6.6.14

DESIGNER SPOTLIGHT
ROBERT KUPISZ 'ANARCHY' SS 2015 FASHION SHOW

 FOR ENGLISH VERSION PRESS 'READ MORE'
-----------------------------------------------------  

CZY DOSŁOWNOŚĆ ZABIJA KUPISZA?

Pamiętam jak w zeszłym sezonie pisałam (LINK), że nawet jeśli kolekcje Roberta Kupisza nie odkrywają Ameryki, to budzą sporo nadziei na skuteczne eksplorowanie tego, co ma jeszcze do zaoferowania polski streetwear. Szczególnie, że podziw budzi konsekwencja projektanta w budowaniu spójnego wizerunku i rozpoznawalnej stylistyki marki. Do odzieżówki też trzeba mieć talent, bo to gałąź przemysłu jak każda inna, a kluczem nawet do masowego sukcesu, zawsze było odnalezienie niszy. Kupisz tego dokonał, a dodatkowo by skutecznie wypromować brand, umiejętnie wykorzystał zdobyte już wcześniej kontakty medialne i PR-owe. Tym bardziej mam dla niego wiele sympatii, bo jako biznesmen świetnie łączy w swojej marce potrzeby klientów, eksponując jednocześnie własne poczucie estetyki. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w polskiej modzie ulicznej najpierw pojawił się basic Kupisza, a dopiero potem reszta podążyła tym śladem. No chyba że mówimy o sieciówkach, ale te były na rynku wcześniej i zazwyczaj mają znaczące zaplecze produkcyjne już na starcie.

Nic mnie tak bardzo nie boli jak zmarnowany potencjał. Tym bardziej gdy odziana w jeans wyruszyłam wczoraj w kierunku Soho (tak - też nie sądziłam, że mam w szafie cokolwiek odpowiedniego do zaproponowanego dress codu), liczyłam że ponownie zobaczę coś może nie odkrywczego, ale przynajmniej interesującego. W końcu Kupisz to mistrz balansowania na krawędzi jednego tematu, więc nawet nie wykluczałam odrobiny powiewu świeżości w zazwyczaj pozbawionym fajerwerków casualu. Nie wystarczy jednak nastroszyć włosy i przypiąć sobie 'A' do białego kołnierzyka, żeby poczuć się buntownikiem. Pomalowane eyelinerem oczy nie czynią nikogo wrogiem systemu, tak samo jak deskorolka nie czyni z Ciebie spadkobiercy Z-Boysów. Anarchia się spauperyzowała a razem z nią pod nóż poleciał szereg innych subkultur. I nie ma w tym nic złego, o ile adaptacja tematu na potrzeby mody ma w sobie chociaż pierwiastek prawdziwej interpretacji. Skoro Vivienne Westwood może całe życie czerpać z jednej estetyki, kto powiedział, że to źródło już wyschło?

A jednak sylwetki były tak przewidywalne jak akcja oglądanej po raz piętnasty ‘Śmierci w Wenecji’. Nie pomogła nawet panterka (zresztą w niefortunnej wersji tego skądinąd świetnego printu), ani rebeliancka muzyka z czasów wywołujących łezkę w oku u wiadomego pokolenia. Prawda jest jednak brutalna i irytująco kłuje w oczy: tym razem dosłowność zabiła Kupisza. Tak samo efektywnie jak ma w zwyczaju unicestwiać wyjątkowość każdego innego projektanta. W czasach kiedy wszystko już było, nie sztuką jest wynalezienie koła na nowo, sztuką jest powtórne opowiedzenie jego historii. Bywa, że jest to operacja na otwartym sercu, bo w przypadku projektantów mody masowej trzeba znaleźć równowagę pomiędzy gustem ogółu, a jednak ofertą czegoś nowego. Kupisz doskonale zdaje sobie z tego sprawę i najczęściej zna swoje mocne strony. Właśnie dlatego powiodło mu się w przypadku kolekcji inspirowanej powstańcami, ‘Wanted’ czy poprzedniej ‘Iron’ z harleyowcami. Niestety, bez nieustannego podnoszenia sobie poprzeczki każda passa ma swój koniec. Wczorajsza ‘Anarchia’ zawierała w sobie tyle buntu i powiewu rzeczywistej punkowej awangardy, co nocne powtórki ‘Teleexpresu’ przełomowych informacji - ZERO. 

