Zapach towarzyszy nam codziennie, dlatego warto znaleźć taki, który podkreśli osobowość i w subtelny sposób zwróci na nas uwagę. Przyznam, że inaczej niż w modzie, w kwestii perfum nie lubię nagłych i częstych zmian. Szybko się przywiązuję i jeśli znajdę zapach dla siebie lubię zostać z nim na dłużej 😉

Temat jest tak ciekawy, że nasza przygoda z perfumami trwa na blogu już od wielu tygodni. Zaprowadziłam Was już do unikalnych warszawskich perfumerii: Mo61 i Sense Dubai, (jedna jeszcze przed nami). Pokazałam Wam też moje kolorowe stylizacje ‘Hot Look za 500 zł’ inspirowane… niecodziennymi flakonami perfum TUTAJ i TUTAJ 🙂 Pytaliście mnie jednak wiele razy, jakie są moje ulubione zapachy i czego używam na co dzień, dlatego dzisiaj obiecany post! 🙂

p_2

1. „Euphoria” Calvin Klein

Jest kilka pozycji, bez których, nie mogę sobie wyobrazić swojego ‘perfumiarskiego’ niezbędnika. Absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o moich ulubieńców, jest Euphoria” by Calvin Klein. To były moje pierwsze ‘dorosłe’ perfumy, które wybrałam sama będąc jeszcze nastolatką. Podczas wizyty w drogerii, kiedy już wydawało mi się, że nic do mnie nie pasuje, nic mi się nie podoba – one wpadły mi w ręce. Znacie ten stan? 😉 Euphoria to bardzo popularny zapach i doczekała się wielu wariacji, ale ja używam tej klasycznej w srebrno-fioletowej buteleczce. Intensywny, egzotyczny i owocowo-kwiatowy zapach, zamknięty w eleganckiej nowoczesnej buteleczce nigdy nie wychodzącej z mody. Co ciekawe, na każdym naprawdę pachnie inaczej! Często nawet osoby, które Euphorii używają na co dzień nie potrafią rozpoznać, że to nią pachnę 🙂

p_3

2. „See” Chloe

To mój wiosenny faworyt. Chociaż Euphorii używam praktycznie przez cały rok i o każdej porze dnia, kiedy mam ochotę na coś bardziej ‘romantycznego’ sięgam po See” by Chloe. Zapach skomponował wybitny, francuski perfumiarz Michael Almairac. Są to dziewczęce i lekkie perfumy, z wyczuwalną kwiatową nutą jaśminu i dodatkiem kwiatu jabłoni. Może dlatego właśnie kojarzą mi się ze stylem boho, słoneczną łąką i przewiewnymi tkaninami. Idealne na ciepłe, słoneczne dni. Urzekła mnie też buteleczka – jej kształt to odwzorowanie klatki dla ptaków w stylu retro. W środku przelewa się krystaliczny płyn w kolorze szampana – połączenie idealne.

p_4

3. „Manifesto” Yves Saint Laurent

Chyba najbardziej zdecydowany i uwodzicielski zapach w mojej kolekcji. Uwielbiam go dosłownie za wszystko! Zaczynając od wyrafinowanego, ekskluzywnego flakonu z nutą kryształowego fioletu. Inspirowany kształtem kobiecej sylwetki i wykończony złotymi akcentami, jest już praktycznie biżuterią sam w sobie.  Aż po mocny, wieczorowy zapach. To kwiatowo-drzewna kompozycja z dodatkiem jaśminu i konwalii, osłodzona odrobiną wanilii i orzeźwiającą nutą czarnej porzeczki. Jeśli wychodzę wieczorem, a do tego mam ochotę na elegancką suknię bez pleców – już wiem, że użyję Manifesto” od Yves Saint Laurent!

p_5

4. „Macademian Sense” Mo61

Zapach, o którym więcej przeczytacie TUTAJ, w poście z relacją z mojej wizyty w perfumerii Mokotowska 61. Chyba każda z nas marzy o swoim, indywidualnie dobranym zapachu! Ja miałam okazję te marzenia spełnić 🙂 Intensywny, orientalny zapach, który trudno porównać z jakąkolwiek inną pozycją na mojej półce. W znalezieniu „Macademian Sense” (a jakże!), pomagała mi ciemnowłosa Michel, która entuzjastycznie chichocząc, podsuwała mi kolejne flakony. Zresztą jej własna kompozycja perfum jest najlepszą reklamą Mo61 – zdradziła mi, że pod ich wpływem nawet spotkany na imprezie były chłopak zaczyna wysyłać tęskne SMS-y 😉 Łatwo nie było, bo w końcu zapach w stylu Macademian Girl musiał być mocno zakręcony! Od początku wiedziałam, że w swoich perfumach muszę wykorzystać nutę „Mustang Tabac”. Nie wiem, czy to ze względu na jej oszałamiający zapach, czy opowieść Michel, ale dodałam do niej jeszcze świeży zapach kaktusa i zmysłowy irys i wiedziałam, że to właściwy wybór! Jak przystało na wielbicielkę pstrokatych kolorów, na zakończenie wybrałam pudełeczko w kolorze neonowego różu. Jeśli chcecie podobne, spieszcie się, bo są z limitowanej edycji i szybko znikają!

p_6

5. Olejek „Róża Saudyjska” YAS

Ci, którzy raz spróbowali arabskich perfum, podobno nie wracają już na zakupy do tradycyjnych drogerii. Tamte perfumy „wybuchają” aromatem równie szybko, co znikają. Ja swoją przygodę z arabskimi perfumami opisałam Wam TUTAJ w poście o magicznym Sense Dubai. To perfumeria ukryta w centrum ulicy Mokotowskiej w Warszawie, która przywodzi na myśl krainę z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy. Wszystko tu wygląda jak przedmiot pożądania, podobnie jak kryształowe buteleczki, w których można zamknąć wybrany zapach. Wśród propozycji, oprócz perfum znajdziecie także jednoskładnikowe oleje, jak moja ulubiona Róża Saudyjska – zbierana o świcie i gotowana ponad 6 godzin. Podobno to zapach całkowicie uniseks – używany zarówno przez kobiety jak i mężczyzn. Na jednej próbce, z pewnością się nie skończy 😉

p_7

A NA KONIEC…

Mam też swoją magiczną buteleczkę, do której czasami przelewam perfumy. Jest szczególnie przydatna kiedy wyjeżdżam lub jeśli np. coś zepsuje się w atomizerze w oryginalnym opakowaniu. Kupiłam ją kiedyś w Tigerze – wygląda jak piękny, retro flakon odziedziczony po babci 🙂 Ma pompkę, pękaty, okrągły kształt i za każdym razem kiedy jej używam, czuję się jak gwiazda starego, czarno-białego filmu 😉

p_8