1.8.14

MACADEMIAN GIRL IN PARIS vol. 1/3:
CITY TOUR

MIASTO ZAKOCHANYCH MOIMI OCZAMI! 

Paryż to zawsze dobry pomysł!” - pocieszała się grana przez Audrey Hepburn Sabrina. Podobno to jedyne miasto na świecie, które potrafi posklejać nawet złamane serce ;) Jako, że sama na kilka tygodni przed wyjazdem doznałam małego zawodu (odwołano koncert Lizy Minelli na który się wybierałam) zdecydowałam, że… trzeba zaufać Audrey i mimo wszystko odwiedzić kolebkę haute Couture. Tym razem jednak po to by poznać ją zdecydowanie bliżej! ;)

CITY OF LOVERS THROUGH MY EYES! 

„Paris is always a good idea!”- Sabrina, played by Audrey Hepburn, would comfort herself. It’s said to be the only city in the world able to fix even a broken heart. As I also had faced a disappointment a few weeks before departing (Lila Minelli’s concert, which I was planning to go to, has been cancelled) I decided to… trust Audrey and visit the Haute Couture cradle anyway. But this time with an objective to get to now it better! ;)




ZABIERAM WAS W WYJĄTKOWĄ PODRÓŻ - VOL. 1/3 :)

Być może pamiętacie, że moja pierwsza wizyta w stolicy mody miała miejsce w marcu, ale trwała zaledwie 2 dni. Zanim nauczyłam się poprawnie akcentować „Bonjour” przyszła pora na „Au revoir”, a ja zostałam z niedosytem porównywalnym do zjedzonego na wpół deseru. Tym razem na poznanie wszystkich smaków Paryża przeznaczyłam całe dziesięć dni! Niestety okazało się to dziesięć b a r d z o deszczowych dni. Zaskakująco, lokalni mieszkańcy na kapryśną pogodę i moje narzekania machali ręką mówiąc, że ‘lipiec zawsze tak wygląda’. Jeśli zatem planujecie wyjazd w podobnym czasie, polecam zastąpić eleganckie obcasy parą znacznie praktyczniejszych kaloszy ;P Ja oczywiście pominęłam ten mało szykowny rodzaj obuwia (czytaj - po prostu nie byłam na taką pogodę przygotowana) i w efekcie, niemal codziennie dziarsko przemierzałam paryskie ulice w jedynej parze zakrytych butów jaką zabrałam – czerwonych oxfordkach. Oczywiście eksploatując je przy tym do granic możliwości. Przemokły co najmniej cztery razy, a widok gdy oparta o latarnię wylewałam z nich wodę musiał być bezcenny ;) Dobrze, że Francuzi (wbrew niektórym obiegowym opiniom) to naród niezwykle sympatyczny, pełny ludzi otwartych na różne odmienności – w tym na mnie, hah. Podczas gdy w Polsce przechodnie często zastanawiają się czy na pewno nie pomyliłam supermarketu ze zlotem fanów mangi, we Francji moje stroje zbierały wzbudzały same entuzjastyczne okrzyki. Jak widać, ekstrawagancja i bezinteresowna miłość do mody od urodzenia płynie we francuskich żyłach ;) To jak, jesteście gotowi wyruszyć ze mną szlakiem paryskich zabytków? Zaczynamy! :D

 I AM TAKING YOU ON AN AMAZING JOURNEY - VOL. 1/3 :)

As you may remember, my first visit to the capital of fashion took place in March, but it lasted only 2 days. Before I learnt how to stress ‘Bonjour’ properly, I had to start studying ‘Au revoir’. I was left strongly unsatisfied, almost as if I had only eaten half of my dessert. This time I’ve dedicated 10 days to get to know Paris inside out! Unfortunately these 10 days turned out to have been v e r y rainy ones. Surprisingly the locals would make light of my complaints and comment on them with a sentence: ‘July is always like this.’ So if you’re planning a trip in July, I recommend replacing elegant high heels with a pair of far more practical wellingtons ;P I didn’t bring any of that not chic footwear (as I simply wasn’t prepared for such weather) and eventually was forced to valiantly traverse the Parisian streets in the only pair of covered shoes that I took with me- red Oxford shoes,  exploiting them to breaking point, of course. They got soaked at least 4 times and the sight of me leant on a street lamp and pouring water out of them must have been priceless ;) Luckily the French (against some opinions) are a very friendly nation, open for all kinds of varieties, me included, haha. While in Poland people often wonder if I didn’t mistake the supermarket with manga fans jamboree, in Paris my outfits caused only enthusiastic opinions. As you can see, elegance and selfless love for fashion runs in the French veins ;) So what, are you ready for a sightseeing trip with me? Let’s start! :D





CO NA POCZĄTEK?

