Im mniej uczestników, tym więcej napięć: ścigają się ze sobą drużyny, walczą sojusze, a dziewczyny rywalizują z chłopakami. Czy grupowa solidarność wygra z chłodną kalkulacją? Każdy kolejny dzień to nowe wyzwanie!

Drukowanie

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

DZIEŃ 10 – UKŁADANIE MAPY I ZADANIE W KRĘGU

Naszym pierwszym zadaniem tego dnia było odnalezienie właściwego kempingu na terenie Parku Narodowego. Zanim jednak wyruszyliśmy, musieliśmy złożyć sobie mapę z… drewnianych puzzli. Liczyła się sprawność i czas: każda mijająca sekunda kosztowała nas aż złotówkę. Chociaż do tej pory częściej stałam z boku i wolałam raczej obserwować zmagania uczestników niż czynnie w nich przodować, tym razem dla dobra grupy zakasałam rękawy, przejęłam rolę lidera i ostro wzięłam się do pracy. Przy okazji obserwowałam kto pomaga najmniej chętnie i pilnowałam, żeby nikt (a Agent w szczególności) nie stał z założonymi rękami 😀 Zdecydowanie w głosie i konsekwencja najwidoczniej podziałały na grupę jak ożywczy prysznic, bo wyjątkowo szybko uwinęliśmy się z zadaniem. Dla odmiany nie wybuchła nawet żadna afera o podział obowiązków 😉 Sami musieliśmy jednak zdecydować, czy według nas właściwy kemping jest zaznaczony na mapie jako niebieski punkt (krótsza droga i bardziej skomplikowana) czy czerwony (dłuższa, ale prostsza). Zauważyłam, że Hubert, przez wielu podejrzewany o bycie Agentem, jako pierwszy z uczestników zaproponował punkt niebieski. Wtórowała mu Joanna, która podobno „chciała sprawdzić reakcje grupy”. Zaskakująco, ich sugestie sprawiły, że wszyscy niemal jednogłośnie zadecydowaliśmy: „W takim razie jedziemy do czerwonego!”. Brak autorytetu czy raczej… brak zaufania? Oboje szybko zmienili strategie i tak jak reszta zagłosowali (dla niepoznaki?) ostatecznie za czerwonym. Za drużyną dziewczyn, która wiozła mapę na lawecie, podążała ekipa chłopaków. Sama droga była ekstremalnie ciężka: dokuczał nieziemski upał i zupełny brak cienia, a na mapie zaznaczone były tylko główne drogi. Uwierzcie mi – w takich warunkach nietrudno było pomylić trasę… Inna sprawa, że może jestem kolorową księżniczką (która jak nie zgubi pantofelka, to na pewno kapelusz :P), ale jeśli chodzi o wykonywanie zadań, zdecydowanie wolę skupić się na sednie sprawy, niż opisywać piękno krajobrazu. Rozproszenie uwagi okazało się naszym największym wrogiem, a towarzystwo kilku trajkoczących kobiet zmęczyło mnie chyba bardziej niż temperatura 😉

Drukowanie

W grze, jak w życiu: czasem trzeba umieć stać cicho z boku, czasem – zakasać rękawy.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego nagle zmieniliśmy zdanie co do kempingu? Przez 1,5 godziny jeździliśmy w pełnym słońcu poza trasą i byliśmy już tak zmęczeni, że kiedy zobaczyliśmy znaki prowadzące do niebieskiego campu, uznaliśmy to za dar niebios – jedyne, co w tej chwili było pewne i zapewniało chociaż chwilę odpoczynku. Obraliśmy więc nowy kierunek! W międzyczasie Hubert zdążył zmienić zdanie i nagle (znowu wbrew większości) postanowił odnaleźć czerwony kemping. Przebłysk intuicji czujnego zawodnika czy strategia Agenta? Na pewno podejrzane zachowanie. Tym bardziej, że po 4 godzinach jazdy okazało się, że naszym celem był jednak obóz zaznaczony na czerwono. W grupie nie było większych dyskusji, zgodnie uznaliśmy, że tym razem po równo „daliśmy ciała”. Poza Hubertem właśnie, który ciągle zgłaszał do Tomka jakieś pretensje. Po godzinach bezcelowego błądzenia po afrykańskim parku narodowym i kolacją, którą musieliśmy sobie sami przyrządzić, okazało się, że jednak nie wszystko, co nas tego dnia miało spotkać.

