No to ruszamy z kampanią odczarowującą brzydką pogodę za oknem! ;D Tak jak Wam obiecałam, raz w tygodniu, jeszcze przez jakiś czas znowu będziemy się przenosić do Maroka. Dlatego chciałabym dzisiaj pokazać Wam jedno z moich ulubionych miejsc w Agadirze – kolorowy, tętniący życiem lokalny targ, nazywany przez mieszkańców miasta ‚soukiem’ [czyt. sukiem]. Kiedy tylko dowiedziałyśmy się o istnieniu tego miejsca, wiedziałyśmy z dziewczynami że absolutnie MUSIMY się tam wybrać! ^^ Przede wszystkim dlatego, że sprzedawana jest tam nie tylko żywność i przyprawy, ale także tkaniny, biżuteria czy ceramika. Jednym słowem każda z nas wiedziała, że znajdzie tam dla siebie trochę dobroci ;)))
Warto dodać, że oczywiście w Agadirze są też zwyczajne supermarkety (przypominające np. ‚nasze’ Tesco), ale wyszłyśmy z założenia, że po to człowiek wybiera się w egzotyczną wyprawę, żeby choć trochę spróbować jak smakuje życie gdzie indziej. Według mnie wtedy dopiero można zaliczyć wyprawę do udanych ;))) Nie zraziło nas nawet to, że żeby tam dotrzeć, musiałyśmy przejechać całe miasto. Nie zastanawiając się długo skorzystałyśmy ponownie z taksówki, która także i tym razem bez większych przeszkód dowiozła nas na miejsce.
Kiedy wysiadłyśmy z samochodu zobaczyłyśmy ogromny, wysoki mur rodem którym otoczony jest rynek. Muszę przyznać, ze widok był niesamowity – co najmniej jak rodem z filmu przygodowego albo innego ‚Księcia Persji’ heh. Co jakiś czas w ścianie pojawiają się niewielkie, otwarte bramy, przez które można dostać się do środka. A wtedy już nie ma zmiłuj – jesteście zalewani bogactwem kolorów i zapachów (a to, że nie zawsze przyjemnych to już inna historia…;P).
Jako, ze Chińczycy ze swoimi ‚darami dla świata’ dotarli już niemal wszędzie, kupowanie ubrań najlepiej jednak odłożyć na wizytę w normalnym sklepie. Niestety poliester i torebeczki  ‚by Louis Vuitton’ wyglądały niemal zza każdego rogu xD Natomiast jeśli szukacie czegoś pysznego do zjedzenia czy chcecie zaopatrzyć się w przyprawy – to tylko souk! Największe wrażenie jednak, zrobiły na mnie sklepy z ceramiką i ozdobami do domu. Lampiony, świecznik, talerze garnuszki – po prostu absolutna magia! Aż mi żal serce ściskał, że miałam tylko kilka kilogramów wolnego miejsca w walizce, bo niestety większość tych przedmiotów sporo ważyła. Na szczęście tyle moje co sobie poodotykałam i się nazachwycałam, a wrażenia przywiozłam do domu! :)))

Follow Macademian Girl

Marta from CUCINA DELLA FELICITA is overwhelmed with the choice of SWEETS!
photographed by Karolina Baszak
 
wearing: dress – GROME DESIGN, headpiece – Anna Blauth, bag – h&m;, earrings – 21 Diamonds
make up: lipstict nr 62 – Minti Shop, nail-polish nr 733 – Jessica