SEKWANA, LE GRAND PALAIS & LE PETIT PALAIS, MOST ALEKSANDRA III

Doskonałym przewodnikiem po mapie Paryża jest sama Sekwana - przecina miasto w jego najokazalszej, historycznej części. Wystarczy podążać za nurtem rzeki, żeby naszym oczom co chwile ukazywały się coraz wspanialsze widoki ^^ W ten sposób zresztą dotarłam do bliźniaczych pałaców Le Grand Palais oraz Le Petit Palais. Oba stanowią oazę dla sztuki, gromadząc dzieła zarówno francuskiego malarstwa jak i kultury antycznej, a w trakcie mojej wizyty w większym z nich odbywał się Tydzień Houte Couture. Ciągnie wilka do lasu… obiecałam sobie, ze wrócę tam kiedyś ale jako gość! ;) Tym bardziej, że majestatycznemu urokowi Dużego Pałacu już jakiś czas temu dał się uwieść między innymi Karl Lagerfeld. Właśnie tutaj zorganizowano zimowy pokaz Chanel i wybudowano słynną scenografię z kryształami przebijającymi się spod posadzki. W czasie gdy pałace zostały oddane do użytku, nad Sekwaną nowe oblicze otrzymał także okazały most Aleksandra III. Uginając się pod ciężarem zdobień, przypieczętował przyjaźń francusko-rosyjską. Ten carski przepych w środku Paryża to jednak nie jedyna pozostałość po rosyjskim sojuszu! Nazwa ‚bistro’, pod którą kryją się francuskie restauracyjki to efekt częstych wizyt kozaków. Przebywając w stolicy szyku po prostu lubili coś szybko (z rosyjskiego ‚bystro’) przekąsić i tak już zostało ;D Zresztą, jeśli jesteśmy przy kulinariach, to pragnę Wam gorąco polecić popisowe francuskie danie - zupę cebulową. Gdyby nie tony łez jakie to warzywo wyciska ze mnie przy obieraniu, gotowałabym ją chyba codziennie ;)

WHAT'S FOR THE BEGINNING?

SEINE RIVER, LE GRAND PALAIS & LE PETIT PALAIS, ALEKSANDER III BRIDGE

The Seine itself is a perfect Parisian guide - it cuts the city in its most rich, historical part. You just have to follow the tide to see more and more incredible views ^^ That’s how I reached the twin Le Grand Palais and Le Petit Palais palaces. Gathering both the French painter’s and Antiquity culture works, they are an oasis for art. During my visit the Haute Couture Week was taking place in the bigger of them. A leopard can’t change its spots… I promised myself to come back there as a guest in some time! ;) Even more so because even, among others, Karl Lagerfeld got captivated by the majestic charm of the Big Palace some time ago. This is where the winter Chanel show was organised and the popular stage design with crystals piercing from under the floor was built. When the palaces were ready for use, the Alexander III Bridge also gained a new meaning. Weighed down with the heaviness of decorations it set the seal on the French-Russian friendship. This Imperial splendour in the middle of Paris is not the only thing left after the Russian alliance. The name ‘bistro’, under which a lot of French restaurants function, is the result of frequent Cossack visits (from Russian ‘bystro’). They liked having a quick bite while staying in the capital and that’s how it remained ;D Anyway, if we’re talking about culinary stuff, I’d like to recommend you a spectacular French dish- onion soup. If it wasn’t for the sea of tears that this vegetable squeezes out of me while peeling it, I would cook it everyday ;)






With my beloved readers - Macademian energy is everywhere! ;)




We are almost Parisiennes!




ŁUK TRYIUMFALNY

Jednym z punktów, gdzie można obejrzeć panoramę miasta jest Łuk Triumfalny. Szczególnie pięknie robi się gdy zapada zmierzch i rozświetlają ją tysiące migających świateł. Największą niespodzianką okazał się jednak fakt, że jeszcze przed wejściem do środka wypatrzyły mnie… polskie czytelniczki Macademian Girl! ;D Jak się okazało, kolorowa energia mojego bloga dociera wszędzie, nawet na szczyty francuskich zabytków - to niesamowite!

ARC DE TRIOMPHE

One of the places, from which you can see the city’s panorama is the Arc the Triomphe. It becomes especially stunning when the night begins to fall and its lighted up by thousands of blinking lights. Yet the fact that even before entering I was spotted by two Polish Macademian Girl readers was the biggest surprise! ;D As it turned out, the colourful energy of my blog reaches every place on Earth, even French monuments’ peaks- it’s incredible!








W POSZUKIWANIU PAMIĄTEK - SZLAKIEM ARTYSTÓW

MONTMARTRE & SACRE-COEUR

Pozytywnych wibracji nie brakuje też w (kojarzonej chociażby z filmu „Amelia”), barwnej dzielnicy Montmartre. Jest tu zupełnie tak jak zapamiętałam z ekranu: malownicze alejki ciągną się bez końca tętniąc życiem i kolorem, a w powietrzu unosi się artystyczna aura. Miałam wrażenie, że tutaj nawet chmury przestały być ponure i zamiast straszyć deszczem przyjmują zabawne kształty ;) Jeśli gdzieś pozować do pamiątkowych portretów to właśnie w Montmartre. Tam, przy wesołym akompaniamencie ulicznych grajków, sztuka przewija się na każdym kroku. Ponadto fanom kultowego filmu, szczególnie polecam też przejażdżkę na bajkowej karuzeli, znajdującej się u podnóża bazyliki Sacré-Cœur. Jeśli istnieje idealne miejsce by obudzić w sobie dziecko to zdecydowanie tutaj! Punktem obowiązkowym jest także sama świątynia. Urzeka nie tylko orientalną stylistyką przypominającą indyjski pałac Taj Mahal, ale i historią powstania. Otóż kiedy widmo II wojny światowej nadciągało w stronę Francji, dwóch przemysłowców złożyło przysięgę. Jeśli bomby oszczędzą Paryż, w geście wdzięczności wybudują na wzgórzu bazylikę ku czci Serca Jezusowego. Słowa dotrzymali!

