—————————————————–
ENGLISH VERSION BELOW

Chyba jeszcze nigdy tyle nie podróżowałam! To wspaniałe, że dzięki blogowaniu mogę zawitać do tylu nowych miejsc, a teraz w końcu przyszła pora na kolejne nowe miasto. Robię to, co kocham, a przy okazji zwiedzam świat i co najważniejsze – mogę Was w te podróże ze sobą zabrać! Dlatego dzisiaj usiądźcie wygodnie, bo zwiedzamy… Paryż! ^^ Zostałam tu zaproszona przez markę Claire’s, z okazji wypuszczenia międzynarodowego, festiwalowego lookbooka (o czym napiszę więcej w nowej notce). Jako, że w Paryżu jestem po raz pierwszy, oficjalnie czuję się zobowiązana do przyznania, że jest tak piękny, że wcale nie trzeba być zakochanym, żeby to docenić hah 😉 Kiedy mam trzy dni i grafik napięty jak struna, trudno oczekiwać, że zobaczę wszystko o czym zawsze marzyłam. Tym razem wieża Eiffla, Luwr czy inne kultowe punkty turysty muszą poczekać do następnej wyprawy. Na szczęście jestem pewna, że tu wrócę! Paryż jest jak smakowity tort, którym trzeba się delektować i jeść po kawałeczku :)))

W mojej degustacji francuskiego stylu życia, dzielnie pomagała mi przecudowna Laura z The Stilettoholic. Jako, że sama jest blogerką i stylistką doskonale znosiła moją (iście japońską) manię fotografowania każdego kamienia w ścianie xD Paryż to jej miasto rodzinne, więc zna tu wszystkie zakamarki! 😉 W poniedziałek, już pierwszego dnia po przylocie, wybrałyśmy się na mały spacer. Wysiadając z metra obeszłyśmy dookoła okolice Opery, a potem (jako, że umierałam z głodu), skierowałyśmy się do ‘Le Gramont’ na kolację. Ciekawa słynnej francuskiej kuchni, zamówiłam zupę cebulową, łososia i na ‚deser’… ślimaki ;D Laura rozbawiona tą moją żyłką odkrywcy, nie była przekonana do moich wyborów. Zupełnie wbrew stereotypowemu obrazowi rdzennej Francuzki, sama za tymi ostatnimi nie przepada. Postanowiłam spróbować mimo wszystko i cieszę się, że tak się stało – były pysznie przyrządzone! ^^ Wprawdzie ślimaków próbowałam już kiedyś w Maroku, ale nie były nawet w połowie tak smaczne. Jak to mówią, strach ma wielkie oczy 😉
Już wieczorem, odwiedziłyśmy Place Vendôme, gdzie znajdują się sklepy z biżuterią najsłynniejszych marek takich jak Chanel, Cartier, Dior czy Commes de Garcons. To idealne miejsce, żeby kupić ‘świecidełka’ albo… po prostu je pooglądać 😉 Było już późno, więc część witryn została niestety zamknięta. Mimo wszystko droga wiodła przez nie mniej malowniczą ulicę Rue de la Paix, która jest podobno najdroższą w Paryżu! Szczególnie spodobał mi się sklep marki ‘Repetto’, kiedyś produkującej wyłącznie profesjonalne baletki i inne akcesoria dla baletnic. Teraz natomiast słynie z wyrobu balerinek, torebek itp.

