ZAPACHY TYSIĄCA I JEDNEJ NOCY

 Magia jak z arabskiej baśni, erotyczna moc gęstych olejów i rytuały pielęgnacyjne, które duszę relaksują jeszcze lepiej na ciało. W gwarnym centrum ulicy Mokotowskiej zachowało się miejsce gdzie czas płynie wolniej. Tu liczą się tylko wonne kadzidła i rozmowy o tajemnicach piękna Arabek.

 MAŁY DUBAJ W SERCU WARSZAWY

Jedni szukają zapachów, które przypomną im sielsko spędzone chwile, inni idą na całość i zakładają perfumerie. W życiu wszystko jest kwestią pomysłu, fantazji i rozmachu 😉 Właścicielka Sense Dubai, Nina Kowalewska – Motlik podczas podróży do Dubaju zakochała się w orientalnych perfumach bez pamięci i… otworzyła magiczny sklep w samym środku Warszawy. Kiedy po raz pierwszy poczuła arabskie przyprawy, piżmo i wszechobecną wanilię, wiedziała, że już zawsze będą jej towarzyszyć. Najpierw przywoziła perfumy tylko dla siebie, ale znajomi szybko oszaleli na ich punkcie. Stopniowo więc walizki Niny po brzegi zaczęły wypełniać luksusowe flakony z zamówieniami dla przyjaciółek. W końcu, gdy wracając z kolejnej eskapady, została zatrzymana na lotnisku przez celników, zrozumiała, że ma tylko jedno wyjście – postanowiła założyć sklep 🙂 Od tej pory już całkowicie oficjalnie dzieli się z innymi unikalnymi zapachami z Emiratów Arabskich.

Nina otworzyła sklep po tym, jak na lotnisku zatrzymali ją celnicy. Przewoziła taką ilość perfum, że nie chcieli uwierzyć, że są wyłącznie dla jej zakochanych w Dubaju przyjaciółek.

Praktycznie po drugiej stronie ulicy mieści się perfumeria Mo61, o której pisałam Wam w lipcu. Adres to nie jedyne, co łączy oba miejsca. Podobnie jak w laboratorium z Mokotowskiej 61, od pomysłu na Sense Dubai do realizacji minęła dosłownie chwila. Biznesowa intuicja podpowiedziała Ninie, że ta tętniąca życiem ulica będzie najlepsza na jej niszową inwestycję. Samo wnętrze powstało zaledwie w trzy miesiące! Patrząc na złote ściany, nastrojowe oświetlenie i dyskretne lustra, które są znakomitą oprawą dla kryształowych flakonów, aż trudno w to uwierzyć! Z drugiej strony, nie bez przyczyny Nina Kowalewska – Motlik jest jedną z najbardziej wpływowych polskich biznesmenek, a jej imponująca kariera jest przykładem rodzimego american dream. Założycielka perfumerii doskonale wie, jak hobby przekuć w zawodowe wyzwanie.. Z wykształcenia jest japonistką, ale pracowała jako dziennikarka. Założyła też własną agencję reklamową (to ona wypromowała słynną serię romansów Harlequin na polskim rynku!) i została prezeską firmy PR-owej New Communications. Można by sądzić, że powinna należeć do kobiet, które osiągnęły tyle, że teraz mogą już tylko leżeć i (nomen omen) pachnieć 😉 Jednak to praca jest jej pasją, a nieustanne wymyślanie nowych, biznesowych koncepcji lubi znacznie bardziej niż odpoczywanie. A jakby tego było mało, jest jeszcze pełnoetatową mamą dwóch córek i kochającą żoną.  Chapeu bas!

sd_1

SKLEP JAK Z BAŚNI

Po przekroczeniu progu perfumerii, od razu poczułam się jak egzotyczna księżniczka 🙂 Z miejsca poprawił mi się nastrój, co w dużej mierze na pewno było zasługą Marianny – pracującej tu od początku istnienia firmy. O Dubaju wie wszystko, bo tak jak Nina podróżuje tam od wielu lat i nawet planuje się na Bliskim Wschodzie osiedlić. Jej czarne, lśniące włosy, zmysłowo spokojny głos i oczy podkreślone kholem (miękka kredka, którą Arabki podkreślają kształt oczu), jeszcze mocniej potęgują wrażenie, że jesteś się w krainie z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy 😉

Na powitanie poczęstowała mnie przywiezionymi z Emiratów Arabskich słodyczami i zapaliła kadzidło. Zaskakująco, zupełnie nie przypominało duszących kadzidełek w sztyftach, znanych z popularnych india shopów. Tutejsze to raczej mokre, wonne, nasączane olejem kule, które wydzielają ciężki, ale przyjemny dym. Arabki okadzają nim każdy centymetr swojego ciała, bo znakomicie utrwala zapach olejków. Marianna zdradziła, że stosowanie zapachu jest dla Arabów wytwornym, niemal religijnym rytuałem, a niektóre kobiety wręcz zmieniają perfumy w zależności od dnia cyklu miesięcznego! Stosuje się też różne oleje do palców stóp, do kolan, włosów czy bród. Arabowie biorą sobie do serca słowa Mahometa, że „Allah nic nie kocha bardziej ponad kobiety, dzieci i perfumy” 😀

sd_6

Oud to najcenniejszy składnik arabskich zapachów. Jest droższy nawet od złota – wystarczy kropelka, żeby zamienił szklankę wody w luksusowe perfumy!

