21. POP-UP STORE (ang.)

Słowo pop-up tłumaczy się jako „składany” lub „wyskakujący”. W informatyce oznacza „wyskakujące okienka”. To te znienawidzone karty z reklamami, otwierające się znienacka w przeglądarkach internetowych. Pojawiają się znikąd i zazwyczaj mocno się trzeba namęczyć, żeby je zamknąć 😉 Z pop-up store`ami (inaczej pop- up shopami) jest wprost przeciwnie! To tymczasowe sklepy, najczęściej działające zbyt krótko, żeby się nimi nacieszyć 😀 W 2011 marka Zuo Corp pokazała Warszawiakom, na czym polega idea pop-up store. Ich sklep zajął tylko 27 m2 i był otwarty zaledwie trzy miesiące, ale zdążył narobić szumu, w tym na zagranicznych portalach o wzornictwie, takich jak Dezeen. „Krótkoterminowe” butiki otwierają też znane sklepy sieciowe i duże domy mody. Zwykle przyciągają uwagę projektem wnętrza (to często zasługa znanych architektów i artystów) i reklamują się za pomocą marketingu szeptanego. Dają klientowi poczucie, że uczestniczy w czymś wyjątkowym i tajemniczym, więc torebkę, którą uda mu się kupić w pop-up shopie, ceni bardziej niż tę z centrum handlowego 😉 Formuła pojawiających się i znikających sklepów jest dzisiaj bardzo modna. Nawet gastronomia i kultura nie mogą się jej oprzeć! Słynna duńska restauracja Noma otworzyła tymczasowe filie w Sydney i Tokio, a w Krakowie pojawił się niedawno „chwilowy” POP-UP teatr. Będzie tam tylko miesiąc, więc korzystajcie, zanim zniknie!

5

22. GRUNGE (ang.)

Czyli „brud”. Już sam sposób wypowiadania tego słowa („grandż”) jest zadziorny 🙂 Grunge to subkultura, którą wymyśliły smutne i znudzone dzieciaki z Zachodniego Wybrzeża USA w latach 80-tych. Seattle stało się wtedy stolicą świeżego, niegrzecznego brzmienia w muzyce, który spopularyzował zespół Nirvana. Wokalista grupy, Kurt Cobain, razem ze swoją małżonką Courtney Love, zostali ikonami nowego, „brudnego” stylu. Dzięki nim w dobrym tonie stało się ubieranie za dużych swetrów, dziurawych dżinsów i spranych, flanelowych koszul w kratę. Stylowa młodzież lubiła rozmazany tusz do rzęs, ciężkie buty i skórzane kamizelki. Dokładnie takie jak te, które na plakatach nosili chłopcy z zespołu Alice in Chains 🙂 Dziewczyny rzadko czesały włosy i wkładały halki zamiast sukienek. Chociaż w 2015 roku odrapane paznokcie są już passe, grunge nadal ma się świetnie. W rockowych botkach i oversize`owych swetrach modelki biegają na castingi, a największe domy mody, z Saint Laurent na czele, nadal romansują z niepokornym trendem. Amerykańskie celebrytki (np. Jennifer Lawrence i Keira Knightley) „po godzinach” wkładają grunge`owe, wełniane czapki i spodnie z dziurami na kolanach. To niezobowiązujący i wygodny styl dla tych, którzy mają zły dzień, rocka we krwi, albo… po prostu chcą odpocząć od obcasów 😉

4

23. GLAMOUR (ang.)

Oznacza wszystko, co najlepsze: „splendor”, „prestiż” i „atrakcyjność” 🙂 To ekskluzywny i kobiecy styl, który śmiało czerpie z szyku gwiazd złotej ery Hollywood w latach 1930-1950, np. Rity Hayworth. Miłośniczką glamour była też Carrie Bradshaw z „Seksu w Wielkim Mieście”, Sydney Prosser z „American Hustle” i Jeri Hall, kiedy wybierała się z Mickem Jaggerem do słynnego, nowojorskiego klubu Studio 54. Dzisiaj na rozdanie Oscarów nosi się tak Nicole Kidman. Ten olśniewający efekt uzyskacie dzięki kobiecym fasonom i szykownym akcesoriom: toczkom, satynowym rękawiczkom czy strojnym kolczykom. Synonimem mody glamour są projekty haute couture m.in. Elie Saaba i Oscara de la Renty. Żeby być glamour można też jak Anna dello Russo wkładać cekinową suknię na co dzień. I nie zapominać, że glamour to nie tylko trend w modzie, ale cały styl życia: ma być wytwornie i z klasą! Na pewno zdążyłyście zauważyć, że od kilku lat staram się oswoić polską ulicę z pokaźną dawką tej spektakularnej elegancji 🙂 Jeśli zaczyna Wam się nudzić odmieniany przez wszystkie przypadki minimalizm, spróbujcie! Warto się odważyć, bo to styl, który robi wrażenie na mężczyznach i… street style`owych fotografach 🙂 Magazyny już teraz nieśmiało podszeptują, że glamcore, czyli ekstremalna wersja stylu glamour, będzie hitem wiosny i zostanie z nami na dłużej!