Czy to się sprzeda? Oczywiście. Z drugiej strony większość ludzi nie szuka w życiu oryginalności. Jak diabeł święconej wody boją się wyjść ze schematu, w obawie przez tym co może się stać ‘potem’. W modzie jednak to właśnie życie po życiu jest prawdziwą gratką, a ten kto poszukując własnej ścieżki ma odwagę się sparzyć, w nagrodę może przeżyć prawdziwe katharsis. Nie jest to jednak podróż usłana różami i częściej przypomina żmudną (i śmiercionośną) wyprawę Argonautów niż niezobowiązujące, niedzielne przeglądanie kolorowych czasopism.

Ilość sylwetek była przytłaczająca, ale ich powtarzalność jeszcze bardziej. A wtórność jest jak rzep - nie dość że rozprzestrzenia się jak zaraza, to jeszcze ledwo o nią zahaczysz, a już w swoim złudnym komforcie staje się Twoim najlepszym przyjacielem. Mimo to praca projektanta polega dokładnie na nieustannym opuszczaniu własnej strefy bezpieczeństwa i dotyczy to bezwzględnie każdej dziedziny. Dopiero wypchnięty na niespokojne wody poszukiwań ma szanse odnaleźć to, czego tak długo wyglądał. Wtedy dopiero (nie wcześniej) może skierować oczy w stronę domu. Ciągła stymulacja jest jedynym realnym zabezpieczeniem przed niestabilną przyszłością - stojąc w miejscu zawsze zwiększasz ryzyko, że wkrótce pojawi się ktoś nowy, kto będzie robił dokładnie to samo... ale jeszcze lepiej. Wtedy nie pomogą już oklaski znajomych pochlebców, bo w XXI wieku lojalność konsumentów wobec marki można włożyć między bajki. Ludzie dawno zapomnieli co to znaczy - idą tam gdzie okazja ich zaprowadzi. Zresztą wszędzie funkcjonują projektanci, którzy lubią na swoim podwórku odmieniać przez wszystkie przypadki ubraniowe sukcesy konkurencji, kurtuazyjnie nazywając to 'inspiracją'. W Polsce też nie trzeba daleko szukać, by znaleźć takich którzy ostrzą sobie zęby na niszę wypełnioną przez Roberta Kupisza. Dlatego mam szczerą nadzieję, że w kolejnym sezonie Robert  upewni się, że wracając tym razem  zabrał na statek Złote Runo i strategiczny plan zwycięstwa. Zamki błyskawiczne, białe adidasy i belki kraciastej flaneli to już trochę za mało by wygrać tę wojnę. 






-----------------------------------------------------
ENGLISH VERSION

DOES BEING LITERAL KILL KUPISZ?

When last season I commented on Robert Kupisz’s work as quite predictable, I also admired it for being consequent and oscillating around the topic of streetwear. As it really takes a talent to be a designer, the fashion industry doesn’t differ much from the other ones, especially that finding a market niche has always been the key to success. With his is PR knowledge helping him to promote the brand, Kupisz has managed to accomplish that. I really admire him, as due to his being a businessman he perfectly knows how to combine his own needs with the ones of the society. I can even say that in the Polish streetfashion first there was Robert and then the rest of the designers followed his steps. Unless we are talking about the chain stores, but as have been on market for much longer and they usually have an international origin, they don’t count.

Nevertheless, the truth is brutal; being literal is what kills Kupisz and what would kill any other designer. In the times in which everything has already been invented, it’s not about coming up with how the circle functions once again, but about writing its story once again. And as he managed to do it during his previous shows; namely the collection inspired by the Warsaw Uprising or the previous ‘Iron’ one by the motorcyclists, I have to say that the yesterday’s collection pretty much resembled a very predictable repeat of the yesterday’s news.

It doesn’t only take backcombing your hair and tagging an A in a circle to your collar to be a rebel. The same refers to making your eyes up with eye-liner. Along with many other subcultures, anarchy has become popular. As long as there’s at least some interpretation in it, there’s nothing wrong about it. Vivienne Westwood bases on one style her entire life, and would anyone dare to say, that this spring of inspiration is already dry? 

But still, the outfits proposed were as predictable, as the watched for the fifteenth time “Death in Venice’s” plot. In this case, neither the leopard print (unfortunately I got surprised by this particular choice of this wonderful print) nor the nostalgic music, bringing the previous generation into mind, weren’t able to help. Is it going to sell? Of course. Unfortunately, most of the people don’t long for being original. They’re petrified to think outside the box, afraid of what might happen next. In fashion, this ‘next’ is the essence. It’s certainly not a bed of roses, it more often resembles an arduous trip than a lazy Sunday afternoon. Repetition is like a burr, not only does it spread really fast, but also is difficult to get rid of. But only when the designer leaves his safe zone and finds the thing that he’s been looking for for a very long time, the time comes for him to go home. I hope that when he returns next season, Robert Kupisz will make sure that he’s taken a victory plan on board, as zippers and flannel shirts just aren’t enough to win this fight anymore.