SEARCHING FOR SOUVENIRS - BY THE ARTIST'S TRIAL

MONTMARTRE & SACRE-COEUR

The colourful Montmartre district, associated with the ‘Amelie’ movie, is also full of positive energy. It’s just how I remembered it from the screen: picturesque, teeming with life and colors alleys stretch endlessly, and artistic atmosphere is everywhere in the air. I had an impression that even the clouds stopped being gloomy and took funny shapes here, instead of frightening with rain ;) If to pose for memorial pictures, it has to be in Montmartre. Accompanied by lively songs played by street melodists art is visible everywhere in that place. What’s more, to the fans of the cult movie I recommend a fairytale carousel ride, situated beneath the Sacré-Cœur Basilica. If a perfect moment to wake a child in yourself exists, if definitely has to be here! The temple itself is a must-see as well. It bewitches not only with its oriental features reminding the Indian Taj Majal palace but also with its history. When the phantom of the World War II was taking its direction towards France, two industrialists made a promise to themselves. If the bombs save Paris, they will built a basilica on a hill in praise of the Heart of Jeasus. They kept their promise!





Everything looks just like I remember from "Amelie" movie!




Is indian sari the new french chic? ;)





Notre Dame made of chocolate - I wish I could bite just a little ;)










Absolutely adorable souvenirs!








KATEDRA NOTRE DAME

 Ja z kolei przysięgłam sobie, że tym razem uda mi się zobaczyć inną piękność - gotycką Notre Dame (z franc. ‚Nasza Pani’). Jako dziecko z wypiekami na twarzy oglądałam bajkę o zamkniętym w wieży dzwonniku, stawiając sobie za wzór do naśladowania nieustraszoną Esmeraldę. Co to była za dziewczyna! ;) Zanim jednak dane mi było zobaczyć miejsce akcji, czekał nas prawdziwy sprawdzian turysty: chociaż rzęsisty deszcz od rana zalewał miasto strumieniami, nie wpłynęło to w żaden sposób na długość kolejek (podobno statystycznie katedrę odwiedza ok. 30 tysięcy osób dziennie!). W końcu jednak – udało się! I chociaż nie zastałam dzwonnika, to widok spektakularnych witraży i sympatycznych gargulców przycupniętych na dachu (tak wiem, ze powinny być przerażające, co ja poradzę, że Disney wypaczył moje postrzeganie :P) zrekompensował wszystko.

NOTRE DAME CATHEDRAL

I, on the other hand, promised myself to some other beauty this time- the gothic Notre Dame (French ‘Our Lady’). As a child I would watch the tale about the Hunchback with flushed cheeks and have the fearless Esmeralda as an example. What a girl she was! ;) But before I managed to see the action place we had to face a real tourist test; even despite the torrential rain, the queues were huge (it is said that the Cathedral is visited by 30 000 tourists a year). But at least- we made it! And even though the Hunchback wasn’t there, the view of the spectacular stained-glass windows, and nice gargoyles perching on the roof ( I know, they should be scary, but sorry, Disney has distorted my mind, I can’t help it) made up for everything. 


Cheering in the rain!








SAN SULPICE & PANTHEON

Drugim pod względem wielkości kościołem, jest położony w okolicy San Sulpice. Pamiętacie słynną scenę z „Kodu Leonarda da Vinci”, kiedy mnich Opus Dei, Sylas rozbija podłogę wierząc, że ukrywa się pod nią brakujący element układanki? To się działo właśnie tutaj! Co ciekawe, autor powieści wprowadza czytelników w błąd, przekonując że przez świątynię przebiega południk paryski, zwany Linią Róży. Fikcja literacka swoją drogą, ale dzięki temu San Sulpice zawdzięcza dodatkowe tłumy turystów, a co za tym idzie całkiem realne pieniądze ;) Podczas tej wizyty, odwiedziłam także paryski Pantheon. Wprawdzie kopuła jest obecnie w remoncie, ale nie zmienia to faktu, że to chyba najbardziej uduchowione miejsce w Paryżu. Pełni rolę mauzoleum wybitnych Francuzów: spoczywają tam między inni Jan Jakub Rousseau, Wolter, Emil Zola, a także…Maria Skłodowska-Curie!

 SAN SULPICE & PANTHEON

The second biggest church is the Church of San Sulpice, situated in the neighbourhood. Do you remember the famous ‘Da Vinci Code’ when the Opus Dei monk, Sylas breaks the floor believing that the missing piece of the puzzle is hidden underneath it? It was all happening right here! What’s interesting, the author of the story misleads the readers, writing that the Paris meridian, called ‘The Rose Line’ runs through the temple. Thanks to this literary fiction, San Sulpice owns additional crowds of tourists and, what follows, quite good money ;) During my trip I also visited the Parisian Panthéon. Admittedly the dome is in reconstruction now, but it doesn’t change the fact that it is the most spiritual place in Paris. It serves as a mausoleum for famous French people: John Jacob Rousseau, Woltere, Emille Zola, and also Maria Skłodowska-Curie are resting in this place.











OGRODY LUKSEMBURSKIE

Jeśli już znajdziecie się niedaleko, warto zwieńczyć dzień spacerem po romantycznych Ogrodach Luksemburskich. Akurat miałam na sobie kapelusz i suknię a’la dama dworu więc królewska sceneria była niezbędna ;D Ich okazała, wypełniona zielenią i kwiatami przestrzeń działa jak balsam dla duszy - idealne zwieńczenie aktywnego dnia!

