Miesiąc w programie „Agent – Gwiazdy” jest jak codzienność skupiona w soczewce. Z jednej strony nostalgiczna podróż do przeszłości, z drugiej – walka o jedyną szansę. Nawet na chwilę nie można stracić czujności: kiedy Ty skupiasz się na tropieniu błędów Agenta, lojalny sojusznik właśnie przyczynia się do twojej porażki.

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

DZIEŃ 17 – ZULUSKA SZKOŁA I ZADANIE W CIEMNI

W tym odcinku zostaliśmy przewiezieni do afrykańskiej wioski i podzieleni na dwie grupy – Antek i Hubert zostali w miejscowej szkole, a grupa dziewczyn dostała listę 20. rzeczy, które miała sfotografować w pobliskiej wiosce (udało nam się znaleźć 19). Panowie, przywitani przez uczniów gromkim, polskim  „dzień dobry!” mieli nauczyć się słów w lokalnym języku zulu. Byłam pod wrażeniem, jak świetnie te dzieciaki radzą sobie z angielskim! Z całą pewnością lepiej niż Antek i Hubert ze słowami w zulu, bo początkowo opornie szło im przyswojenie najprostszych wyrazów 😉 Hubert zaproponował, żeby dla ułatwienia wszystkie słowa podzielić na kategorie, ale Antek – jak przystało na rasowego gracza – postanowił utrudnić partnerowi zadanie i mylić tropy, wkuwając też jego słowa na pamięć. Dzięki temu, później kiedy były wyświetlane przez Kingę, pozostali gracze nie mogli odgadnąć, po ile wyrazów miał do zapamiętania każdy z nich. Jako mój lojalny sojusznik stanął jednak na wysokości zadania: od razu zameldował mi, które były jego, a które Huberta. Nie ma to jak praca zespołowa! 😉 Kiedy chłopcy wytężali umysł, żeby zrozumieć, jak wymawia się po zulusku „drzwi”, my spacerowałyśmy wiejskimi, malowniczymi ścieżkami i odwiedzałyśmy domy mieszkańców w poszukiwaniu przedmiotów do sfotografowania.

Drukowanie Drukowanie

Wizyta w domach mieszkańców RPA była trudnym, ale pięknym doświadczeniem. Pomimo biedy większość z nich jest serdeczniejsza i bardziej otwarta od tych, którzy od losu dostali wszystko. Z ich gościnności i ciepła moglibyśmy brać przykład.

To zadanie było dla mnie wyjątkowym doświadczeniem. Ciężko mi się było zdecydować, co właściwie czuję – z jednej strony czułam smutek z powodu ludzi, którym życie poskąpiło podstawowych, życiowych wygód, do których w zachodnim świecie tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni – dla nich nawet lampa jest luksusem, a w większości mieszkań wiszą gołe żarówki. Z drugiej strony byłam pod wrażeniem, jacy są uśmiechnięci, pomocni i serdeczni. Nostalgiczna podróż po cudzej, prywatnej przestrzeni, w dodatku w świecie tak odległym od mojego codziennego, zabieganego życia, utwierdziła mnie w przekonaniu, że to naprawdę nie pieniądze są kluczem do szczęścia. Do myślenia szczególnie dał nam brak zabawek – nie było ich nawet w przedszkolu! Mimo to widok radosnych, uśmiechniętych dzieci chwytał wszystkich za serce. Zadanie zadaniem, ale po tym odcinku uważam, że tak bardzo mamy być za co wdzięczni losowi i dziękuję, że mogłam tam tego dnia być. To było wzruszające przeżycie.

