4 czerwca w sieci zadebiutował film modowy ‚Innerdream’, którego pomysł i scenariusz nakreśliła Ewa Szabatin. Jak można się było spodziewać, emocje wokół produkcji są rożne – z wielu powodów. Uważam jednak, że taka dyskusja jest potrzebna, zwłaszcza, że wciąż jest to w Polsce wysoce niedoceniany sposób promocji kolekcji. Tak jak za oczywiste przyjmujemy, że z modą nieodłącznie w parze idzie fotografia, tak jakoś ta druga (o wiele bardziej interakcyjna przecież) droga przedstawiania zostaje daleko w tyle. Zastanawia mnie to, bo czy nie ma bardziej naturalnego sposobu na uchwycenie ubrań niż w ruchu właśnie? Wiedzą to każdy, kto miał okazję kiedykolwiek uczestniczyć w pokazie z prawdziwego zdarzenia. Nic nie  zastąpi tego uczucia, kiedy można obserwować subtelne ruchy tkanin w interakcji z ciałem – taki spektakl to  prawdziwa magia!
Zanim jednak przejdę do samego filmu Szabatin, chciałabym się zastanowić czym właściwie jest taki film modowy i jaką rolę spełnia? Nie jest to lookbook i nigdy nie będzie, dlatego należy dokładnie wyważyć proporcje między tym ‚co’ chcemy pokazać, a tym, ‚o czym’ chcemy opowiedzieć. I chyba właśnie to drugie jest odpowiedzią na pytanie. ‚Fashion movie’ jest zwykle krótkometrażową produkcją, będącą przede wszystkim odzwierciedleniem idei danej kolekcji, czy też oddającą jej nastrój. Nie chodzi tu o pokazanie wszystkich dzieł projektanta, a o jakąś koncepcję, wciąż jednak spójną z tym co stworzył. Ma być on pewnym ‚zalążkiem’ pozostawiającym niedosyt i zaciekawienie. 
Może to jest powód dla którego jestem nieco rozczarowana ‚Innerdream’. Głównie dlatego, że jest do bólu dosłowny – ot ubrania pokazane na wystylizowanych postaciach, zamrożonych w ruchu. W gruncie rzeczy niewiele się to rożni od fotografii, dlatego pozostaje pytanie w jakim celu ten tak naprawdę film powstał? I czy wniósł coś nowego, czego nie można było pokazać za pomocą zdjęć? Dodatkowo, pierwszy statyczny fragment kompozycji (do około 4 minuty) po prostu się dłuży… Nie ma tu zapierający dech kreacji, dlatego mam wrażenie, ze połowa zbliżeń jest zwyczajnie zbędna, a twórcom tak naprawdę zabrakło pomysłu na to co zrobić z czasem. Oglądając go po raz pierwszy, wciąż miałam jednak nadzieję, że to całe przeciągane napięcie będzie prowadzić do jakiejś spektakularnej kulminacji – niestety. Ku mojemu rozczarowaniu, druga cześć to po prostu zwykła impreza, na której ludzie podskakują w rytm głośnej muzyki, beztrosko postukując się przy tym kieliszkami. O ile do pierwszej połowy film jest według mnie nieco nudny, to potem jest już tylko ‚kicz, tańce i brylantyna’. A szkoda, bo choć jak już mówiłam ciężko jest jednoznacznie sprecyzować co powinien zawierać w sobie film modowy, to jedno wiem na pewno – nie może być tak brutalnie dosłowny. Bo dosłowność zabija nie tylko modę ale sztukę w ogóle. Choć podziwiam pracowitość samej Ewy i to jak ciężko pracuje na sukces, to wiem, że stać ją na więcej. Dlatego tego ‚więcej’ będę wciąż od niej oczekiwać, a co najważniejsze jestem pewna że w przyszłości nadejdzie.

Żeby udowodnić, że jest jeszcze druga strona medalu, chciałabym Wam dzisiaj pokazać inną produkcję. Doskonale tą metafizyczną naturę filmu modowego zrozumiał inny projektant – Gaveł Grzegórski a ‚GAVEL fashion movie SS 2012’ jest kwintesencją tego o czym pisałam wyżej. Choć jego twórczość budzi niemałe kontrowersje (ja sama mam w stosunku do niej mieszane uczucia), nie będzie ona teraz przedmiotem moich rozważań. Przynajmniej nie w sensie projektowym. Cokolwiek by o Grzegórskim nie mówić, jedno trzeba przyznać – ma pomysł na to co chce robić i z uporem, umiejętnie kreuje wizerunek swojej marki. To właśnie jego film stanowi dla mnie fantastyczny przykład tego, że u u nas powstają ciekawe wartościowe filmy modowe. Choć o połowę krótszy od ‚Innerdream’, jest dużo bardziej dynamiczny i przemyślany. Wszystko jest tu zgrane – muzyka, stroje, kadry. Wprawdzie kalejdoskopowy i mocno abstrakcyjny, to jednak doskonale wprowadza oglądającego w klimat kolekcji, wciąż jednak finezyjnie nie pokazując zbyt wiele. To doskonały przepis na to jak ‚zjeść ciastko i mieć ciastko’, pamiętając jednak o najważniejszej roli takiego filmu – promocji.


Follow Macademian Girl