  LUXEMBOURG GARDENS

If you are close, a perfect way to call it a day is a walk in the romantic Luxembourg Gardens. I was just wearing a hat and an a’la lady-of-waiting dress so a royal scenery was essential ;D Its magnificent, full of greenery and flowers space works as a balm to your soul- a perfect crowning of an active day!


I'm fulfilling my dream of becoming a royal lady!







WIEŻA EIFFLA & TROCADERO

Były już zielone błonie, nadszedł więc czas by czym prędzej zjeść croissanta, założyć beret i wyruszyć na spotkanie z najbardziej ikoniczną Damą Paryża - żywą legendą i symbolem Francji, czyli Wieżą Eiffela! Na szczyt prowadzi 1642 stopni, ale buty ani myślały się po nich wspinać hah :P Zwłaszcza, że za opłatą 13 euro na samą górę można wjechać windą - radość z widoku zachwycającej panoramy równie wielka, co wdzięczność stóp, którym tym razem się upiekło ;) Kolejną nagrodą dla zdobywców szczytu jest możliwość zajrzenia przez niewielkie okienko do gabinetu samego Pana Eiffel’a. Na deser zdradzę Wam, że ‘aktualnie’ konstruktora odwiedza Tomas Edison. Jeśli podczas tej wspinaczki zgłodniejecie, warto cofnąć się na II piętro. Jeden z najbardziej znakomitych kucharzy Francji - Alain Ducasse - zaprasza do swojej restauracji. Nieco obawiałam się, że za cenę lunchu można kupić całkiem niezłą torebkę, więc wizytę w tym przybytku rozkoszy dla podniebienia, odłożyłam na inny raz ;) Po drugiej stronie ulicy, na przeciw Wieży, rozciąga się (znany ze wszystkich fashion weekowych relacji z Paryża), plac Trocadero. To rzeczywiście wymarzony plener do zdjęć, w którym i ja pragnęłam uwiecznić jedną ze stylizacji. Niestety plany pokrzyżowały… zawody konne i rozstawione ich powodu wszechobecne barierki. Ale znacie mnie - zamiast ubolewać, uznałam, że będzie to doskonały pretekst do kolejnej wizyty w tym mieście, o! ^^

EIFFEL TOWER & TROCADERO

We’ve already had green common lands, so now it’s time to have a croissant, put on a beret and go for a meeting with the most iconic Parisian Lady- a legend and symbol of France, namely The Eiffel Tower! There are 1642 steps to get to the top, but it wasn’t in my shoes’ wildest dreams to climb them all. Especially, that you can get to the top with an elevator, paying only 13 Euros- the happiness of seeing the breath-taking panorama is comparable to your foot’s gratitude for saving them this trip ;) For dessert I’ll reveal that the constructor is currently being visited by Thomas Edison. If you get hungry during the trip, it’s worth coming back to the second floor to grab a bite. One of the most excellent French cooks- Alain Ducasse- has his restaurant up there. I was a bit scared that for the price of lunch there I could buy quite a nice bag, so I rescheduled the visit in this wonderful place for the next time ;) On the other side of the street, opposite to the Tower, stretches the known from all of the Fashion Week Paris reports, Trocadero square. This really is a perfect place for taking pictures, in which I wanted to have a photoshoot as well. Unfortunately I wasn’t able to… horse races were taking place there and barriers were everywhere. But you know me- instead of moaning, I think that it’s a perfect pretext to visit the city again! ^^




I did it! My little triumph at the top of Eiffel Tower.




LUWR

Luwr był miejscem, które tym razem musiałam zobaczyć! Prawdą jest to, co mówi się na temat ilości jego zbiorów i ogromu czasu jaki trzeba poświęcić na zwiedzanie. W filmie „Marzyciele” Bertolucciego, bohaterowie przebiegają przez wszystkie sale w 9 minut, ale nie wierzcie im - tutaj można spędzić tydzień i nadal będzie za mało. Nie miałam aż tyle, dlatego na pierwszy ogień poszła najjaśniejsza gwiazda zamieszkującej te progi: Mona Lisia. Szał panujący na letnich wyprzedażach to naprawdę pikuś w porównaniu do dantejskich scen, jakie działy się pod obrazem. Jeśli ktoś myśli, że urok obrazu tkwi w jego rozmiarach to czeka go zaskoczenie: portret najsłynniejszej kobiety renesansu ma wymiary… niewiele większe od kartki A3! Jak się później dowiedziałam, mały format jest spowodowany tym, że pierwotnie był przeznaczony do powieszenia w jadalni. Nie zmienia to faktu, że jej uśmiech jest równie enigmatyczny jak mówią opowieści - promienieje gdy patrzymy w oczy, znika gdy zwracamy wzrok na usta. Zgodnie z naukową teorią obraz Leonarda angażuje obie części siatkówki i w ten sposób oszukuje nasze oko. Muszę się pochwalić, że pomimo tłumów i barierek udało mi się zrobić zdjęcie nie tylko samej Mona Lisie, ale i selfie z nią! xD Jak widzieliście na Instagramie misja ‘Macademian Girl w Terenie’ została zrealizowana w stu procentach ;) Dzięki wizycie w muzeum mogłam wreszcie też na własne oczy docenić kunszt antycznych rzeźb. ‘Amora i Psyche’, ‘Wenus z Milo’ czy ‘Nike z Samotraki’ do tej pory podziwiałam jedynie na zdjęciach, a tutaj stały na wyciągnięcie mojej ręki… Można przeżyć prawdziwe katharsis! Co ważne, organizacja ruchu komunikacji wewnątrz Luwru zasługuje na pochwałę: do dyspozycji mamy system elektronicznych przewodników, a za cenę kilku euro można wypożyczyć zestaw słuchawkowy.
  