Drukowanie Drukowanie

Następnym zadaniem były zakupy. Chociaż w sklepie, do którego przyszliśmy były 1001 drobiozgów, żaden gadżet nie był w stanie mnie zdekoncentrować. Najważniejsza była lista przedmiotów niezbędnych do zbudowania… ciemni. W trakcie gorączkowych poszukiwań udało mi się znaleźć czarną tubkę i liczyłam, że w końcu będzie mi dane jej użyć. Muszę zaznaczyć, że odkryłam ją sama, a to, co w tym czasie Antek mówił mi do ucha, nie miało ze znaleziskiem żadnego związku. W tym zadaniu zdecydowanie najbardziej podejrzanie zachowywał się Hubert. Zwróciło moją uwagę, że był powolny, wyjątkowo złośliwy i zamiast skupić się na wyszukaniu potrzebnych przedmiotów (żadna ze zgłoszonych przez niego rzeczy nie miała agentowego „A” na metce), robił wokół siebie niepotrzebny hałas. Nie przeszkodził nam jednak w  realizacji zadania. Kiedy znaleźliśmy już wszystko, czekała nas druga część operacji – mieliśmy samodzielnie zbudować ciemnię. Mogli to jednak zrobić tylko ci gracze, którzy mieli chociaż jedną tubkę. Warto w tym miejscu zauważyć, że chociaż ja miałam 4 tubki, a Antek i Joanna po 3, ŻADNE z nas nie rozważało podzielenia się nimi z pozostałymi uczestnikami. My, w ramach paktu, uznaliśmy, że na tym etapie gry lekkomyślnością byłoby ofiarowanie przeciwnikom takiej szansy na wygraną. W końcu stawką był immunitet, a nas została już tylko piątka do testu – w tym Agent!

Niektórzy zazdrośnie krytykują nasz niezłomny sojusz i wszędzie wietrzą podstęp, ale jak przyjdzie co do czego – nie pomogą własnym sprzymierzeńcom w potrzebie. Dla mnie to zupełnie sprzeczne z logiką gry i podstawową, ludzką lojalnością!

To co mnie jednak zdziwiło najbardziej to fakt, że Joanna nie podzieliła się ze swoją sojuszniczką Dominiką, ani jedną ze swoich tubek (to ona zresztą odpadła w tym odcinku, więc ewidentnie potrzebowała takiego wsparcia). Od dawna wiedziałam, że Joanna jest pokerowym, przebiegłym graczem, bo nie drgnęła jej nawet powieka, ale mimo wszystko byłam zaskoczona – doszłam do wniosku, że tyle właśnie warte są takie „porozumienia”, gdzie jeden pod drugim kopie dołki, choć oficjalnie grają do jednej bramki. Gdyby to Antek nie miał tubek, nie wyobrażam sobie, że mogłabym go tak zostawić na lodzie. Zawsze podkreślam w programie, że stawiam na grę zespołową, a w grze tak jak i w życiu, dla mnie liczy się lojalność. Sojusz zobowiązuje!