Sense Dubai to w Polsce prawdziwy trendsetter wśród perfumerii i jako jedyne miejsce w kraju, sprzedaje autentyczne, arabskie perfumy. Zapachy składają z linii dedykowanej Bliskiemu Wschodowi (te są najintensywniejsze) i nieco łagodniejszej linii europejskiej. W ofercie znajdziecie także produkty luksusowej marki YAS, niedostępnej w żadnej sieciowej drogerii – na całym świecie można ją znaleźć w zaledwie 43 punktach! W domu handlowym Harrod`s w Londynie powstało całe piętro z perfumami arabskimi, ale nawet im daleko do doskonałej jakości tych z Sense Dubai. Na dowód Marianna pokazuje mi flakonik perfum, w których na spodzie wytrącił się osad z oudu. To czarna jak smoła żywica z drzewa Aguilaria, aromatyczna i droższa nawet od złota! Wystarczy jedna kropla, żeby szklankę wody zamienić w perfumy 🙂

CZY ARABSKIE PERFUMY SĄ DLA MNIE?

Ci, którzy raz spróbowali arabskich perfum, podobno nie wracają już na zakupy do tradycyjnych drogerii. Tamte perfumy „wybuchają” aromatem równie szybko, co znikają. Arabskie, tworzone są na bazie olejów i „pracują” razem z ciałem. To powoduje, że zmieniają swoje nuty w ciągu dnia, a zmyte wodą – pachną jeszcze piękniej 🙂 Każdy aromat „próbkuje się” z pomocą bezwonnych, glinianych lejków, które nie zmieniają aromatu perfum. Te z kolei momentalnie stapiają się ze skórą, podkreślając (a nie maskując) jej naturalny zapach. Zresztą same lejki wyglądają jak przedmiot pożądania, podobnie jak kryształowe buteleczki, w których można zamknąć własną kompozycję wonnych olejów. Wśród propozycji znajdziecie także prostsze (chociaż nie pozbawione uroku), jednoskładnikowe, jak moja ulubiona Róża Saudyjska – zbierana o świcie i gotowana ponad 6 godzin. Na próbce, którą ofiarowała mi Nina, z pewnością się nie skończy 😉

Do Sense Duabi przychodzą największe nazwiska, ale nie przeczytacie o tym na Pudelku. Perfumeria stawia na dyskrecję i komfort klientów, dlatego w mediach mówi raczej szeptem, niż krzykiem.

sd_3

MIŁOŚĆ, OLEJ I KRYSZTAŁY

Niektórzy przychodzą do perfumerii po to, żeby zwyczajnie przetestować zapachy i przez chwilę dać się oczarować magii tego wyciszającego miejsca. Zakupy robią tu zarówno osoby zamożne, wydające kilkaset złotych na flakon, ale też studentki, dopiero zaczynające przygodę z ekskluzywnymi perfumami (ceny olejków zaczynają się już od 90 złotych!). Olejki wtarte we włosy czuć nawet po dwóch myciach głowy! Nie tworzą przy tym woalu, który ciągnąłby się, angażując wszystkich w pobliżu 😉 Działają blisko skóry, a więc wtedy, kiedy powinny – na wybranych, przy bezpośrednim kontakcie. Jak głosi legenda, tutejsze perfumy to najbardziej wyszukane afrodyzjaki, mające tajemniczą moc spajania związków 😉 Jeden z zaprzyjaźnionych klientów regularnie wraca po ten sam flakon perfum dla żony, tak sobie chwali jego działanie 🙂 W Sense Dubai  kupicie też słynne perfumy Al Hareem, czyli kompozycję piżma, wanilii i róży. Na Bliskim Wschodzie używaną przez mężczyzn, w Europie poszukiwaną głównie przez kobiety. Do tego kadzidła, tlące się w trakcie mojej rozmowy z Marianną, paradoksalnie są polecane na… bóle głowy i neutralizują migreny!

NIE TYLKO PERFUMY

Oprócz perfum, miejsce oferuje klientom kompleksowe, arabskie zabiegi pielęgnacyjne. Marianna przyznaje, że po rytuale hammam (nawilżanie, dogłębne oczyszczanie i namaszczanie olejami) człowiek pierwszy raz naprawdę czuje, co znaczy być „czystym i zrelaksowanym” 😉 Do gabinetu SPA w perfumerii zagląda co jakiś czas pewna Pierwsza Dama, ale nigdzie nie zobaczycie nachalnych reklam tego miejsca. Przychodzi się tu z polecenia, albo umawia bezpośrednio w salonie, bo w mediach społecznościowych perfumeria woli mówić szeptem, niż krzyczeć. Sense Dubai chce być postrzegane jako luksusowe i przede wszystkim dyskretne – jest oazą spokoju, do której wstąpić można wprost z ruchliwej Mokotowskiej 🙂

sd_4