Drukowanie Drukowanie
Wieczorem zostaliśmy ustawieni w drewnianym kręgu i przykuci łańcuchami do liny. Zadanie polegało na wyborze pomiędzy kluczykiem do kłódki i uwolnieniem się, a immunitetem, który zapewniał bezpieczne przejście do następnego odcinka. Osoba, która zdecydowałaby się na to rozwiązanie, musiała spędzić noc „pod chmurką”, przywiązana do liny, a wraz z nią reszta osób, którym jeszcze nie udało się wybrać. Podesty z trofeami pojawiały się w kręgu co 5 minut. Tym razem bacznie przyglądałam się działaniom Antka i Tomka: po prostu ZMUSILI wszystkich uczestników do solidarnego sięgnięcia po kluczyki. Jedni nazwali ich działanie szantażem, ja – grą psychologiczną… na miarę Agenta. Najważniejsze, że ich taktyka była skuteczna i nikt nie wyłamał się z niepisanego paktu. Skłamałabym mówiąc, że krążek immunitetu mnie, ostatniego w kolejności gracza, wcale nie kusił 😉 Nie bez przyczyny jednak od zawsze podkreślam, że lojalność jest dla mnie ważniejsza od wygranej. A już szczególnie w stosunku do własnych sojuszników! Nie potrafiłabym podjąć innej decyzji, ale mówię otwarcie – zrezygnowałam z immunitetu ostatni raz. Tym bardziej nie podobało mi się zachowanie niektórych uczestniczek, które stosują zasadę solidarności tylko wtedy, kiedy im to pasuje (jak Ewa, która najpierw działała przeciw mnie, a potem liczyła na zdobyte przeze mnie tubki). Kiedy jednak nie widzą w czymś korzyści, los reszty wcale ich nie obchodzi i podkreślają, że „to tylko gra i każdy musi liczyć na siebie”.  Niech w takim razie nikt następnym razem się się nie dziwi, że ja też dbam przede wszystkim o swoje dobro!

Drukowanie

Drukowanie

MOJA STYLIZACJA – BLUZKA Sinsay | SPODNIE Pepe Jeans | OPASKA Claire’s | BUTY Wojas

DZIEŃ 11 – POSZUKIWANIE ZŁOTA

Następnego dnia mieliśmy okazję sprawdzić się w roli poszukiwaczy złota. W strumieniu mieliśmy znaleźć 20 sztuk złotych samorodków, a potem odlać z nich kluczyk do sejfu z pieniędzmi. Zadanie nie było proste –  szczególnie dla Tomka, który może wykazywał się już sokolim wzrokiem na otwartym terenie (sytuacja z kluczami w odc. 3  czy nawigowaniem łódki w odc. 4, ale absolutnie nie był w stanie wypatrzyć błyszczącego maleństwa w rwącym strumieniu 😉 Na domiar złego zamiast zostawić to zadanie innym, grzebał w piachu, doszczętnie zakopując wszystko, co mogłoby się w nim znaleźć. To zaskakujące, bo był w miejscu gdzie stała łopata, z tego co nam powiedziano, „złoto leżało praktycznie na samym wierzchu”. Czyżby oprócz problemów ze słuchem (dyktando w kasynie w odc. 3), doskwierały mu nagle problemy z oczami? Ja niestety wypuściłam z rąk miskę do płukania… No cóż, jedni zrozumieją, że nikt nie jest idealny, inni zinterpretują takie działania jako perfekcyjną strategię Agenta. Żadne z nas nie zamierzało zaprzeczać – niech każdy wyciągnie wnioski samodzielnie 🙂

Drukowanie

Drukowanie

MOJA STYLIZACJA – SUKIENKA Shein | KOLCZYKI Parfois | OPASKA Primark


Czy w moim sojuszu ukrywa się Agent, czy po prostu mamy swój pomysł na zwycięstwo? Dopóki nasza strategia działa, nie będziemy jej zmieniać!

Łowienie złota było zresztą idealnym polem do obserwacji zależności między uczestnikami i ich gierek. Chociaż ani Tomkowi i Antkowi, ani mnie nie udało się znaleźć żadnego złota (wyobrażacie sobie: SROKA WRACA BEZ BŁYSKOTEK?! 😀 ), złoto zostało dokupione u Kingi, a kluczyk odlany. W sejfie znaleźliśmy pieniądze i kartkę, która informowała nas, że wygrana w następnym zadaniu zostanie podwojona. Czy fakt, że nikt w moim sojuszu nie wykonał zadania oznacza, że wśród nas jest Agent?  A może po prostu mamy plan na wygraną? Pamiętajcie: „Trzymaj przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej”. Dopóki nasza taktyka działa, nie zamierzamy jej zmieniać!

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

Drukowanie Drukowanie Drukowanie