FOR ENGLISH VERSION PRESS ‚READ MORE
—————————————————–
CZY DOSŁOWNOŚĆ ZABIJA KUPISZA?
Pamiętam jak w zeszłym sezonie pisałam (LINK), że nawet jeśli kolekcje Roberta Kupisza nie odkrywają Ameryki, to budzą sporo nadziei na skuteczne eksplorowanie tego, co ma jeszcze do zaoferowania polski streetwear. Szczególnie, że podziw budzi konsekwencja projektanta w budowaniu spójnego wizerunku i rozpoznawalnej stylistyki marki. Do odzieżówki też trzeba mieć talent, bo to gałąź przemysłu jak każda inna, a kluczem nawet do masowego sukcesu, zawsze było odnalezienie niszy. Kupisz tego dokonał, a dodatkowo by skutecznie wypromować brand, umiejętnie wykorzystał zdobyte już wcześniej kontakty medialne i PR-owe. Tym bardziej mam dla niego wiele sympatii, bo jako biznesmen świetnie łączy w swojej marce potrzeby klientów, eksponując jednocześnie własne poczucie estetyki. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w polskiej modzie ulicznej najpierw pojawił się basic Kupisza, a dopiero potem reszta podążyła tym śladem. No chyba że mówimy o sieciówkach, ale te były na rynku wcześniej i zazwyczaj mają znaczące zaplecze produkcyjne już na starcie.
Nic mnie tak bardzo nie boli jak zmarnowany potencjał. Tym bardziej gdy odziana w jeans wyruszyłam wczoraj w kierunku Soho (tak – też nie sądziłam, że mam w szafie cokolwiek odpowiedniego do zaproponowanego dress codu), liczyłam że ponownie zobaczę coś może nie odkrywczego, ale przynajmniej interesującego. W końcu Kupisz to mistrz balansowania na krawędzi jednego tematu, więc nawet nie wykluczałam odrobiny powiewu świeżości w zazwyczaj pozbawionym fajerwerków casualu. Nie wystarczy jednak nastroszyć włosy i przypiąć sobie ‚A’ do białego kołnierzyka, żeby poczuć się buntownikiem. Pomalowane eyelinerem oczy nie czynią nikogo wrogiem systemu, tak samo jak deskorolka nie czyni z Ciebie spadkobiercy Z-Boysów. Anarchia się spauperyzowała a razem z nią pod nóż poleciał szereg innych subkultur. I nie ma w tym nic złego, o ile adaptacja tematu na potrzeby mody ma w sobie chociaż pierwiastek prawdziwej interpretacji. Skoro Vivienne Westwood może całe życie czerpać z jednej estetyki, kto powiedział, że to źródło już wyschło?
A jednak sylwetki były tak przewidywalne jak akcja oglądanej po raz piętnasty ‘Śmierci w Wenecji’. Nie pomogła nawet panterka (zresztą w niefortunnej wersji tego skądinąd świetnego printu), ani rebeliancka muzyka z czasów wywołujących łezkę w oku u wiadomego pokolenia. Prawda jest jednak brutalna i irytująco kłuje w oczy: tym razem dosłowność zabiła Kupisza. Tak samo efektywnie jak ma w zwyczaju unicestwiać wyjątkowość każdego innego projektanta. W czasach kiedy wszystko już było, nie sztuką jest wynalezienie koła na nowo, sztuką jest powtórne opowiedzenie jego historii. Bywa, że jest to operacja na otwartym sercu, bo w przypadku projektantów mody masowej trzeba znaleźć równowagę pomiędzy gustem ogółu, a jednak ofertą czegoś nowego. Kupisz doskonale zdaje sobie z tego sprawę i najczęściej zna swoje mocne strony. Właśnie dlatego powiodło mu się w przypadku kolekcji inspirowanej powstańcami, ‘Wanted’ czy poprzedniej ‘Iron’ z harleyowcami. Niestety, bez nieustannego podnoszenia sobie poprzeczki każda passa ma swój koniec. Wczorajsza ‘Anarchia’ zawierała w sobie tyle buntu i powiewu rzeczywistej punkowej awangardy, co nocne powtórki ‘Teleexpresu’ przełomowych informacji – ZERO.
Czy to się sprzeda? Oczywiście. Z drugiej strony większość ludzi nie szuka w życiu oryginalności. Jak diabeł święconej wody boją się wyjść ze schematu, w obawie przez tym co może się stać ‘potem’. W modzie jednak to właśnie życie po życiu jest prawdziwą gratką, a ten kto poszukując własnej ścieżki ma odwagę się sparzyć, w nagrodę może przeżyć prawdziwe katharsis. Nie jest to jednak podróż usłana różami i częściej przypomina żmudną (i śmiercionośną) wyprawę Argonautów niż niezobowiązujące, niedzielne przeglądanie kolorowych czasopism.
