W Londynie jest tyle miejsc do zobaczenia, że z pewnością nie można dokonać tego w jeden dzień, ba nawet tydzień! Mając na wykorzystanie tak niewiele czasu, postanowiłam nie skupiać się poznaniu zagadek historycznych miasta, a raczej przejść się niespiesznie jego ulicami… Właściwie w dużej mierze ‚ulicą’ bo naszą wycieczkę z Magdą ograniczyłyśmy do centrum ;))) Wiadomo, kiedy masz jedynie trochę godzin do wykorzystania, nie ma sensu tracić czasu na dojazdy! To sprawiło, że większość dnia spędziłyśmy buszując po słynnej… Oxford Street.
Oczywiście zajrzałam do tradycyjnego (już nie showroomu) sklepu RI i nawet wybrałam sobie nawet kilka cudeniek, które z pewnością zobaczycie w kolejnych postach! :))) Jedną z najbardziej zabawnych przygód było odwiedzenie Disney Store – nigdy nie byłam w miejscu od góry do dołu wypełnionym zabawkami z moich ulubionych bajek! Obowiązkowo zrobiłam sobie kilka zdjęć z kreskówkowymi (i nie tylko!) bohaterami. Nawet sam Woody z Toy Story nie zdołał mi umknąć – ach, przyznaję bez bicia, że zawsze miałam do niego słabość ;D Odwiedziłyśmy także ogromny dom towarowy Selfridges&CO;, wypełniony rzeczami luksusowych markek. Choć wyznaję zasadę, że najpierw rzecz potem metka, to jednak zobaczenie na żywo – w większości po raz pierwszy – przepięknych projektów sygnowanych Chanel, Prada czy mojej ukochanej Mary Katrantzou w jednym miejscu… cóż na chwilę zaparło mi dech! ^^ Nie wspominając już o zjawiskowych  i dopracowanych w każdym calu wystawach sklepowych w Selfridges. Zresztą centrum słynie z tego, że co roku witryny są małymi dziełami sztuki, bogatymi w milion szczegółów.Kiedy słońce już całkowicie zaszło, udałyśmy się do ‚baru’ Snog z mrożonym jogurtem – PYCHA! Pomimo chłodu za oknem nie potrafiłam sobie odmówić porcji LARGE i maksymalnej ilości dodatków, heh xD A całodzienną wyprawę zakończyłyśmy najmilej jak można, bo nocną wizytą pod Big Benem! To był piękny dzień i zachwycające miasto, mam nadzieję, ze dane mi będzie do niego wrócić na dłużej :)))