18 comments:

  1. Ja też nie jestem fanką tego pokazu i mam nadzieję, że nasza "ulica" nie zacznie się tak ubierać....ale mam nadzieję, że Kupisz poszuka nowych inspiracji i zaskoczy nas lepszą kolekcją.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Też mam taką nadzieję, bo uważam że ma ogromny potencjał i wyczucie w kwestii tego co się nosi - natomiast ostatnio chyba spoczął na laurach...

      Delete
  2. "A wtórność jest jak rzep - nie dość że rozprzestrzenia się jak zaraza, to jeszcze ledwo o nią zahaczysz, a już w swoim złudnym komforcie staje się Twoim najlepszym przyjacielem." Świetny tekst, mogłabym cytować niektóre fragmenty, bo naprawdę przypadły mi do gustu! Chciałabym, żebyś więcej pisała dłuższych tekstów, masz "lekkie pióro" i przyjemnie czyta się to, co napisałaś.
    Jestem również zadowolona z tego, że nie chwalisz ślepo pokazów, w których brałaś udział. Niektóre blogerki wyrażają zachwyt nad każdą kolekcją, którą ujrzały i to wcale nie stawia ich w dobrym świetle - wręcz przeciwnie, pokazuje jedynie, że chcą się przypodobać projektantom. Ty zaś masz odwagę wyrazić własne zdanie i bardzo mi się to podoba.

    Rzeczywiście, kolekcja Kupisza nie zawiera niczego szokującego. Od dawna uważam, że Kupisz się powtarza, nie zaskakuje, a jego kolekcje wcale nie przypadają mi do gustu z wyjątkiem kilku pojedynczych rzeczy. Są w Polsce młodsi projektanci, którzy mają do zaoferowania więcej niż Robert, jednak o nich nie mówi się wiele. Uważam, że Kupisz ma dobre pomysły, ale z ich realizacją ma już problem. Anarchy mogłoby być lepsze.

    Pozdrawiam
    lazurowaprzestrzen

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na pewno będę pisać coraz więcej w miarę rozwoju bloga - oczywiście zestawy, kolaże, relacje itp. nadal będą, ale rozwinę bloga o nowe kategorie - część już jest - felietony, recenzje itp.

      Co do Kupisza, to zastanawia mnie czego to jest wina - sieciówki też sie powtarzają,a jednak co sezon pojawia się jakiś nowy sort ubrań, a u Roberta wiosna/lato/jesień/zima ciągle to samo. Mam wrażenie, że to taka sinusoida, jak projektant chce to naprawdę potrafi zaproponować coś fajnego - kilka kolekcji nawet mnie przypadło do gustu, choć to zupełnie nie mój styl. Nie można się natomiast zadowalać byle czym z przekonaniem, że 'jakoś to będzie'. Mam nadzieję, ze kolejny sezon bedzie należał do bardziej udanych i tego mu szczerze życzę.

      Delete
    2. A co do sztucznych zachwytów... nie jestem na pokazach po to żeby sobie przysparzać popularności, tylko żeby relacjonować i analizować to co widzę. Dzięki temu mogę do was wracać ze swoimi przemyśleniami. Oczywiście, ze bywa to trudne, kiedy np. mam do projektanta (jak tutaj) dużo sympatii, no ale niestety... rzetelność zawsze jest dla mnie na pierwszym miejscu. Na oklaski trzeba zasłużyć.

      Delete
    3. dodam tylko ze nadszedl czas by Kupisz zatrudnil "ghost designera". Wybil sie na uroku osobistym, kontaktach PR I pojedynczych koszulkach. Same pomysly to za malo.

      Delete
  3. kilka fajnych rzeczy zauważyłam ;)

    ReplyDelete
  4. podoba mi się styl i język tego felietonu, ale zgadzam się że kolekcja wypadła tak sobie ...


    fashionable-sophie.blogspot.com

    ReplyDelete
  5. Zgadzam się całkowicie , niestety Robert nie pokazał niczego nowego. Bardzo dobrze mi się czytało, czekam na więcej takich tekstów! To jest coś ,czego na większości blogów mi brakuje.

