Dbać wyłącznie o własny interes, czy być lojalnym do końca? „Agent – Gwiazdy” to nie tylko program rozrywkowy, ale i świetny pretekst do pytania o życiowe wartości. Chociaż pulę mogła zgarnąć jedna osoba, do wygrania było o wiele więcej…

Drukowanie

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

NIECH ŻYJE AGENT!

Finałowy odcinek nagrywaliśmy w warszawskim studio, już po szczęśliwym powrocie całej czternastki do domu. Odświeżeni, wypoczęci i eleganccy, mogliśmy stawić czoło prawdzie –w tej edycji programu rolę Agenta grał… HUBERT URBAŃSKI. Kilka lat prowadzenia emocjonującego teleturnieju „Milionerzy” pozwoliło mu wypracować idealnie nieprzeniknioną, pokerową twarz:) Chociaż oczywiście od początku podejrzewałam Huberta (dlatego m.in. nie mogłam sobie pozwolić nawet na chwilę zapomnienia podczas masażu w SPA, czasami nie mogłam uwierzyć, jak wiarygodnie potrafi udawać. Niekiedy do takiego stopnia, że nawet mnie wytrącał z równowagi! 🙂

Drukowanie

Oglądanie relacji z programu z perspektywy Agenta było nie tyle zabawne, co pouczające. Jeśli którykolwiek z uczestników chociaż przez chwilę miał wątpliwości, co do tego, że w „Agencie” liczą się detale, patrząc na te nagrania mógł się o tym ostatecznie przekonać. Okazało się, że sprytny mąciwoda mógł wynieść z potoku bryłki złota w ustach, zadawać w ratuszu pytania o siebie samego, a Antkowi pomieszać szyki, wręczając mu w bibliotece fiszkę Vienia. Hubert przy tym nie szarżował i jeśli trzeba było, umiejętnie potrafił oddalić od siebie podejrzenia, np. optując za poprawną trasą podczas dnia na safari (to on głosował na czerwoną trasą w zadaniu z mapą.

Drukowanie Drukowanie

SOJUSZE SĄ WIECZNE

Kluczowym punktem programu „Agent – Gwiazdy” było zawiązanie naszego słynnego „Paktu Trojga”. Dzięki niemu ja znów uwierzyłam w siłę przyjaźni, a producenci… mogli być spokojni o dramaturgię 😀 No cóż, czy bez tego nie byłoby przypadkiem zbyt nudno? 🙂 Razem z Antkiem i Tomkiem stworzyliśmy sojusz, który nie tylko perfekcyjnie funkcjonował, ale i samą obecnością podgrzewał atmosferę w grupie uczestników. Co prawda niektórzy patrzyli na nas z zazdrością i nazywali lekceważąco „kółkiem wzajemnej adoracji”, ale większość dobrze wiedziała, że w takim komplecie jesteśmy niepokonani. Chociaż od pierwszego odcinka miałam świetny kontakt także z Kamilą i Maćkiem, po ich odejściu z programu to właśnie z Antkiem i Tomkiem najszybciej znalazłam wspólny język. Wieczny chłopiec, który ciągle sprytnie miesza i kocha intrygi, Mata Hari i siłacz o gołębim sercu? Widzę w tym potencjał na całą serię powieści kryminalnych! 😀

Nasz sojusz bez wątpienia był gwoździem programu „Agent – Gwiazdy”. Wyobrażacie sobie tę historię bez Maty Hari, Herkulesa i Piotrusia Pana?

Drukowanie

 

Naturalnie poza wzajemną sympatią, do wspólnego działania motywowały nas też korzyści. Każde z nas wiedziało, że informacje są w tej grze najcenniejszą walutą, a czego mogą dowiedzieć się aż TRZY osoby, nie będzie w stanie dostrzec tylko jedna. Oczywiście obaj moi sojusznicy mieli wszystkie predyspozycje do tego, żeby być Agentem. Wyszłam jednak z założenia, że skoro to któremuś z nich przypadła ta niewdzięczna rola, lepiej mieć ich pod ręką. Nieraz musiałam studzić zapał chłopaków albo mobilizować do pracy, ale jeśli chodzi o zasady w drużynie – zawsze, niezależnie od okoliczności, mogłam na nich liczyć. Nic więc dziwnego, że kiedy w półfinale wywalczyłam bonusową kopertę z odpowiedzią na najtrudniejsze pytanie, jakie dotychczas pojawiło się na teście wiedzy o Agencie, podzieliłam się jej zawartością z Antkiem.

