Doświadczenia z poprzednich sezonów pokazały mi, że pisanie recenzji (nawet tych mini) ze wszystkich pokazów które widziałam, jest zadaniem nie tyle trudnym o ile wręcz karkołomnym. W związku z tym z jesiennej edycji Fashion Week  Poland przybliżę Wam tylko (i aż) te, które w tej edycji uważam za najbardziej interesujące. Zarówno w pozytywnym jak i negatywnym sensie.

Niestety choć z DA opuściłam tylko dwa pokazy, to z przyczyn logistycznych zobaczyłam i tak mniej (szczególnie ze Strefy OFF) niż bym chciała. Biorąc pod uwagę, że Designer’s Avenue codziennie kończyła się około 22 lub później, po takim całodniowym maratonie, stawienie się na kolejne OFFy na 10, często przekraczało po prostu moje warunki fizyczne, heh. Bo chęci i chart ducha był jak najbardziej! J Choć przez większość czasu, jeżeli chodzi o modę, jestem praco-robotem, to czasami bywam też zmęczonym człowiekiem ;P Zgodnie jednak z zasadą ‘zobaczyć ile się da’, przychodziłam rano i wychodziłam niemal ostatnia, bo lubię mieć poczucie, że daję z siebie w s z y s t k o! Dlatego szkoda trochę, że tym razem przesunięto start tych pokazów tak wyjątkowo wcześnie (poprzednio zaczynały się około 12). Myślę, że jest to sprawa odpowiedniego przefiltrowania offowych propozycji w przyszłym sezonie i choć nie lubię tego powiedzenia, to w tym przypadku czasami ‘mniej’ naprawdę znaczy ‘więcej’. Należy stawiać na jakość a nie na ilość, bo przecież chodzi też o to, żeby tych młodych zdolnych ludzi mogło zobaczyć jak najwięcej osób! Taka mała myśl na przyszłość, o! 😉
JANKOWSKA & TOMASZEWSKI – ‘NAUTILUS

Uwielbiam kontrasty, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że w Polsce rzadko to słowo staje obok innego: dzianina. Mamy u nas przykłady projektantów, którzy zamiast pamiętać, że powinni kreować, a nie powielać (albo jeśli już muszą to przynamniej ‘powielać kreatywnie’) idą na łatwiznę i tworzą kolekcje może i jesienne, ale z podwójnym B z przodu. Bezkształtne i Bez-pomysłu. Na szczęcie to nie jest jedna z tych kolekcji! Jankowska & Tomaszewski pokazali, że stanowią naprawdę zgrany duet i potrafią wspólnie stworzyć spójną wizję. Sylwetki w ich wydaniu, choć pełne masywnych dzianin i przeciwstawnych do siebie materiałów, ciągle pozostają kobiece i na wskroś przesiąknięte efemerycznym, romantycznym duchem. W ciężkich ‘muszlopodobnych’ swetrach rzeczywiście widać subtelne inspiracje morską fauną i florą, bo niczym łupinka orzecha Calineczkę ich poskręręcane fałdy, szczelnie otulały modelki. Jedwabne i  szyfonowe suknie  występują w akompaniamencie dzianin, a konstrukcje niektórych propozycji nawet ocierają się o haute couture. Subtelnie, ale wystarczająco intrygująco, by zostawić we mnie oczekiwanie na więcej ze strony tego duetu 🙂
ph by Szamot Lyzab
ph by Marek Makowski

ANNISS – ‘LOCAL FIGHTERS

Braku pomysłu na kolekcję, nie można tłumaczyć nawet szeroko pojętym minimalizmem i modą streetową. Luźne kroje i sportowe wykończenia, to nie to samo co strój na W-F inspirowany strojem karate (czy jak się doszukałam ‘spodenkami bokserskimi’). Niestety brak jest jednoznacznej, a propozycje Anniss oscylują pomiędzy wariacją na temat strojów kowbojskich z okresu Dzikiego Zachodu, a zbyt dosłowną inspiracją japońskimi samurajami.Choć może u źródła powstawania tych sylwetek nie było ani jednych ani drugich, to ze smutkiem stwierdzam, że kolekcji nie ratuje nawet zachowawcza kolorystyka. Za to już totalnie pogrzebały ją źle skrojone spodnie i materiały które sprawiały wrażenie słabej jakości ekoskóry. Zabrakło tu niestety powiewu świeżości czy jakiegoś wyraźnego planu. Jednak, jak co sezon daję każdemu czystą kartę i czekam na kolejną porcję wrażeń od Anny Syczewskiej na kolejnym FW w Łodzi.
ph by Szamot Lyzab
ph by Marek Makowski
THUNDER BLOND – ‘LAUREL LOUISE PHARRELL’
Można by pomyśleć, że jeżeli kolekcja jest utrzymana w pochmurnej, czarno-czarej tonacji, to na starcie do mnie nie trafi. Wbrew pozorom nic bardziej mylnego! Kiedy oglądam pokaz, rozróżniam dwie zupełnie niezależne kategorie: ‘Czy to jest dobre?’ oraz ‘Czy chciałabym to założyć?’. O ile żeby przejść do punktu drugiego, na pierwsze pytanie m u s i paść odpowiedź twierdząca, o tyle w drugą stronę już zupełnie nie jest to konieczne. Maciek Banasiak przedstawił swoją interpretację stylu sportowego i połączył to w pewnym stopniu z lekko złagodzoną estetyką S&M.; Widać tu także mocne inspiracje lekko futurystycznymi latami 80 (mój ukochany okres!!!) i może dlatego nawet koloro-lubna ja znalazłabym w tej kolekcji kilka rzeczy dla siebie. Natomiast przede wszystkim doceniam spójność i pomysł w tych sylwetkach. Zaintrygowała mnie też choreografia pokazu i końcowa prezentacja ‘wielofunkcyjności’ niektórych projektów. Dokonana zresztą przez samego (zamaskowanego zgodnie z estetyką całego show) Banasiaka.  I nie bez powodu użyłam w stosunku do tego pokazu słowa ‘show’ – bo w końcu gdzieś był wstęp, rozwinięcie i kulminacja, a wcale nie jest to zjawisko powszechne.
ph by Szamot Lyzab
ph by Marek Makowski
BOŻENA ŚLAGA – ‘BLACKROOM’

Wrażliwość artystyczna i eksperymentalna pomysłowość, którą projektantka wcieliła w życie w tej kolekcji, dosłownie na chwilę zbiły mnie z tropu. W dobrym tego słowa znaczeniu! Mokre, niczym zalane lawą ubrania i dodatki sprawiały, że miałam wręcz ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć ‘kapiących’ spódnic, w których przechadzały się modelki. Te często zaskakujące transformacje, jakim jest poddawany materiał u Ślagi, dają także obserwatorom trochę miejsca na twórcze niedopowiedzenia. Ciekawym zabiegiem jest, że czasami kroje sprawiają wrażenie wręcz niedokończonych. Wystarczyło jednak spojrzeć na dopracowany detal butów i stóp pofarbowanych pod kolor ubrania (rewelacja!), żeby zdać sobie sprawę, że przypadku tu jest tylko tyle, na ile pozwoliła projektantka. ‘Blackroom’ to taki chaos kontrolowany –  jedyny sposób żeby w modzie stworzyć coś interesującego, bez obawy, że pod otoczką formy nie zostanie zbyt wiele treści. 

ph by Szamot Lyzab
ph by Marek Makowski