LOUVRE

I had to see the Louvre this time! It’s true what they say about the variety of monuments and gatherings and the enormity of time one has to devote to seeing them all. In ‘The Dreamers’?? movie by Bertlolucci the characters run through all of the rooms just in 9 minutes, but, believe me- you could spend a week there and it still wouldn’t be enough. I didn’t have so much time, so I decided to see the brightest star first- Mona Lisa! The craziness of summer sales is nothing compared to the hair-raising scenes that were taking place next to the painting. If someone thinks that its charm is only in its size, he’s going to have to face a surprise- it’s just a bit bigger than an A3 piece of paper! As I learnt later, the picture owns its size to its purpose- it was painted to be hung in a dining room. It doesn’t change the fact, that Mona Lisa’s smile is as enigmatic as the stories tell- when we look into her eyes, she beams with joy, which disappears when we look at her mouth. According to a scientific theory, Leonardo’s painting engages both parts of the retina and misleads our eyes in that way. I have to admit that despite the queue and barriers I managed to take a picture not only of the Mona Lisa herself but also take a selfie with her! xD As you were able to see on Instagram, the ‘Macademian Girl out There’ mission has been completed in 100 percent ;) Thanks to the visit in the Museum I was also able to appreciate the artistry of antiquity sculptures. Up to now, I could only admire ‘Cupid and Psyche’, ‘The Venus the Milo’ or ‘The Nike of Samothrace’ on pictures and now they became within the reach of my arm. One can survive a real catharsis! What’s important, the sightseeing organization in the Louvre is praiseworthy; a digital guides system is at the guests’ disposal and for a few Euros one can borrow an audio guide. 







There is always time to take a selfie - even in Louvre ;)





I am a Vitruvian Man! :D







PONT DES ARTS

Wracając ze zwiedzania, warto przejść się mostem Pont des Arts. To chyba najbardziej romantyczny punkt miasta, gdzie tysiące par przypieczętowuje swoje uczucie zawieszając na barierce kłódkę. Jednak od dłuższego czasu most zdaje się być coraz bardziej ‘obciążony uczuciowo’ – dosłownie! Znalezienie wolnego centymetra kwadratowego kratki graniczy z cudem porównywalnym do wyszperania chanelki w lumpeksie. A jednak amatorów wiecznej miłości nieustająco przybywa, dlatego kłódki na moście ciągle sprzedają się jak świeże bagietki ;) Wyobraźcie sobie jaki raban podniósł się gdy pewnej majowej nocy z mostu zniknęło ponad 1500 kłódek. Okazało się, że to nie groźba zawalenia była powodem odciążenia mostu, ale… lokalny artysta szukający materiału dla swojej rzeźby. Na jego miejscu nie chciałabym mieć do czynienia z tłumem rozwścieczonych zakochanych ;)

PONT DES ARTS BRIDGE

It’s worth coming back from there through the Pont des Arts bridge. It probably is the most romantic place in the city, where thousands of pairs put the seal on their feeling by hanging a padlock on the bridge’s barrier. Now the bridge seems to be even more burdened with feelings- literally. Finding a free cubic centimetre of the barrier would be a miracle, comparable to finding a Chanel bag in a second hand store. Yet the number of eternal love amateurs is still growing, so selling padlocks on the bridge is a very good business ;) Imagine what a fuss must have been started when one night over 1500 padlocks disappeared from the bridge. It turned out that it wasn’t because of the danger of falling down of the bridge but… a local artist searching for materials for his sculpture. If I were him I wouldn’t want to deal with the crowd of furious people in love ;)





Is there any place for my padlock?


BIUROWIEC MONTPARNASSE

Niestety już nieco mniej inspirująco prezentuje się biurowa Wieża Montparnasse. Mimo wszystko skuszona wizją panoramy z migoczącą Wieżą Eiffela w tle, postanowiłam wdrapać się na ten kontrowersyjny punkt widokowy. Muszę przyznać, że sam budynek nijak ma się do architektury Paryża. Przypomina raczej więzienie w Azkabanie, a jego monstrualne proporcje całkowicie zaburzają bajkowy pejzaż miasta. Władze wydały nawet zakaz budowania podobnych budynków w obrębie śródmieścia. Do historii przeszło już stwierdzenie, że wątpliwej urody wieża oferuje najlepszy widok na miasto, bo… tylko stąd jej nie widać ;D

 MONTPARNASSE TOWER

Unfortunately the office Montparnasse Tower is less inspiring. Despite that, seduced by the vision of the Eiffel Tower in the background I decided to climb up this controversial observation venue. I have to admit that the building itself has nothing to do with the architecture of Paris. With its giant proportions completely damaging the fairytale scenery of the city, it rather resembles the Azkaban prison. The authorities have even publicized a rule that buildings of this kind are not to be built in the city center. The statement that the questionably charming tower offers the most beautiful view over the city, because… that’s the only place you can’t see it from has already gone down in history ;D






