Zbuntowana Maria Antonina

Jeżeli kiedyś dewizą Coco Chanel było motto ‚mniej znaczy więcej’, to Karl Lagerfeld powoli ale skutecznie przekształcił to w ‚więcej znaczy lepiej, a nudno znaczy źle’ ;))) Paradoksalnie zachowując przy tym ducha i estetykę dawnego Chanel. Po raz kolejny projektant udowodnił, że nikt tak jak on (z tak niezrównanym polotem i dowcipem) nie potrafi wypływać na szerokie wody eklektyzmu. Choć sam wielokrotnie już zdradzał w swoich projektach pociąg do bogatej, rokokowej estetyki, jeszcze nigdy owe nawiązania nie były tak wyraźne. Chanel Cruise 2012/13 to niecodzienna podróż w przeszłość. Szczególna, bo tak jak to ze wspomnieniami bywa, nieco subiektywna i okraszona perspektywą ‚narratora’, w którego z finezją wcielił się Lagerfeld. W pełnym, wersalskim słońcu, raz po raz w ogrodowej estetyce przechadzała się nonszalancko młodziutka Maria Antonina i jej rozmaite wcielenia.

Choć często w typowym chanelowskim żakiecie, to jednak najwyraźniej zmęczona ukochanymi pantofelkami. Królowa delikatne obcasy zamieniła na wymowne, ciężkie creepersy o grubej podeszwie. Wszak, jak każda buntowniczka i ona zrozumiała, że w życiu prócz konwenansów, liczy się przede wszystkim wygoda! Zamiast złotych pukli, głowy modelek zdobiły kolorowe chłopięce fryzury, spięte z tyłu w charakterystyczny, dworski kucyk. Jednak w interpretacji mistrza, nawet ta współczesna Maria w głębi serca pozostała prawdziwą kobietą. Wprawdzie spódnice nosi z taką sama częstotliwością jak spodnie, to za żadne skarby nie rezygnuje z koronek, falbanek i gorsetów rzecz jasna! Cały ten uwodzicielski spektakl odbywał się przy akompaniamencie sięgających nieba fontann i ekscentrycznej muzyki. Ta ostatnia z pewnością dodała całości ‚łobuzerskiego’ animuszu. A na deser… prawdopodobnie były ciastka ;)))


Follow Macademian Girl