Są czasem takie momenty, kiedy (jakiś rok temu nigdy bym się do tego nie przyznała)  mam ochotę powiedzieć po prostu: ‘dziękujmy Bogu za facebooka!’.  Nie pamiętam kto pierwszy zaczął udostępniać link do bloga projektantki Natalii Grzybowski, ale chcę podziękować i tej osobie. To co zobaczyłam klikając zaciekawiona w łącze, przerosło moje najśmielsze oczekiwania! Pozornie wydawałoby się zywkły lookbook – z widokiem na egzotyczną scenerię sfotografowano minimalistyczne, oszczędne w formie zestawy. Jednak nic bardziej mylnego, bo tak naprawdę właśnie obserwujemy mistrzowskie zderzenie dwóch przeciwstawnych światów. Chłodna prostota kroju, zmaga się z wybujałymi bionicznymi kształtami, które usiłują imitować naturalne linie ludzkiego ciała. Gdzieniegdzie życiem pulsują energetyczne nadruki, które krętą drogą prowadzą prosto do bujnej dżungli wyobraźni autorki. Tam gdzie technologia styka się z tym co organiczne, powstaje spektakularny kontrast! Co ważne, jednocześnie mamy do czynienia ze swoistą syntezą, tak charakterystyczną przecież dla naszego świata, gdzie yin nie może istnieć bez yang. W efekcie zostaje stworzone coś zupełnie nowego, spójnego i żywego na swój własny sposób. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest to owa tytułowa hybryda właśnie.  
Miękkie linie tkanin, doskonałe w swojej prostocie, projektantka poprowadziła tak by zminimalizować straty materiału, co ostatecznie nadało ubraniom niezwykły, ultrafuturystyczny efekt. Na tym właśnie polega magia talentu Natalii Grzybowski – na świadomości, że choć najprostsze rozwiązania są często najtrudniejsze, to przeprowadzone z powodzeniem, są także miarą geniuszu.  Jej stroje są kobiece, eteryczne, wręcz trącą pewnego rodzaju romantyzmem. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, by odbierać je jako kreacje dla nowoczesnej, świadomej swojego ciała kobiety. Co więcej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oglądam ubrania skrojone jednym cięciem, a więc emanujące poczuciem siły i zdecydowania. Rzadko można spotkać kogoś, kto tak umiejętnie i z wrodzoną lekkością potrafi łączyć antagoniczne motywy. Tak właśnie powstaje sztuka przez wielkie ‚S’, dlatego pamiętajmy, że takie perły trzeba doceniać i pielęgnować.


Follow Macademian Girl