Drugiego dnia (jak na rasową turystkę przystało) chciałam koniecznie zrobić zdjęcia z Wieżą Eiffla w tle! Wybrałyśmy się wobec w na Most Aleksandra II, skąd doskonale ją widać w tle. I znowu muszę tutaj przyznać rację książkowym opowieściom – widok wieży, górującej nad miastem po prostu zapiera dech! Następnym razem koniecznie muszę podejść bliżej. Po sesji planowałyśmy zaliczyć kolejny obowiązkowy punkt: pieszczotliwie nazywany przez Polaków ‘makaroniki’. Kiedy robiłam research, gdzie można dostać te najbardziej znane, bezapelacyjnie wygrała cukiernia Ladurée! Niestety tym razem nie udało nam się tam dotrzeć, ale co się odwlecze to nie uciecze 😉 Apetyt udało mi się zaspokoić dzięki wycieczce po vintage shopach (w tym Come On Eileen). Szukałam takich perełek, na które spojrzę za kilka lat z nostalgią, przypominając sobie Paryż. A co kupiłam? 😉 Tego dowiecie się już niedługo, ale wierzcie mi, że chyba wiem jakie to uczucie znaleźć się w raju! Zamierzam wrócić po więcej! ;)))

 

—————————————————–
ENGLISH VERSION

I think that I’ve never travelled so much before! It’s great that thanks to blogging I can visit so many new places. Now the time has come for a city that I haven’t been to yet. It’s magnificent that I do what I love and by doing it I have a chance to explore the world and, above all, I can take you with me! So today sit back, cause we’ll be visiting… Paris! ^^ I was invited to come here by Claire’s, on the occasion of launching an international lookbook about which I will write you about in another post. As it’s my first time in Paris, I feel obliged to confirm that the city is so beautiful, that it doesn’t even require being in love to appreciate it, ha-ha 😉 Clearly, when I’m here for just three days and my schedule is very tight, it’s hard to expect that I’m going to see everything that I’ve ever dreamt of seeing. The Eiffel Tower, Louvre and some other places are gonna have to wait until the next time. Now I know, that I’ll come back here for sure! Paris is like a tasty cake, which one has to savor and eat piece by piece!

During my meeting with the French way of living I’ve had the company of the magnificent Laura (
The Stilettoholic), who is a blogger and a stylist herself. Paris is her home town so she knows all of its nooks! 😉 On Monday morning, my first day here, we decided to have a little walk. When we got off the tube we walked a bit in the surroundings of the Opera. As I was terribly hungry we went to Le Gramont’ to have dinner. I was curious whether what they say about the French cuisine is true, so I ordered an onion soup, salmon and… snails ;D Laura was a bit amused by my flair for discovering things. She wasn’t convinced to go for the snails as well, as she simply doesn’t like them. I decided to try them anyway and I’m happy I did- they were delicious! ^^ I tried them before in Maroco, but they weren’t even half as tasty. As they say, fear doubles all! 😉

Then we decided to visit Place Vendôme, where you can find jewellery shops of the most popular brands, such as Chanel, Cartier, Dior or Commes de Garcons. It’s an ideal place to get trinkets, or, like in my case, just to have a look at them 😉 It was dark already, so all of the shop windows were visible. To get to the square we had to walk through the allegedly most expensive street in Paris! I was amazed by the
Repetto‚ store, which used to sell only ballet shoes and other paraphernalia for ballerinas, now known for producing pumps and bags for ‘common use’ as well.

On the second day, as a typical tourist should do, I insisted on having some pictures taken with the Eiffel Tower in the background. That is why we decided to go to Pont Alexandre III, where it is perfectly visible from. And here is where I have to agree with the books again – the view of the Tower rising above the city just takes one’s breath away! Next time I’m here I’ll definitely have to come closer! 😉 After the photo shoot there was a perfect time for another obligatory matter, namely macarons. When I was doing the research, where the most popular ones are to be bought, the
Ladurée confectionary won conclusively. Unfortunately this time we didn’t manage to get there, but well, all is not lost that is delayed 😉 We visited a few vintage shops (including Come On Eileen) so I was finally able to provide for my fashion demand. I was looking for some unique specimens, which, in a few years from now, would remind me of Paris. And what did I buy? That’s what you’re gonna find out soon, but believe me, now I think I know what it means to be in heaven! I’m planning to come back for more! ;)))