Raz na jakiś czas, w świecie mody pojawiają się zjawiska, których siłę rażenia można porównać tylko do ogromnego trzęsienia ziemi. Zdecydowanie doskonałym tego przykładem jest  grecka projektantka Mary Katrantzou, której każda kolejna kolekcja wbija mnie głębiej w fotel (własnie wtedy gdy myslę, ze to już niemożliwe!) i sprawia, że przez pierwsze 10 minut po jej pokazie, nie mogę pozbierać myśli.

Nie inaczej było z kolekcją na jesień 2012. To co Mary prezentuje w swoich projektach, jest już zdecydowanie innym, wyższym poziomem świadomości nie tylko jako projektanta ale i jako artysty. Nazywana nie bez powodu ‚Leonardem da Vinci Photoshopa’, z rozmachem wprowadziła na wybiegi erę druku cyfrowego – udowadniając tym samym, że w dzisiejszym świecie, jedyne co ogranicza twórców to ich własna wyobraźnia, bo wszystko co mają w głowie, mogą niemal bez ograniczeń przelać na tkaniny. Jej szyfonowe suknie, to poruszające się obrazy, godne tego by zawisnąć obok najwspanialszych dzieł abstrakcjonistów i surrealistów. Może dlatego, że jest w tych sylwetkach coś nierzeczywistego, coś wręcz wyrwanego ze snu, czy jakby powiedział Freud ‚naszej pokręconej podświadomości’. Kobiece fasony, smukłe taliowane spódnice, na których wzory układają się po mistrzowsku tak, by dodatkowo optycznie wyszczuplić sylwetkę. Niech Was nie zwiedzie pozorna przypadkowość printów, każdy element został dokładnie przemyślany, tylko po to by jedynie na chwilę oszukać widza, że to z czym ma do czynienia to niekontrolowany chaos. I choć ze strony niektórych może pojawi się zarzut, że jest tu ‚za dużo wszystkiego’, jako że szalone wzory występują jedynie w towarzystwie innych, jeszcze bardziej awangardowych, to ja to odpowiadam sceptykom z uśmiechem – ‚W tym szaleństwie jest metoda’ ;)))

photos by Marcio Madeira/ Vogue.com

Follow Macademian Girl