MOULIN ROUGE

Wprawdzie, jak już wspominałam moja ukochana Liza Minelli odwołała swój koncert ale postanowiłam to sobie zrekompensować i w ramach zadośćuczynienia złożyłam wizytę pod skrzydłami Moulin Rouge ;) Ten charakterystyczny czerwony wiatrak od 1889 roku nakręca energią cały Paryż i roztaczają wokół radosną aurę kabaretu. Już od rana w jego stronę wyruszają pielgrzymki turystów, mimo że pierwsze przedstawienia zaczynają się dopiero po zmroku. To mnie jednak nie zniechęciło – mam  już pewną wprawę w unikaniu dzikich tłumów, więc udało mi się nawet zorganizować sesję pod samym wiatrakiem. W końcu, tam gdzie jest kolor i energia, musi być też Macademian! xD Prawdziwa feeria barw miała miejsce jednak dopiero w najbardziej magicznym miejscu Europy - Disneylandzie! Nawet szarość pochmurnej pogody nie przyćmiła tęczowej aury świata bajek. Ja też nieustannie mam wrażenie, że ‘urwałam się z innej bajki’, więc o krainie Disneya opowiem Wam więcej w oddzielnej relacji. Podobnie, osobny post poświęcę tutejszym sklepom vintage i targom staroci. Second handy i targ Porte de Clignancourt, sprawiły, że biegałam między stoiskami z takim szaleństwem w oczach jak pirat na wyspie skarbów. Taki temat z pewnością zasługuje na więcej niż jeden akapit! ^^

MOULIN ROUGE

Admittedly, as I’ve already mentioned, my beloved Liza Minelli has cancelled her concert that I was supposed to attend so I decided to compensate for it and in order to make up for it I paid Moulin Rouge a visit. This characteristic mill has been winding Paris up with energy and spreading a happy atmosphere of cabaret around since 1889. Pilgrims of tourists leave to see it everyday in the early morning, despite the fact that the first shows start after the night falls. But it didn’t discourage me- I have some experience in avoiding the crowd, so I even managed to organize a photoshoot right in front of the mill. After all, where the color and energy are, Macademian has to follow! xD Yet to a real brilliance of colors I was exposed in the most magical place on the map of Europe - Disneyland! Even the gloomy weather didn’t manage to outshadow the rainbow like fairy tale world atmosphere. I constantly have a feeling that I’m from another planet, so I’m going to tell you more about the Disney’s land in another report. Just as I’m going to devote a separate report to the local vintage stores and flea markets. Second hands and the Porte de Clignancourt market caused me to run between the stands with such craziness in my eyes as a pirate on a treasure island. A topic like this surely deserves more than one paragraph! ^^

Life is a cabaret!




WERSAL & OGRODY WERSALSKIE

„Paryż nie ma końca” powiedział Ernest Hemingway i po całym tygodniu zwiedzania zaczęłam rozumieć, co miał na myśli. Może, dlatego tym razem nie udało mi się zmieścić w harmonogramie siedziby Marii Antoniny - Wersalu. Kiedy naszym oczom ukazała się bezkresna kolejka, stało się jasne, że słynny pałac przejdzie w poczet przyszłych wycieczek. Jednak pomysł ze zwiedzeniem Wersalu i powrotem do Polski tego samego dnia był nieco naiwny ;) Na otarcie łez zostało mi zwiedzanie przepięknych Ogrodów Wersalskich przynależących do kompleksu ;) Humor poprawiła też podróż powrotna. Kursujący spod pałacu pociąg mógłby się bić o miano ‚najbardziej klimatycznego pociągu’ z tym, który w książkach o ‘Harrym Potterze’ zawozi młodych czarodziejów do Hogwartu! Skórzane fotele i sufit wyklejony reprodukcjami obrazów sprawiły, że czułam się jak w drodze do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Jednak nawet bez tej przejażdżki Paryż był niesamowicie magiczny :)

VERSAILLES & VERSAILLES GARDEN

‘There is never any end to Paris’- Ernest Hemingway said and after a week of sightseeing I understood what he meant by that. Maybe that’s why this time I wasn’t able to squeeze Marie Antoinette’s headquarters - Versailles into my agenda. When we saw the endless queue it became obvious that the Palace is a famous place for the trips to visit. But the idea to see Versailles and come back to Poland the same day was a bit naïve ;) As a consolation I could visit the beautiful Versailles Garden, which belong to the complex ;) The return trip has also made us happier. The train that we took from the Palace could participate in the most climatic train contest against the one taking the students from the Harry Potter books to Hogwarts. Leather seats and ceiling wallpapered with paintings reproductions has made me feel as if I was travelling to the School of Witchcraft and Wizardry. But even without this ride Paris was incredibly magical! ;)



I will nerver get enough of gold!