Drukowanie

ZWYCIĘZCA JEST (NIE TYLKO) JEDEN

Fakt, że w wynikach finałowego testu różniło nas zaledwie jedno pytanie (o czym poinformowano nas po rozstrzygnięciu), pokazuje, że żadne z nas nie znalazło się w programie przypadkiem. Zdawałam sobie sprawę, że to właśnie ta jedna informacja mogła ostatecznie zadecydować o zwycięstwie mojego sojusznika (i rywala w jednej osobie), ale… nie żałuję. W programie mogłam usłyszeć kilka zarzutów pod swoim adresem, dlatego cieszę się, że miałam okazję udowodnić, jak bardzo moi krytycy mijają się z prawdą. Nigdy nie byłam bezwzględna, i szczerze uważam, że w życiu są ważniejsze rzeczy od pieniędzy. Tym bardziej gdy rywalizuje się z kimś kogo się lubi i ceni. Postanowiłam być lojalna do końca, ze świadomością, że jeśli przegram, przynajmniej zrobię to z klasą. W półfinale obiecałam, że w razie wygranej zabiorę Antka na wielkie zakupy, ale w wielkim finale to ostatecznie on zgarnął całą pulę. Mam nadzieję, że oprócz skutera i smakołyków dla swojego psa Chmurki sprawi sobie tę jedną, przyzwoitą koszulę, którą mu obiecywałam w przypadku wygranej 🙂

Chociaż na finałowym teście dzieliła nas zaledwie jedna prawidłowa odpowiedź, to tam gdzie pojawia się rywalizacja, musi też być zwycięzca.

Z całego serca gratuluję Antkowi! Udowodnił, że zasady gry czasami są po to, żeby je respektować, a przyjaciele – żeby na nich polegać. Wspólne zmagania w programie były prawdziwą frajdą – cieszę się, że mogliśmy iść ramię w ramię! Podziękowania i wyrazy uznania należą się też pozostałym towarzyszom afrykańskiej przygody. W szczególności Tomkowi (który do finału nie dotarł przez chwilę rozkojarzenia), Maćkowi (bo pokonał swoje największe lęki i sprawdził się w zupełnie nowej roli), Kamili (za jej serdeczność i cudownego, ciepłego ducha) oraz last but not least – Hubertowi, który pomimo trudnej, przeciwstawnej roli w programie, wielokrotnie docenił mój intelekt i przenikliwość. Cieszę się, że poznałam tak fantastycznych ludzi. Dzięki nim mogę dziś z czystym sumieniem powiedzieć: udział w programie „Agent – Gwiazdy” był najlepszą rzeczą, jaką dla siebie, (obok założenia bloga) zrobiłam.

Drukowanie Drukowanie

Niektórzy do końca myśleli, że własny interes stawiam ponad dobrem paktu. Cóż, pewnie ci sami żałują teraz, że nie zdecydowali się na sojusz ze mną!

Po latach zmagań dopiero teraz udało mi się zerwać ze stereotypowym, krzywdzącym wizerunkiem „infantylnej dziewczyny od mody”. Z Afryki wróciłam nie tylko silniejsza, ale też bardziej przekonana o tym, co w życiu ma sens i jeszcze bardziej zmotywowana do dalszej pracy nad blogiem. Po raz kolejny doceniłam, że robię to, co kocham, dla czytelników, którzy wspierają mnie z całych sił. Niezależnie od tego czy biorę udział w programie „Agent – Gwiazdy”, czy w zawodowych zmaganiach. To WAM dedykuję ten finał, a już niedługo, kiedy emocje po finale ochłoną, wrócę do Was z podsumowaniem i garścią refleksji na temat programu. Stay tuned!

CAŁY ODCINEK DO OBEJRZENIA NA PLAYER.PL ->TUTAJ<-

Drukowanie