    ReplyDelete
  6. biję brawo, świetny tekst.
    Kiedy oglądałam pokaz, miałam w głowie to samo - te naszywki z literką A wyglądają jak zmajstrowane przez 13latkę, która chce pokazać światu, jaka jest zbuntowana, ale za chwilę z tego buntu wyrasta...
    Kupisz od początku mnie nie przekonywał. Właściwie odnoszę wrażenie, że każda jego kolekcja to te same ubrania, okraszone inną stylizacją - w kolekcji Galem były to cygańskie wąsy, cygańska biżuteria i nakrycia głowy, teraz nastroszone włoski, mocny makijaż. Ale wciąż te same farbowane powyciągane Tiszerty, oversize, zameczki, skóra i koszule w kratę.
    Zaczyński napisał jakiś czas temu fantastyczny tekst: http://michalzaczynski.com/2013/05/28/robert-kupisz-na-wiosnelato-2015-relacja-z-pokazu/
    i tak to właśnie widzę

    ReplyDelete
  7. Bardzo miło widzieć, że się rozwijasz i fajnie czytać taki bezpośredni tekst. Krytyka ma przecież służyć poprawie jakości. Wzajemne głaskanie daleko nie prowadzi. Szkoda, że osoby z branży w której działam tego nie rozumieją.

    ReplyDelete
  8. Czytam Cie juz dlugo . Takie recenzje uwydatniaja wartość Twojej opinii - dziekuje za szczerość o Kupiszu.
    Refleksje mialam podobne. Od Kupisza chcialabym jego skorzane portki z bulwiastymi kieszenia.... Mysle ze to dobry pomysl. Ani poprzednie pasteli ani aktualna brudna czerwień nie przemawia do mnie....
    Całościowo ladne. Całościowo zbyt oczywiste.
    Lubie sie buntować - to buduje iluzje wolnosci w tych wszystkich obowiązkach... Chwile powrotu do dziecinstwa. Ale nie lubie buntować sie w tak oczywisty sposob.

    ReplyDelete
  9. bardzo dobry, merytoryczny tekst!

    ReplyDelete
  10. kupiłam u niego spodnie za 9 stów i co? Po 3 załozeniach rozeszły sie rpzy kieszeniach (za mało materiału wszyte - po prostu materiał jest wykorzystywany do maksimum. Złożyłam reklamację z informacją, ze nie chcę pieniedzy - mogę zamienić na drugie, albo inne ubrania w tej kwocie. Co usłyszałam: 10 dni reklamacja, a potem okazało się, ze mi naprawili spodnie (pan, który dzwonił był tak podjarany informacją, jakby co najmniej te spodnie sam uszył), a ja na to, że ich nie chcę, bo za chwilę znowu się rozlecą. Dyskusja była namiętna - w końcu wymienili z łaską i czekali aż zniknę z pola widzenia. Never again! Druga sprawa, pewnie gdybym była znaną "gębą", wtedy wymieniliby na drugie i jeszcze dołożyli te okrutną koszulkę z orłem...

    ReplyDelete
  11. Jak dla mnie, zwłaszcza na ostatnim zdjęciu wyglądają jak wyjęci z Marszu Zombie.
    Tragedia. Nic ciekawego...

    ReplyDelete
  12. Ech, poczytałem komentarze powyżej i... I stwierdzam, że jak wiatr powieje, tak chorągiewka faluje.
    Jak kolekcja Kupisza z orłami weszła do sprzedaży- wariowali na jej punkcie wszyscy, jak kilka osób krytykuje teraz Kupisza, to wszyscy piszą w komentarzach, że Kupisz jest be.
    A prawda jest taka, że to jedyny polski projektant, który robi dokładnie to, co nosi ulica. Tu nie ma mowy o wizjonerstwie, jest przemyślany marketing, PR i każdy model obliczony jest na sprzedażowy. Spodenki się rozeszły? Ojej- Dior za tysiąc euro rozpada sie w drugim praniu, a torby Armani Jeans można po sezonie używać tylko do noszenia ziemniaków. Tak już jest teraz. Nawet Jil Sander rzeczy szyte obecne obliczone są na maks dwa sezony- klient który kocha markę i tak wróci, choćby nie wiadomo ilu było krytyków.

    ReplyDelete
    Replies
    1. no niestety już nie wrócę do Kupisza po cokolwiek; a dwa nie porównujmy dawnego tancerzo-fryzjera do Diora (chociaż moze to nie jest najszczęśliwsze porównanie). Wydawało sie, że koleś ma potencjał, ale pary wystarczyło mu na 1-2 kolekcje - reszta wtórniactwo. 900 pln niemało; na drugi raz kupię spodnie od Armaniego (ale nie linii Armani Jeans) i ponoszę dłużej niż przereklamowany celebrycki badziew.

      Delete