Ilość sylwetek była przytłaczająca, ale ich powtarzalność jeszcze bardziej. A wtórność jest jak rzep – nie dość że rozprzestrzenia się jak zaraza, to jeszcze ledwo o nią zahaczysz, a już w swoim złudnym komforcie staje się Twoim najlepszym przyjacielem. Mimo to praca projektanta polega dokładnie na nieustannym opuszczaniu własnej strefy bezpieczeństwa i dotyczy to bezwzględnie każdej dziedziny. Dopiero wypchnięty na niespokojne wody poszukiwań ma szanse odnaleźć to, czego tak długo wyglądał. Wtedy dopiero (nie wcześniej) może skierować oczy w stronę domu. Ciągła stymulacja jest jedynym realnym zabezpieczeniem przed niestabilną przyszłością – stojąc w miejscu zawsze zwiększasz ryzyko, że wkrótce pojawi się ktoś nowy, kto będzie robił dokładnie to samo… ale jeszcze lepiej. Wtedy nie pomogą już oklaski znajomych pochlebców, bo w XXI wieku lojalność konsumentów wobec marki można włożyć między bajki. Ludzie dawno zapomnieli co to znaczy – idą tam gdzie okazja ich zaprowadzi. Zresztą wszędzie funkcjonują projektanci, którzy lubią na swoim podwórku odmieniać przez wszystkie przypadki ubraniowe sukcesy konkurencji, kurtuazyjnie nazywając to ‚inspiracją’. W Polsce też nie trzeba daleko szukać, by znaleźć takich którzy ostrzą sobie zęby na niszę wypełnioną przez Roberta Kupisza. Dlatego mam szczerą nadzieję, że w kolejnym sezonie Robert upewni się, że wracając tym razem zabrał na statek Złote Runo i strategiczny plan zwycięstwa. Zamki błyskawiczne, białe adidasy i belki kraciastej flaneli to już trochę za mało by wygrać tę wojnę.
—————————————————–
ENGLISH VERSION

DOES BEING LITERAL KILL KUPISZ?
When last season I commented on Robert Kupisz’s work as quite predictable, I also admired it for being consequent and oscillating around the topic of streetwear. As it really takes a talent to be a designer, the fashion industry doesn’t differ much from the other ones, especially that finding a market niche has always been the key to success. With his is PR knowledge helping him to promote the brand, Kupisz has managed to accomplish that. I really admire him, as due to his being a businessman he perfectly knows how to combine his own needs with the ones of the society. I can even say that in the Polish streetfashion first there was Robert and then the rest of the designers followed his steps. Unless we are talking about the chain stores, but as have been on market for much longer and they usually have an international origin, they don’t count.
Nevertheless, the truth is brutal; being literal is what kills Kupisz and what would kill any other designer. In the times in which everything has already been invented, it’s not about coming up with how the circle functions once again, but about writing its story once again. And as he managed to do it during his previous shows; namely the collection inspired by the Warsaw Uprising or the previous ‘Iron’ one by the motorcyclists, I have to say that the yesterday’s collection pretty much resembled a very predictable repeat of the yesterday’s news.
It doesn’t only take backcombing your hair and tagging an A in a circle to your collar to be a rebel. The same refers to making your eyes up with eye-liner. Along with many other subcultures, anarchy has become popular. As long as there’s at least some interpretation in it, there’s nothing wrong about it. Vivienne Westwood bases on one style her entire life, and would anyone dare to say, that this spring of inspiration is already dry?
But still, the outfits proposed were as predictable, as the watched for the fifteenth time “Death in Venice’s” plot. In this case, neither the leopard print (unfortunately I got surprised by this particular choice of this wonderful print) nor the nostalgic music, bringing the previous generation into mind, weren’t able to help. Is it going to sell? Of course. Unfortunately, most of the people don’t long for being original. They’re petrified to think outside the box, afraid of what might happen next. In fashion, this ‘next’ is the essence. It’s certainly not a bed of roses, it more often resembles an arduous trip than a lazy Sunday afternoon. Repetition is like a burr, not only does it spread really fast, but also is difficult to get rid of. But only when the designer leaves his safe zone and finds the thing that he’s been looking for for a very long time, the time comes for him to go home. I hope that when he returns next season, Robert Kupisz will make sure that he’s taken a victory plan on board, as zippers and flannel shirts just aren’t enough to win this fight anymore.