Are they taking me to Hogwarts? :D






photographed by Ewa Motylewska Photography

52 comments:

  1. duzo duzo pracy musialas wlozyc w pisanie tego posta. ale powiedz Tamara, serio pomykalas po Paryzu z dodatkowa torba badz walizeczka w torej mialas ubrania i szpilki na przebranie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda i bardzo się cieszę, że potraficie to docenić - to mega miłe i aż chce się pisać dla Was więcej! ;))) A co do torby to miałam tam buty a potem ewentualnie zakupy i jakieś przydatne rzeczy bo wychodziliśmy rano i wracaliśmy wieczorem. Ubrań nie przebierałam :)

      Delete
  2. ale relacja *,* Filmik jest strasznie klimatyczny :)

    http://www.kefashionsisters.blogspot.com/

    ReplyDelete
  3. mogłabym się dowiedzieć skąd są te przecudne oksfordy? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojej, te buty to mają już X lat - są z Fleq.pl :)))

      Delete
  4. zazdroszcze tylu pięknych zdjec, tyle odwiedzonych miejsc, tylu fantastycznych ciuchow :) dzięki blogowaniu mogłaś spełnić swoje marzenia:) ahh ten Paryż <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sama nadal nie mogę uwierzyć w swoje szczęście! Ale zawsze pamiętam ską to wszystko się wzięło i nie zapominam o wdzięczności ;*** Co wiecej, myślę że jestem doskonałym przykładem na to, że jak się chce i pracuje to można spełniać marzenia i nic nie jest niemozliwe!! ^^

      Delete
  5. Kocham Paryż. To moje miasto. Twój blog sprawia, że chcę zmienić styl :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A nuż coś kolorowego od Macademian przemycisz w swoich stylizacjach :))

      Delete
  6. wonderful photos as always! makes me wanna fly to Paris (:


    http://www.aboutacloset.com/

    ReplyDelete
  7. MARZĘ, po prostu marzę o podróży do Paryża i to chyba od dziecka :D ale to niestety jeszcze nie w tym roku :)


    Uściski...
    www.IWASJA.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w tym roku byłam w Paryżu po raz pierwszy w życiu, a to mój drugi raz - jak widać na wszystko przychodzi pora, trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość! :))

      Delete
  8. przepiekne zdjecia, ale ten filmik! Proszxe rob tego wiecej, bylo poprostu magicznie i ta muzyka! niesamowity klimat (moglabym sie tylko docxepic ze w kadrach zwlasczza gdzie Ty opowiadasz jest zbyt jasne tlo/przypalone biele i to mogalbys lekko zciemnic) ale i tak nie moge sie doczekac nastepnych, rob nawet w warszawie w jakis kawiarniach czy inspirujaco-ciekawych miejscach ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj będzie dużo więcej, to dopiero połowa relacji!! :)) Co do filmowania to cały czas się w tej materii uczymy :)

      Delete
  9. Paryż to moje ukochane miasto! Byłam tam już parę razy i nigdy mi się nie nudzi! W każdej uliczce, na każdym przejściu mam ochotę robić zdjęcia bo tam najprostsze rzeczy, na które w Polsce nie zwracam uwagi, zachwycają mnie! Architektura jest tam niesamowita ^.^

    ReplyDelete
  10. Zdjęcia jak i filmik są przecudowne, barwne i charakterystyczne jak ty sama! Przeszukałem twój kanał na youtube'ie, jednak odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie nie odnalazłem - w jakim filmiku montujesz filmiki, a w jakim przerabiasz zdjęcia? :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie montuje filmików, wiec nie pomogę i nie przerabiam już zdjęć, ale te są opracowywane w photoshopie - to dotyczy kolaży i wszystkiego innego :***

      Delete
  11. Super post ! Zapraszam do mnie www.lifeisjustafashion.blogspot.com :)

    ReplyDelete
  12. Kochana Tamara,,, sorry,że nie pisałam,,,ale jak ma się problemy,,to niestety moda schodzi na dalszy plan,,nadrobiłam wszystko i muszę powiedzieć,że odwaliłaś kawał dobrej roboty,,,a ten post jest świetny,,,pokazałaś nam Paryż od najlepszej strony,,,,Naprawdę jesteś osobą,której pasują takie klimaty,,,i nigdy się tu nie nudzę,,, bo jak prowadzić blog, to po co pokazywać coś ,w czym chodzi tysiące dziewczyn na ulicy,,,,Jak dla mnie jesteś w pierwszej dziesiątce najlepszych blogerek w Polsce... pozdrawiam Tosia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszystko rozumiem, miło mi że wróciłaś ;***

      Delete
  13. jesteś jak kolorowy ptak! cudowna! piękna! mądra!

    ReplyDelete
  14. cudowny filmik, taki klimatyczny! ta muzyka idealna. oglądałam niedawno Amelie i byłam zachwycona.
    zdjęcia super, przypomniał mi się mój wyjazd do Paryża. wtedy pogoda była też nie do końca idealna, bo to był maj, padało, mocno wiało, ale i tak było super <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to się mówi - klimat tworzą ludzie, dlatego pomimo niepogody mój wyjazd i tak był niesamowicie udany! ^^

      Delete
  15. The pictures are absolutely wonderful! I love the places and the outfits. Paris is one great city indeed :D

    ReplyDelete
  16. Jestem trzeci raz na twoim blogu i za każdym razem, gdy przeglądam Twoje posty nie mogę wyjść z podziwu ! Oglądanie Twoich kolorowych jak i idealnie dopasowanych stylizacji sprawia mi ogromną radość :) Pozdrawiam i życzę wielu sukcesów !

    P.S Marzę o wyjeździe do Paryża !!

