Duch latino mam we krwi, a z genami trudno dyskutować 🙂 Na przekór temperaturze za oknem wybrałam się na kolację w stylizacji inspirowanej meksykańską malarką Fridą Khalo i strojami tancerek z opery „Carmen” 🙂 Jej podstawą jest ołówkowa spódnica z odpowiednio wysokim rozcięciem z przodu i top z marszczonym, tzw. hiszpańskim dekoltem. Duet w rozgrzewającym odcieniu rdzy i dojrzałej śliwki łączy szeroki, zapięty w najwęższym punkcie talii pasek. Reszta to kwestia KLUCZOWYCH akcesoriów 😉 Kwiaty we włosach dodają całości jeszcze więcej południowego ducha, a kolczyki w rozmiarze XXL (wiosną będą prawdziwym hitem – zobacz np. u Proenza Shouler czy Saint Laurent) są w przypadku zmysłowo odsłoniętych ramion wręcz niezbędne 😉 Dziś postanowiłam udowodnić, że nie zawsze ilość dodatków, a ich zdolność do przykuwania uwagi liczą się bardziej 🙂 Materiał dowodowy to zabawne, futrzane pompony przy szpilkach, solidny pierścionek i bransoleta, która sprawdziłaby się równie dobrze w stylizacji… minimalistycznej 🙂 Dzieło wieńczy błyszcząca, ciemna pomadka, która jak nic innego podkreśli uśmiech, wywołany cudowną atmosferą wieczoru w iście hiszpańskim wydaniu 🙂

NA ZDJĘCIACH MAM NA SOBIE:

1. BLUZKA Missguided | 2. SPÓDNICA NZ Poland | 3. KOLCZYKI I am | 4. OPASKA Parfois | 5. BUTY DeeZee 

UBIERZ SIĘ PODOBNIE:

1.BLUZKA bonpirx | 2. SPÓDNICA SAMODOBRO | 3. SZPILKI Dorothy Perkins | 4. PASEK Anna Field
5. OPASKA Happy Lazy | 6. BRANSOLETA bonprix