Drukowanie

W związku z tym, że miałam jedną tubkę więcej od pozostałych, dla wyrównania szans, sama zaoferowałam się, że to moją tubkę możemy wywołać jako pierwszą, eksperymentalną. W ten sposób, nawet jeśli ją prześwietlimy, nadal szanse w grupie będą rozłożone po równo. Lubię wygrywać, ale wbrew temu co chcieliby zarzucić mi niektórzy, nie czuję potrzeby walki za wszelka cenę. Uznałam, że 1. do 3. to i tak niezłe szanse, i jak zawsze: niech po prostu wygra najlepszy! Po wywołaniu pierwszego zdjęcia, które znaleźliśmy w tubce, mieliśmy dylemat, kim jest dziecko, które ukazało się naszym oczom. Ja nie byłam przekonana, ale Antek wytypował, że z powodu długich włosów i głośników w tle, to m u s i  być… Michał Szpak! Joasia, natychmiastowo na to przystała. Przyznaję, że jej intryga (udawanie, że to nie ona jest na fotografii), była przeprowadzona w śpiewającym stylu! I Antek, i ja byliśmy tak rozbawieni tym mistrzowskim zagraniem (w końcu o to chodzi w show), że absolutnie nie mieliśmy do Asi żadnych pretensji, co widać w dodatkowych materiałach TUTAJ. No może z wyjątkiem tych do siebie, bo przez to, że na ułamek straciliśmy czujność, straciliśmy szansę na immunitet. Zresztą to samo powiedziałam na „setkach”, kiedy pytano mnie czy mam do niej żal. W żadnym wypadku, a wracając do hotelu w busie, jeszcze wszyscy przybijaliśmy sobie piątki 🙂 Zaskoczeniem są dla mnie jej wypowiedzi o rzekomej naszej wściekłości, więc dzielcie je proszę przez pięć, bo fantazja czasem ponosi 😉 Ustalmy: nigdy, w żadnym momencie gry – ani na „setce”, ani w rozmowach z sojusznikami, nie odnosiłam się do nikogo personalnie. Mam ogromny szacunek do każdego gracza, każdą z osób traktuję i traktowałam jak równego sobie (lub groźniejszego) przeciwnika, a jeśli już kogoś oceniam, to tylko i wyłącznie w kontekście zachowania podczas zadań w samym programie. Mówię, że np. Hubert bywa wyobcowany i powolny (tudzież lekko ślamazarny 😉 ), Antkowi czasem brakuje motywacji, ale nigdy mnie nie okłamał, a Joasia, ze sprytem udaje niezainteresowaną intrygami, a tak naprawdę doskonale wie jak grać. Dziwi mnie, że niektórym tak łatwo przychodzi bezpodstawne oczernianie i krytykowanie innych… Tak się nie robi, bo co pozostanie po czymś takim, kiedy spotkamy się na wspólnym evencie już w Warszawie? Tylko niesmak.

DZIEŃ 18 – UKŁADANIE PUZZLI W TRAWIE

Następnego dnia zadaniem Joasi było obronić swój immunitet. Musiała latać helikopterem nad łąką, podczas gdy reszta z nas zbierała porozrzucane w trawie puzzle i układała je na beczkach w punktach o odpowiednim kolorze. Do każdego gracza przypisana była inna barwa i symbol, który mieliśmy wyrysowany na tyle kombinezonu. Zadaniem Asi było odgadnąć, zarówno jakiego koloru, jak i jakie symbole mają na plecach poszczególni gracze. My ułożyliśmy wszystkie elementy w przewidzianym czasie, ale Asia nie poradziła sobie ze swoim wyzwaniem. Jej immunitet Kinga ofiarowała Antkowi, więc do testu przystąpiły tylko 4 osoby. Ważna uwaga – pomimo tego, co mogłam usłyszeć w programie, ani przez chwilę nie miałam w ręku krążków Dominiki. Jeśli macie wątpliwości, przyjrzyjcie się w nagraniu, bo cały czas miałam podczepione aż trzy kamery Go Pro! Co więcej, natychmiast po skompletowaniu swojego kółka, nawet zapytałam ją, czy nie potrzebuje pomocy ze swoimi, tymi w kolorze żółtym! W końcu wiedziałam, że tylko jeśli ułożylibyśmy wszystkie 4 kółka, wygrywaliśmy pieniądze (a tych nadal nie ma w puli zbyt wiele). Spóźniłam się jednak, bo okazało się, że miała już na pokładzie dodatkową parę rąk. Osobą, która widziana była z żółtymi krążkami był… Hubert. No cóż, do finału jest coraz bliżej i każdy kombinuje jak może. Ja jednak preferuję grać w otwarte karty i z góry zaznaczać, że mam swój pakt i tylko wewnątrz niego dzielę się zdobytymi informacjami. Taka jest gra na jasno określonych zasadach: wszyscy wiedzą, kto z kim współpracuje. Naprawdę nie wiem, jak mam się odnieść to tych rewelacji, które słyszę na „setkach”. Ktoś narzeka, że mój sojusz jest przebiegły, a z drugiej strony nie pomaga swoim sprzymierzeńcom w potrzebie. Gdzie tu logika i ta wychwalana „uczciwość”? 😀

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

Drukowanie Drukowanie Drukowanie Drukowanie