3

24. BACKSTAGE (ang.)

To przestrzeń „za sceną”. W modzie: kulisy pokazu, czyli najbardziej tajemnicze miejsce w branży. O dostaniu się tam marzą miliony pasjonatów mody, trendsetterek-adeptek i… młodych dziennikarzy, dla których relacja „z backstage`u” to honor większy, niż miejsce w pierwszym rzędzie tuż obok Kanye Westa 😉 Z kolei ci, którzy na modzie zjedli zęby, przed pokazem znacznie częściej woleliby stamtąd czmychnąć. Modelki w ścisku próbują odnaleźć właściwe buty i na szybko popijają wodę (przez słomkę, żeby nie rozmazać pomadki), styliści biegają tam i z powrotem, sprawdzając, czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a projektanci do ostatniej chwili nerwowo poprawiają ułożenie ramiączek. Reżyser pokazu pilnuje czasu, a choreograf wykrzykuje kolejność nazwisk. Z jednej strony ktoś robi manicure i fryzury, z drugiej – ktoś inny przeprowadza z ekipą wywiad. A wszystko oczywiście filmowane dziesiątkami Iphone`ów na Snapchata 😉 Uff.. prawdziwy dom wariatów! 😀 Do pokazu, który czasem trwa zaledwie 10 minut, domy mody przygotowują się cały sezon. Najważniejsze jest sprawnie działające zaplecze, dlatego tak naprawdę nie topmodelki są gwiazdami kulis, a garderobiane. Uwierzcie, świat po drugiej stronie kurtyny wcale nie wygląda tak różowo, jak w marzeniach (czy na zdjęciach w kolorowych czasopismach). No chyba, że chodzi o luksusowy backstage pokazów Victoria`s Secret: tam modelki są dopieszczane jak prawdziwe królowe 🙂 Dla tego słodkiego, różowego szlafroka mogłabym zrezygnować z przyglądania się pokazowi z widowni. Niestety brakuje mi jakiś 2 metrów wzrostu 😀

2

25. PRINT (ang.)

Czyli „odbitka”, albo „druk”. Print to nadruk, inaczej: wzór na tkaninie lub papierze.  Słówko tylnymi drzwiami weszło do języka polskiego i zadomowiło się na tyle, że magazyny o modzie zaczęły go używać zamiennie z rodzimymi odpowiednikami. A mają kiedy, bo trend na ubrania w printy wraca regularnie co sezon. W 2013 roku wszyscy pragnęli kwiecistego dresu od Chistophera Kane`a, w 2014 – tunik w abstrakcyjne nadruki marki Celine, a w 2015 – sukienek Dolce and Gabbana zadrukowanych w dziecięce obrazki. Od kilku lat pasjonatki mody niezmiennie oszczędzają na ubrania od Mary Katrantzou, niekwestionowanej królowej printów 🙂 Ten trend to jednak nie wymysł ostatniej dekady. Do deseni Williama Morrisa, zaprojektowanych w XIX wieku, sięga dzisiaj nawet dom mody Valentino. W XX-leciu międzywojennym drukowano na tkaninach wzory w stylu art-deco, a w latach 50-tych nadrukami zachwycała fińska marka Marimekko. Absolutnym fenomenem są zwierzęce printy! Po lamparcie cętki tak samo chętnie sięgała aktorka Joan Blondell w 1930 roku, co gwiazda filmowa Brigitte Bardot w 1960, modelka Kate Moss w latach 90-tych i stylistka Rachel Zoe w 2015 😀 Na tkaninie nadrukować można wszystko: autorski kolaż, ogród botaniczny i fototapetę. Rzeczy we wzory miksować ze sobą w total looku, lub nosić pojedynczo, jako dodatek do gładkiego garnituru. Warto nosić printy szczególnie teraz, na przekór jesienno-zimowej szarudze. Odpowiednio dobrany nadruk powie o Was więcej, niż oficjalne przemówienie. To jak, romantyczne róże, czy drapieżny kociak? 🙂

1