w tych okolicznościach powinnam raczej powiedzieć... perła orientu! ;D