Mike Posner – Cooler Than Me

Nie ukrywam, że nie udało mi się podczas tego FW zobaczyć wszystkich pokazów, na które czekałam. Częściowo było to spowodowane pewną ‚niedoróbką’ organizacyjną, gdyż wpuszczanie było na tyle chaotyczne, że kiedy wychodziło się z jednego pokazu, już za drzwiami zapobiegawczo ustawiona była kolejka na następny(nie mówiąc już o półgodzinnych poślizgach, które były normą). Skutkowało to tym, że człowiekowi na myśl o uczestniczeniu w dwóch pokazach pod rząd robiło się po prostu słabo… Z drugiej strony, daleka jestem od narzekania, bo organizacja takich eventów rządzi się swoimi prawami, a do tego ten jest stosunkowo młody. Toteż jakby nie patrzeć muszę pochwalić miłą obsługę i pracowitych wolontariuszy, którzy z pomimo wielogodzinnego zmęczenia, z uśmiechem na ustach pomagali jak mogli! :))) Chwała im za to! Prawda jest taka, że ciężko wymagać doskonałej organizacji w nowym miejscu, dlatego jestem pełna optymizmu i pewna, że każda następna edycja będzie już tylko lepsza! ;)) A ja oczywiście nie zawaham się sprawdzić osobiście, czy moje prośby zostały wysłuchane ;D

Wracając jednak do czwartku – miałam tego dnia przyjemność zobaczyć trzy kolekcje. Pierwsza z nich (nie ukrywam, że mooocno wyczekiwana) należała do PIOTRA DRZAŁA. Co mnie w niej urzekło? Po pierwsze czystość koloru, który niezależnie od tego czy stosowany w odcieniach pastelowych czy bardziej zdecydowanych, zawsze stanowił przemyślany akcent w całym stroju. Świetną sprawą jest, że jego stroje choć pozornie casualowe, a nawet sportowe, zawierają w sobie znaczny pierwiastek eleganckiej nonszalancji. Luźne, wygodne fasony są w rzeczywistości skrojone tak, by wydobywać z sylwetki to co najistotniejsze. Ta kolekcja pokazuje, że sportowa elegancja nie musi być nudna, jeśli tylko mamy do czynienia z odpowiednio zmiksowanymi tkaninami i lekko futurystycznym szlifem. Zawsze twierdzę, że mam dwie natury – jedną tą bardzo pstrokatą (idealnie odnajdującą się najnowszej kolekcji Custo Barcelony), oraz drugą z pociągiem do geometryzacji i czystych cięć. Może dlatego potrafię zachwycać się tyloma rzeczami na raz, nie czując potrzeby wybierania. W ubraniach Piotra znalazłam taki nowoczesny, zdecydowany pierwiastek, wskazujący, że są to rzeczy dla silnych ludzi  (w rożnym tego słowa znaczeniu)  o ukształtowanej już osobowości. Jednym słowem dla takich, którzy wiedzą, czego od życia chcą, a co najważniejsze jak to zdobyć! No i rzecz jasna – ZAKOCHAŁAM się w wybiegowym make upie – miodzio ;)))

Następnie na tapetę idzie SOLAR, który (po opiniach sądząc) chyba nikogo w tym sezonie nie zaskoczył. Po raz kolejny postawiono na mocne, żywe kolory i proste kroje. Cóż mogę powiedzieć – choć prosto nie oznacza w przypadku tej kolekcji prostacko, to z pewnością trochę powiało nudą… Neony, neony i jeszcze raz neony (tak wiem, że uwielbiam, ale…). Po raz tysięczny te same kroje, tkaniny i długości, aż chciałoby się wstać i potrząsnąć projektantami. Ja rozumiem, że marka ma swój target w okolicach 35+ i nie może sobie pozwolić na jakąś szaleńczą ekstrawagancję. Nie zapominajmy jednak, że ich ubrania nie są tanie, a skoro nie są tanie, to może kupują je ludzie o dosyć wysokiej pozycji społecznej i materialnej. Pozostaje sobie zadać pytanie czy jedyne co Solar ma im do zaoferowania to zachowawczość pod płaszczykiem stonowanej i ponadczasowej elegancji? Odwagi, błagam…!

No i na koniec BOHOBOCO, gdzie zachwyciły mnie przede wszystkim dodatki. Kolekcja sama w sobie bez fajerwerków- tym razem podkreślono zwiewną kobiecość i postawiono na niedopowiedzianą zmysłowość. Czytałam gdzieś, że projektanci inspirowali się Czarnym Lądem, ale jeżeli tak, to w tej kolekcji zupełnie tego nie widać. Ja rozumiem, że Afryka to nie tylko szalone printy i zwierzęce wzory, ale nawet jeśli już przekładamy takie inspiracje na prosty języki idei, to ja się pytam, gdzie jest ta dzikość, rytm, gdzie jest ta energia? Jedyną widoczną inspiracją, którą na upartego można by odnaleźć, są chyba te wszystkie półprzezroczyste, lekkie tkaniny, w które odziane były modelki. Myślę, że ma to trochę wspólnego z taką cichą (trochę groźną, a trochę dziewiczą) tajemnicą, którą w sobie nosi ten kontynent. Jeżeli natomiast oderwać się zupełnie od tej rzekomej inspiracji (dla mnie bardziej prawdopodobna byłaby inspiracja zimną Skandynawią), to było kilka momentów, w których zrobiłam ‚WOW’! Zdecydowanie jednym z takich był widok motywu przerysowanych kwadratowych cekinów(?). Zabieg powtarzał się nie tylko na sukienkach ale także i torebkach. Coś  p i ę k n e g o. Widok tych ozdób poprzechylanych w romby, poruszających delikatnie się w rytm kobiecego kroku, był po prostu bezcenny. Uważam, że projektantom należą się wielkie brawa za ten pomysł, bo choć z pozoru prosty, jest szalenie efektowny, a w gruncie rzeczy też niecodzienny. Cieszy mnie, że w okresie gdzie królują bioniczne, łuskowate kształty, ktoś postawił na coś innego!

PIOTR DRZAŁ

SOLAR

BOHOBOCO

‚Znajdź Wally’ego’^^ , czyli zapowiedź kolejnego outfitowego posta ;)))
all pics by Szymon Brzózka


Follow Macademian Girl