Geologia ubioru – czyli opowieść o spalonej słońcem ziemi.

Jest minimalizm i minimalizm. Może dlatego to co proponuje w swoich kreacjach Monika Błażusiak trudne jest do jednoznacznego zakwalifikowania. Z drugiej strony, w przypadku tej projektantki chyba własnie to mnie najbardziej oczarowało. Jej kreacje choć pozornie proste, niosą w sobie wielowymiarową opowieść o kobiecie – o jej ciele i o wszystkich sprzecznościach, które ze sobą niesie jej charakter. Zaintrygowały mnie tak zmyślnie zastosowane kontrasty faktur, podkreślające sensualność sylwetek.  Jak jing i jang, tak to co zakryte miesza się z tym co odkryte, a gładkie z tym co szorstkie. Ten wymowny dualizm widać także w czystych cięciach wykończeniowych, które nadają ulotnego charakteru nawet warstwowo budowanym (przez co wizualnie ‚cięższym’) ubraniom. Cokolwiek by o mnie nie mówić, szczerze cenię  prostotę – ale tylko tę naprawdę przemyślaną. Miękkie, organiczne linie sprawiają, że w kreacjach Błażusiak ukryte jest wręcz rzeźbiarskie piękno. Dodatkowo, biorąc pod uwagę, że biel jest jednym z mocniejszych kolorów tego roku – jestem bardzo na tak :)))

ph by Przemysław Stoppa
ph by Marek Makowski

Nie w każdej opowieści jest ziarno prawdy.

Czasem zdarza się, że czyjaś legenda zaczyna żyć własnym życiem. Tak sobie myslę, że chyba to właśnie stało się z opowieściami o talencie Tomasza Olejniczaka. Przed FW nasłuchałam się, że na pewno Tomaotomo (nazwa swoją drogą tak ‚niemarketingowa’, że napotkałam już milion wersji jak np. ‚Tomato’, ‚Atomotomo’, ‚Potato’ czy ‚Tomatopotato’, sic! ) zaskoczy nas czymś niezwykłym. W związku z tym z niecierpliwością wyczekiwałam piątkowego pokazu. Niestety, kiedy wyszły pierwsze modelki, ja ze zdumienia raz po raz przecierałam oczy, a po pięciu sylwetkach rozczarowana wyłączyłam aparat. Po dziesiątej włączyłam ponownie, stwierdzając, że to jest tak słabe, że aż muszę sobie zrobić zdjęcia na pamiątkę 😉 Nuda, nuda i jeszcze raz nuda – tak w skrócie można podsumować tę kolekcje. Jest dokładnym przeciwieństwem takiego minimalizmu, jakim zachwycałam się wyżej. Pospolite, oklepane kreacje, ozdobione garstką cekinów i kołnierzykami – zdecydowanie nie po to przyjeżdżam do Łodzi. Gdzieniegdzie Olejniczak ‚zaszalał’ i dorzucił kilka fatałaszków (przepraszam za kolokwializm) ze skóry. Z całym szacunkiem, ale mam wrażenie, że przy tak zachowawczym projektowaniu, Zara jest szczytem dizajnerstwa i kunsztu krawieckiego… Swoją drogą może to właśnie jest odpowiedź na to, gdzie powinna trafić ta kolekcja – do sieciówki zamiast na wybieg.

ph by Przemysław Stoppa

Myszka Mickey na deskorolce.

Fashion Philosophy to miejsce gdzie można znaleźć różnorodne inspiracje. Udowodnił to pokaz Bereniki Czarnoty, która swoim streetowym stylem zawojowała wybieg. Kolorowe dzianiny i luźne fasony, to z pewnością coś co trafi w gusta szerokiej publiczności. Sportowa kolekcja z nutką dowcipu, wydaje się wręcz doskonale wpisywać w trendy współczesnej mody młodzieżowej. Choć to nie do końca moja bajka, to spodobała mi się specyficzna frywolność tych ubrań. Zresztą już sama Isabel Marant, udowodniła, że ze sportowym trendem trzeba się liczyć, a przy odrobinie umiejętności można z niego wykrzesać prawdziwą finezję. Mnie najbardziej urzekły akcesoria w postaci gumek do włosów – chętnie zaopatrzyłabym się w takie kulki przypominające uszy Myszki Mickey! ^^

ph by Przemysław Stoppa
Follow Macademian Girl