    ReplyDelete
  17. Piękne zdjęcia! Fajnie udało się na nich uchwycić atmosferę tego miejsca

    ReplyDelete
  18. PIĘKNIE tam!


    http://www.alliness.blogspot.com/

    ReplyDelete
  19. przeczytałam, obejrzałam, i chciałabym coś mądrego napisać... ale brakuje mi słów...
    zdjęcia i film przenoszą w inną rzeczywistość. jedno jest pewne - dopełniłaś sobą piękno Paryża na tych zdjęciach :) widać, że jest w Tobie jakiś paryski pierwiastek - ta klasa, ten szyk, ten beret, jestes po prostu czarująca :)
    to mile, ze w Paryżu Twoj styl wzbudzil zainteresowanie i spotkal sie z entuzjazmem :)
    piekna przygoda, tyle cudownych wspomnien :)
    jestes niesamowita i dziekuje Ci za Twojego bloga, uwielbiam się od czasu do czasu "zaszyć" na Twojej stronie i popłynąć myślami... w jakieś kolorowe miejsce :)
    BUZIAKI!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana nawet nie wiesz jak się cieszę z takich opinii!! <3 Kiedy tworzę tę stronę marzę o tym by była miejsce przyjaznym i takim które będzie Wam dawało mnóstwo słońca nawet w pochmurny dzień - takim gdzie możecie się zaszyć na chwilę! ;*** I cudownie, że to się udaje! <3

      Delete
  20. wow! jestes genialna. widac ile pracy wlozylas w tak dluuuuuga ale i bardzo ciekawa relacje :) az sie czuje jakbym sama tam byla. trzymam za ciebie kciuki. fajna z ciebie babka :)

    ReplyDelete
  21. Piękne fotki!
    Zwłaszcza ta przy La Maison Rose.. <3

    http://www.alliness.blogspot.com/

    ReplyDelete
  22. Cóż za obszerna relacja! Wspaniałe doznania estetyczne... aż się wzruszyłam :)))

    ReplyDelete
  23. Zatęskniłam teraz za Paryżem <3 Naprawdę szkoda, że nie miałaś okazji wejść do wnętrza Wersalu, ale rozumiem Cię. Sama zwiedzałam właśnie w strasznym tłumie turystów ( jednak oni zawsze tam są) i jest to niewygodne :( zapraszam do sb: http://moresensethanyesterday.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ot, jeszcze jeden powód by wrócić do Paryża! ^^

      Delete
  24. Piękne zdjęcia! Dawno nie odwiedzałam Twojego bloga i jestem wręcz zakochana. Taka pozytywna dawka energii bije od Ciebie, że wystarczy mi na cały tydzień i jeszcze tu wrócę! A twój styl-nieziemski, aż sprawia, że mam ochotę wprowadzić mnóstwo koloru do swojej garderoby :) Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i wspaniale!! ;333 A teraz tylko góry przenosić Moja Droga! ;***

      Delete
  25. jak fajnie!! A Paryż nocą przepiękny! Super zdjęcia i jak widzę czekają nas jeszcze bajeczne paryskie stylizacje :)

    ReplyDelete
  26. Tamaro piękna relacja i już nie mogę doczekać się więcej! Już któryś raz z rzędu przeglądam ten post :) I na pewno skorzystam z Twoich wskazówek gdy w końcu wybiorę się do Paryża (bo jeszcze nigdy tam nie byłam). Cudownie i kolorowo!
    Pozdrawiam gorąco!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, ze bedą pomocne!! ;***

      Delete
  27. Paryż jest piękny i cudownie prezentuje się na Twoich zdjęciach, ale chyba najbardziej tę relację "robi" to, jak bardzo jesteś sympatyczna :) Spędziłam z tym postem chyba kwadrans, ale kiedy piszę ten komentarz dochodzę do wniosku, że przejadę po nim jeszcze raz - a co, takimi pięknymi zdjęciami trzeba cieszyć oko!

    ReplyDelete
    Replies
    1. YAY!!! To chyba moja pierwsza TAK obszerna relacja (zawsze pisałam duzo, ale teraz to już kolejny poziom hah ;D), więc tym bardziej fajnie że tak Wam się podoba! :))

      Delete
  28. świetna relacja i super filmik, ma taki niesamowity bajeczny klimat ;-)

    ReplyDelete
  29. Kochani, przede wszystkim szalenie dziękuję za tak niesamowicie pozytywny feedback!!! ;*** Teraz wiem, że czekacie na te relacje, tym bardziej chce mi się przygotowywać je dla Was z sercem i nadzieję, że moje wskazówki okażą się pomocne w Waszych eskapadach, lub że po prostu będę mogła Was choć na te kilka minut przenieść ze sobą do magicznego świata podróży - gdziekolwiek jesteście ;***

    ReplyDelete
  30. Jeżdżę do Paryża co jakiś czas (ostatnio udało mi się nawet dwa tygodnie temu: http://interesowania.blogspot.fr/2014/08/paris-je-taime-bien.html) i jestem zaskoczona, ilu rzeczy nie wiedziałam do tej pory o tym mieście! Dzięki za tak wiele ciekawostek. :)
    I podziwiam, że chciało Ci się wystać w kolejce po bilet na wieżę Eiffela, ja za każdym razem robię w tył zwrot i odkładam to na następną wizytę!
    Pozdrawiam serdecznie!

    ReplyDelete
  31. Tamara, I have seen all of your posts from Paris, all 3 of them, and all of the pictures, and the videos. I am very glad to be able to see them. I don't get much time to be online these days since I work 3 jobs and go to school, but in case I never get to see Paris for myself, I am happy that you shared these pictures.

    ReplyDelete
  32. wow, wow i jeszcze raz wow. Te zdjęcia są tak cudne, że aż mam ochotę spakować walizkę i jechać do Paryża. Na prawdę robią wrażenie.
    Pozdrowienia Ola

    ReplyDelete