SEN O KOBIECIE

 

Śniła mi się niezwykła kobieta. Wiem, że była zjawiskowa chociaż nie widziałam jej twarzy. Nieistotne, piękno to nie tylko uroda, a znacznie częściej klasa, którą ktoś wokół siebie roztacza. Wallis Simpson powiedziała kiedyś ‘Nie jestem piękną kobietą. Jedyne, co mogę zrobić to ubierać się lepiej niż inne’, a potem została ikoną stylu. Była z tych, które na balu nie czekają by prosić je do tańca, a odświętnej biżuterii nie oszczędzają na ‘wyjątkowe okazje’. One same są wyjątkową okazją – każdego dnia. Tym bardziej piękny to był sen, bo już niemal zapomniałam, że takie damy istnieją. Tymczasem jedna własnie mijała mnie z gracją, praktycznie na wyciągnięcie ręki. Niespiesznie, niczym dumna lwica na polowaniu, sączyła kroki jak krople drogocennego trunku. I wyobraźcie sobie moją reakcję, gdy przecierając oczy ze zdumieniem  zrozumiałam, że wcale nie śnię! Właśnie siedziałam na pokazie Dawida Wolińskiego, a wszystko wokół było aż nadto prawdziwe.
Sztuka kontrastu jest trudna, ale projektant opanował ją do perfekcji. Raz pastelowa i efemeryczna, a innym razem rozbudzona, królewska i śmiała – taka jest muza Dawida Wolińskiego. Dzień wcześniej MMC zaserwowało małą próbkę tego, co można zrobić z unowocześnionym folklorem. Wyszło interesująco, ale nadal czułam lekki niedosyt. Wiedziałam, że ten temat ma w sobie znacznie więcej zakamarków. Miałam rację, bo już następnego dnia pojawił się drugi biegun tej etnicznej historii, zaspokajając mój apetyt na wysokie krawiectwo. Kolekcja ‘Orient Express’ to mikstura wysublimowanej ludowości wschodu,  w wersji absolutnie glam – gdzieniegdzie dosmakowana domieszką bałkańskiej prostoty. Ta ostatnia szczególnie widoczna była w przypadku sylwetek męskich. Dostojne propozycje, miejscami kontrastowały z tymi w bardziej surowo-chłopskim charakterze.
Wielu światowych projektantów sięga po inspiracje do odległych krain (Dolce&Gabbana;, Galliano, Roberto Cavalli, Versace), ale na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy robią to w Polsce. A raczej na kilku palcach, biorąc pod uwagę że ‘kilka’ zaczyna się od ‘więcej niż dwa’. Oczywiście zdobienia, hafty, wyszywane aplikacje i skrzące się kryształki – to wszystko wymaga czasu, zaplecza, a przede wszystkim nakładu finansowego. Mimo to, nawet mając wszystkie elementy układanki, nie każdy jest gotowy na szarże w kierunku haute couture. Nie bez powodu klientela tego segmentu kurczy się coraz bardziej, a prawdziwych ‘kupców’ częściej niż na ściance można spotkać na dobroczynnym bankiecie. Sztuka kosztuje, a inwestowanie w nią jest dzisiaj prawdziwym luksusem. A moda jako sztuka, tym cenniejsza bo użytkowa, jest bliższa ciału człowieka niż każdy t-shirt, który kiedykolwiek mieliście na sobie. To powoduje, że jest bezcenna – była i będzie z ludzkością od zawsze i do końca. Woliński doskonale to rozumie, jego kreacje to żywe obrazy. Co więcej podjął się ryzyka przywołania elegancji barokowego przepychu, który znacznie częściej niż na lokalnych ulicach (a nawet w mediach) oglądamy na kartach łapczywie przechwyconych, zagranicznych wydań Vogue. (Pragnę z zażenowaniem przypomnieć, że w salonie prasowym cena tego kilkudolarowego magazynu  to bagatela jakieś 50 zł). Co ważne, zrobił to w piękny sposób i bezceremonialnie pozostawił resztę bojaźliwej, dresowej mody daleko w tyle. Streetwear zawsze będzie tylko planem minimum. 

Jego kolekcja to odpowiedź na wszystkie pytania zadawane przeze mnie wczoraj. Siedząc obok Michała Witkowskiego, oglądając jedną z kreacji, szeptem zażartowałam: ‘Och, w tym mogą mnie nawet pochować!’. I myślę, że był to nie tyle dowcip, co ciche, zwerbalizowane życzenie wywołane tęsknotą za stylem glamour. Kolekcja nie opiera się jednak na samych bogatych zdobieniach. Zachwyca różnorodna gama kolorów (nie tylko rozbielone pastele, ale i czernie, granaty, burgundy) oraz żonglerka krojami sylwetek: od luźnych, oversizowych, aż do bardziej opływowych i taliowanych. Delikatne, niemal surowe jedwabie przeplatają się z drapowaniami i ciężkimi cekinowymi tkaninami. Równie spektakularne są same formy: odważne i przerysowane jak chociażby te z linii pastelowych, eleganckich sukienek wieczorowych i koktajlowych. Zdecydowane cięcia linii dekoltu, zawsze (zaskakująco płynnie) znajdują harmonię w kobiecych ramionach. Niektóre, romantycznie dopasowane spódnice z falbaną w okolicach kolan, niepotrzebnie zostały u frontu ‘rozdarte’ prostokątnym wycięciem. Drobny to jednak minus, ale też nauczka, że eksperymenty z formą i zaburzaniem geometrii ciała, niosą ze sobą tyle samo potencjału co ryzyka. Szczęśliwie Woliński i z tego starcia wychodzi obronną ręką, a jego widowiskowe kreacje składane jak kartki w orgiami,  nie pozostawiają złudzeń: jeśli w tej kolekcji są jakieś nieścisłości, to tylko dlatego, że projektant woli zawsze pójść o dwa kroki do przodu i wtedy się cofnąć, niż chować się w wygodnej, nierozwojowej skorupce. Dziękuję za tę niezwykłą podróż Orient Expressem – warto było czekać tak długo na stacji. Bezpośredni pociąg do Krainy Obudzonej Baśni właśnie odjechał i wierzcie mi, że nie będziecie chcieli wysiąść nim dojedzie do celu.