Chociaż Marc Jacobs, jeden z najzdolniejszych projektantów na świecie, już kilka lat temu uznał, że trendy umarły, moim zdaniem… mają się całkiem nieźle. W tym, jak i w każdym innym sezonie, pewnie rzeczy spędzają sen z powiek miłośniczek mody, a w innych nie wypada się pokazać. Tej jesieni zmieniamy fason spodni i zawartość kosmetyczki. Sprawdźcie, co znalazło się na liście rzeczy do odłożenia na lepsze czasy.

1. CZAPKA Z NAPISEM

Jeszcze ostatniej zimy nosiłaś swoją ukochaną czapkę z napisem „Bad Hair Day” albo „YOLO”? W tym sezonie lepiej odłóż ją do szafy, a zainwestuj w nakrycie głowy, które mniej kojarzy się ze streetwearem. Na topie są przede wszystkim uwielbiane przez Bellę Hadid kaszkiety (po angielsku nazywane „newsboy cap” – to określenie nawiązuje do młodych chłopców, którzy w latach 40. i 50. w Nowym Jorku w podobnym rodzaju czapek roznosili gazety). Nadal nosi się też kolorowe czapki z pomponem w rozmiarze XXL (świetnie uzupełniają stonowane stylizacje), czapki z zabawnymi kocimi uszkami (projektuje takie m. in. znany miłośnik kotów Karl Lagerfeld) oraz eleganckie kapelusze.

2. MAKIJAŻ TYPU „ALL MAT”

Zapomnij o makijażu, w którym brakuje blasku. Skrupulatne matowienie całej twarzy, matowy cień do powiek, pomadka o welwetowym wykończeniu i pudrowy róż bez błyszczących drobinek? W taki sposób zafundujesz sobie wygląd chorej i zmęczonej, dodasz sobie lat i podkreślisz wszystkie niedoskonałości cery. Jeśli kochasz malować usta matowymi kosmetykami, dodaj policzkom świeżości za pomocą rozświetlacza, a jasny, perłowy cień nałóż w wewnętrznych kącikach oka. Jeśli nie lubisz błyszczącej skóry, zestaw ją z lśniącym błyszczykiem.

3. POSKLEJANE RZĘSY

Kolejny makijażowy trend już dawno nie obowiązuje 😉 To posklejane rzęsy w stylu topmodelki z lat 60., Twiggy. Ten look, w 2014 roku lansowany przez makijażystów Prady, Saint Laurent czy Custo Barcelona, dziś jest TOTALNIE passè. Niezależnie od tego, czy przedłużasz rzęsy w salonie (TUTAJ sprawdzisz, dlaczego ja to robię), czy wybierasz maskarę, przede wszystkim postaw na naturalność. Sklejone w kępki rzęsy może sprawdzą się w modowym edytorialu w magazynie Vogue, ale na co dzień wyglądają ciężko, sztucznie i… niechlujnie.

4. SPODNIE BIODRÓWKI

Spodnie biodrówki były szczytem marzeń każdej modnej dziewczyny na początku lat 2000. Nosiły je Paris Hilton, Britney Spears i Jennifer Lopez. Sama pamiętam, jak oszczędzałam każdy grosz na parę jeansów z niskim stanem 😛 Dziś taki fason to najprostsza droga to stylistycznej katastrofy. I bardzo dobrze – kobieca pupa zdecydowanie lepiej wygląda w spodniach z wyższą talią, które podkreślają kształty, jednocześnie trzymając w ryzach ewentualne niedoskonałości i wydłużając optycznie nogi. Takie jeansy mają jeszcze jeden plus – można się w nich bezpiecznie schylić, unikając takiej wpadki, jaką zafundowała sobie Joanna Krupa (ZOBACZ sama 🙂 ).

5. SZPILKI PEEP-TOE

Peep-toe to po prostu szpilki wycięciem w nosku buta. Kiedyś niezwykle popularne, namiętnie noszone m. in. przez Beyonce czy Kim Kardashian, dziś ustąpiły miejsca zakrytym czółenkom i odkrywającym całą stopę sandałom na obcasach. Jeśli nie chcesz być posądzona o brak znajomości najnowszych trendów, unikaj butów typu peep-toe, w szczególności tych na wysokich platformach. Pamiętaj o tym, szykując swoją sylwestrową kreację! 🙂

6. KOLORYZACJA OMBRE

Czy wiesz, że supermodne do niedawna ombre czasy świetności ma już za sobą? Ten sposób koloryzacji, polegający na rozjaśnieniu końcówek włosów tak, żeby kontrastowały z ciemną górą, przez kilka lat zdobył miliony fanek na całym świecie. Swoje włosy farbowały w ten sposób Miley Cyrus czy Edyta Górniak. Dziś kontrastowe ombre zastąpiła koloryzacja zapewniająca zdecydowanie bardziej naturalny efekt. Jeśli szukasz pomysłu na rozświetlenie włosów, zdecyduj się na sombre (delikatniejsza wersja ombre), flamboyage (delikatny melanż pasemek w różnych odcieniach) czy babylight (rozjaśnienie włosów przy twarzy, przypominające efekt działania słońca).

7. NATURALNE FUTRO

Nosisz karakuły? To nie tylko nieetyczne, ale też… niemodne. Niedawno włoski dom mody Gucci zadeklarował, że od 2018 roku zupełnie rezygnuje z używania w swoich kolekcjach naturalnych futer, tym samym dołączając do grona fanów idei fur-free: Stelli McCartney, Hugo Bossa czy Giorgio Armaniego. Tegoroczne jesienno-zimowe pokazy udowodniły, że sztuczne futra mogą być równie piękne, jak te prawdziwe – zarówno kolorowe (jak u Anya Hindmarch), jak i te w „poważnej” wersji (na przykład u Miu Miu). Ten trend na pewno ucieszy Joannę Krupę 😉