…albo karnawał parafrazując jeden z największych przebojów naszego narodowego skarbu – Maryli Rodowicz. Piosenka może i jest ponadczasowa, ale same czasy jednak nieco się zmieniły. Kiedyś koła rodem z sukienek komunijnych, trwała i turkus na powiekach. A jak to jest teraz z tym balem?

 

Jeśli ktoś sądził, że będę rozpaczać po odejściu do lamusa wielkich balowych kiecun, tapira sięgającego kryształowego żyrandola, czy topornych obcasów rodem z szafy cioci Andzi, to grubo się myli. Nawet ja – wielbicielka stylu vintage i retro elegancji – z ulgą powitałam nowy trend: na naturalność. Nie wiem czy to zasługa kurczących się budżetów (w końcu co rok to prorok, albo co najmniej kolejny kryzys ekonomiczny), wszechobecnego hipsterstwa czy po prostu emancypacji, ale nawet na studniówkowych salonach zrobiło się jakby… lżej? Sylwester przestał już być wieczorem spędzającym sen z powiek i chyba wreszcie wszyscy załapali, że jakby nie patrzeć w końcu jest co roku. Bal maturalny jako, że jest raz nadal wywołuje emocje, ale też nie wywołuje tyle paniki. Maturzyści zrozumieli, że życie to nie amerykańska komedia romantyczna i od tego jak się na nim wypadnie, wcale nie zależy dożywotnie powodzenie matrymonialne.

 

Na salonach zagościła normalność to i sukienki stały się krótsze. Ku uciesze Panów, ich wybranki spełnienie snu o byciu księżniczką ‘choć przez jeden dzień’, odkładają obecnie raczej na dzień ślubu. Wygrywa praktyczna strona. Przy wyborze sukienki na bardziej wystawną imprezę warto mieć w pamięci, że fajnie byłoby założyć ją więcej niż jeden raz. Oczywiście jeśli nie jesteśmy gwiazdami ekranu – wtedy groziłoby to natychmiastową dekapitacją w tabloidach, lub co gorsza posądzeniem o skrajne skąpstwo. Kariera szołbiznesowego pariasa murowana. Za to zwykłych śmiertelników jak najbardziej obejmuje wspaniała zasada ubraniowego recyklingu! Najlepiej wybrać sukienkę do kolan, lub najdalej do połowy łydki. Krótsza będzie odpowiedniejsza raczej podczas karnawałowych szaleństw, a taka długość sprawdzi się świetnie zarówno na jakiejś urodzinowej kolacji jak i kolejnej imprezie. To zdecydowanie ułatwia poszukiwania, bo w tym przypadku nawet sieciówki stoją otworem. Takie propozycje można znaleźć już nie tylko w specjalistycznych sklepach dla zdegradowanych hrabin, ale i w każdej galerii handlowej. Co za oszczędność – czasu i pieniędzy!

Maturzystki zrozumiały, że życie to nie amerykańska komedia romantyczna, a od ilości tafty w studniówkowej kreacji wcale nie zależy dożywotnie powodzenie matrymonialne.

Punkt drugi: kolor. Wprawdzie zima długa, ale przed nami jeszcze lato i wcale nie jest powiedziane, że jeśli styczniowy wieczór to tylko ciemne, grobowe odcienie wszystkich rodzajów szarości. Piękne burgundy, szmaragdy i nasycone granaty, zawsze miały swoje miejsce pośród szykownej klasyki. Ja poszłabym nawet dalej, bo jeśli zdecydujecie się na coś lżejszego jak pastelowy róż, żółty czy błękit obskoczycie w takiej kreacji także czerwcowe wesele kuzyna. Kuszące prawda?

 

Ku uciesze Panów i Pań, nawet imprezowe fryzury są teraz znacznie wygodniejsze. Ci pierwsi przestali się w końcu obawiać, że w utrwalonym na beton kokonie odkryją coś czego nigdy nie chcieliby tam znaleźć. A kobiety? O ile przyjemniej, kiedy u fryzjera można spędzić półtorej godziny zamiast czterech? No i ta przyjemności kiedy między włosy można swobodnie włożyć rękę, beż obawy, że przyklei się i zostanie tam na stałe. Jakie uczesanie w takim razie wybrać na studniówkę czy karnawałową potańcówkę? Sugeruję lekkie fale, naturalne loki (tych na pudla radzę unikać) czy romantyczne upięcia. Kokom też mówię ‘tak’, ale pod jednym warunkiem – niech będą lekko frywolne, ze swobodnym, nieokiełznanym kosmykiem, a nie te spięte ciasno jak u przedwojennej guwernantki. Więcej luzu (nie mylić z rozwiązłością), to zawsze większa szansa na udany podryw. Lepiej wzbudzać zainteresowanie niż respekt. Nikt przecież nie chce się podczas zabawy czuć jakby miał za chwilę dostać po rękach linijką.

Imprezowe upięcia niech będą frywolne i lekko nieokiełznane. Romantyczny, luźny kok ma zdecydowanie więcej uroku niż ciasno ściśnięty jak u przedwojennej guwernantki.

Jak bardzo by nie narzekać, to jednak żyje nam się nieco lepiej niż trzy dekady temu (w większości aspektów). Dzięki temu okazji do całorocznego imprezowania jest znacznie więcej, nie warto więc kupować ubrań do założenia na raz. Kilka falbanek mniej, a kreacja od razu zyskuje przedłużony termin ważności. Cekinową spódnicę, która przetrwała Sylwestra można z powodzeniem założyć potem do białej koszuli, a w seksownej ‘małej czerwonej’ udać się na lunch w środku dnia. Bez spiny i bez wstydu za to z gwarancją piorunującego wrażenia.

235