Polska scena muzyczna napawa mnie niekłamanym smutkiem, bo jako wielka fanka tej dziedziny sztuki (zresztą kto nie jest fanem jakiejś muzyki!) od wielu już lat obserwuję jak nasze rodzime talenty są marnowane każdego dnia. W obliczu prostackiego popu i doby wszędobylskiego plastiku, artyści, którzy mają coś do powiedzenia są bezlitośnie zagłuszani – przegrywają z tymi którzy hołdują zasadzie ‚nieważne co byleby mówili’. Rzekomo obiektywne media, serwują nam codziennie, nową ‚ulepszoną’ porcję, bezkształtnej papki, w postaci, kolejnych miałkich hitów, umacniając odbiorców w przekonaniu, że nie ważne co artysta mówi, ważne żeby było głośno, rytmicznie i najlepiej z połyskiem. Takie podejście doprowadziło, do powstania całego pokolenia wokalistów-wydmuszek – ludzi którzy dostają do wykonania jakiś utwór, o byle czym (dlatego najlepiej po angielsku, nie od dziś wiadomo, że po angielsku WSZYSTKO lepiej brzmi 😉 ), najczęściej zaśpiewany byle jak i w sposób nie budzący jakichkolwiek emocji… Nie trawię ‚wydmuszek’, bo dla mnie muzyka jest tak emocjonalną sprawą, że albo ktoś to robi dobrze, albo niech nie robi tego wcale. Dlatego tak wielkim fenomenem jest dla mnie Monika Brodka, której kibicuję od czasów Idola (mam obie części nawet jej pierwszej płyty). Ta niezwykła dziewczyna pokazała, że w naszym kraju walka o siebie, o prawo do swojej autonomicznej tożsamości jako artysty, choć długa i mozolna jednak się opłaca. Nie każdy ma tyle wytrwałości, dlatego zawsze doceniajmy tych wszystkich niesamowicie utalentowanych młodych (i nie tylko!) ludzi, którzy próbują swoich sił i wbrew wszystkiemu wciąż wierzą, że DA SIĘ i u nas robić dobrą muzykę. Dzięki nim, jest nadzieja, ze kiedyś będzie inaczej.

Dlatego właśnie chciałabym poświęcić post osobie, która mnie inspiruje, bo niewątpliwie należy do wspomnianej wyżej grupy – Karolinie Baszak. Karolina (oprócz tego, że prowadzi swojego bloga), przede wszsytkim, pracuje teraz nad materiałem na pierwszą solową płytę. Niestety wszyscy wiemy jak wygląda w Polsce szara rzeczywistość i walka z wytwórniami, które narzucają swoją wolę i wizje każdemu kto próbuje zrobić coś, co nie nadaje się do puszczania w dyskotece/klubie, między jednym a drugim piwem. Tym bardziej ją podziwiam, bo nie daje za wygraną i jak sama powiedziała ‚nagra taką płytę o jakiej marzy, albo żadną’. Chcę Wam dzisiaj puścić jej cover piosenki ‚People help the people’, który mnie ostatnio bardzo poruszył. Choć przerabianie, cudzej piosenki bywa zdradliwe (bardzo łatwo wtedy o taką własnie odśpiewaną ‚wydmuszkę’), w tym widać właśnie prawdziwe emocje. Można nie znać języka, ale wciąż słyszeć, nostalgię i tęsknotę w jej głosie, która mówi, że piosenka jest ‚o czymś’ – o czymś co jest ważne.  Ostatnio odtwarzam dzień i noc i nie mogę przestać;)))

Zapraszam Was do przesłuchania, tego oraz innych (w tym autorskich) utworów Karoliny, a ciekawskich także na bloga!